2

SpaceX szykuje się do ostatniego testu Crew Dragona, załogowe loty coraz bliżej

Wygląda na to, że Elon Musk wziął sobie jednak do serca uwagę Jima Bridenstine'a na temat powolnego postępu prac nad programem komercyjnych, załogowych lotów w kosmos. SpaceX zamierza przeznaczyć na ten cel jeszcze więcej zasobów, aby już na wiosnę zabrać pierwszych astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną.

Duże opóźnienia to w zasadzie tradycja w NASA

Niestety NASA nie słynie z terminowego realizowania projektów. Trudno mieć w tej kwestii pretensje, większość z nich jest nowatorska, wymaga sporych inwestycji i może spotkać się z niezliczonymi problemami w realizacji. Nieco niesprawiedliwe są jednak uwagi w stronę SpaceX, które pomimo mniejszego finansowania, niż to jakie otrzymał Boeing na swój statek CST-100 Starliner, jest wyraźnie z przodu.

Zobacz też: SpaceX Starship Mk1 poleci jeszcze w tym roku

Gdyby nie kwietniowy wypadek, podczas którego doszczętnie został zniszczony pierwszy Crew Dragon, który zadokował na ISS w marcu, pewnie pierwszy lot załogowy odbyłby się jeszcze w tym roku. Niestety awarię należało wyjaśnić i zrobić wszystko aby nie powtórzyła się w przyszłości. Wygląda na to, że ten proces powoli dobiega końca. SpaceX musi jeszcze wykonać jeden test, czyli awaryjne odłączenie kapsuły podczas startu rakiety. Potrzebny sprzęt, czyli Crew Dragon i Falcon 9 są już na Florydzie w Centrum Lotów Kosmicznych im. Kennedy’ego. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to test odbędzie się na przełomie listopada i grudnia.

SpaceX musi dopracować też system spadochronów, które mają wyhamować Crew Dragon podczas lądowania z załogą. W trakcie licznych testów zdarzyło się, że nie zachowywały się one zgodnie z oczekiwaniami. Elon Musk zapewnia jednak, że wraz z producentem tych spadochronów – firmą Airborne, opracowali już ich 3. wersję, która ma być jeszcze wytrzymalsza, a przy tym lżejsza. Później pozostanie tylko papierkowa robota po stronie NASA. Jak wszystko pójdzie sprawnie, to pierwsi astronauci mogą polecieć na ISS już na wiosnę przyszłego roku.

NASA panikuje, bo nie ma miejsca w Soyuzach

NASA korzysta z usług rosyjskiej agencji kosmicznej – Roskosmos, która jako jedyna posiada pojazd zdolny do wyniesienia astronautów na orbitę i co nawet ważniejsze, sprowadzenia ich z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Rosjanie korzystając ze swojej pozycji windują ceny z każdym rokiem coraz wyżej i NASA miała nadzieję, że w 2020 roku będzie miała do dyspozycji własne statki. Teraz okazuje się, że nie jest to wcale pewne. Być może stąd właśnie taki nerwowy komunikat ze strony Jima Bridenstine’a, który jednak powinien podobną wiadomość wysłać też chyba do szefów Boeinga.

źródło: ArsTechnica