3

SpaceX stracił łączność z 3 satelitami systemu Starlink, reszta działa zgodnie z planem

Nieco ponad miesiąc temu, 23 maja, SpaceX wysłał na orbitę pierwszą partię satelitów, które w przyszłości stworzą system globalnego dostępu do internetu - Starlink. Przyszła pora na pierwsze podsumowania i jak się okazuje nie wszystko poszło zgodnie z planem. Utracono łączność z 3 satelitami, a na właściwej orbicie jest ich tylko 45. Kilka kolejnych zmaga się z mniejszymi lub większymi problemami.

Starlink nie ma łatwego startu

Elon Musk od początku podkreślał, że stworzenie systemu Starlink nie będzie łatwym zadaniem. Docelowo na orbitę ma trafić około 12 000 satelitów (obecnie Ziemie otacza około 2000 tego typu urządzeń), które zapewnią dostęp do internetu niemal całej ludzkiej populacji planety Ziemia. Zanim jednak to nastąpi, trzeba te satelity wysłać na orbitę, a 12 000 to duża liczba. SpaceX i tak przekroczyło oczekiwania i jest w stanie podczas jednego lotu Falcona 9 wynieść na orbitę nawet 60 satelitów, co oznacza, że całą konstelację uda się zbudować realizując… 200 lotów. Na to jednak potrzeba czasu. Pocieszający jest jednak fakt, że według szacunków już około 1440 satelitów wystarczy aby system uruchomić komercyjnie, a do tego potrzeba 24 loty. 6000 sztuk ma trafić na orbitę do 2024 roku, tak przewiduje pozwolenie FCC, więc nie jest to wcale niemożliwe.

Tak jest przynajmniej w teorii bo jak pokazuje praktyka, nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. Z 60 satelitów jakie wyniesiono na orbitę 23 maja, na ten moment tylko 45 jest na właściwej orbicie na wysokości około 550 km. Z racji masy tego ładunku Falcon 9 nie był w stanie wynieść swojego transportu na docelową orbitę. Każdy z satelitów przy pomocy własnych silników musiał wznieść się na żądaną wysokość. Nie wszystkim się to jednak udało.

Falcon 9 z systemem Starlink

Falcon 9 z ładunkiem Starlink przed startem, źródło: SpaceX

Z pozostałych 15 sztuk, 5 jest jeszcze w trakcie wznoszenia, a kolejne 5 przechodzi testy na pierwotnej orbicie. 2 sztuki zostaną poświęcone na testy deorbitacyjne, czyli SpaceX sprawdzi na ile skutecznie jest w stanie usunąć satelity z orbity i jaki ślad zostawią po sobie gdy spłoną w atmosferze. Największy problem to 3 ostatnie satelity, z którymi utracono kontakt. Niestety łączność została zerwana permanentnie i nie ma szans na jej wznowienie. Na szczęście dzięki swojej niskiej pierwotnej orbicie powinny one stosunkowo szybko poddać się przyciąganiu Ziemi i spłonąć w atmosferze, ale w tej chwili SpaceX może je tylko obserwować.

Czas na pierwsze testy Starlinka

Oznacza to, że w przewidywalnej przyszłości SpaceX będzie miało do dyspozycji 55 satelitów na wysokości 550 km i to właśnie przy ich pomocy rozpocznie testy swojego dostępu do internetu. W najbliższym czasie pracownicy firmy będą sprawdzać przepustowość, opóźnienia i zachowanie sieci w typowych zastosowaniach. Od wyników tych testów będzie wiele zależało, w tym także kolejne zmiany konstrukcyjne. Elon Musk już teraz zapowiedział, że w kolejnym transporcie zmienią kilka rzeczy, dlatego nadal nie wiemy kiedy będzie miał miejsce następny lot. Początkowo mówiło się, że w tym roku na orbitę może trafić nawet 300 satelitów, ale na ten moment to tylko spekulacje. Jeśli jednak mają zostać spełnione wymogi FCC, to proces ten będzie musiał przyśpieszyć.

Czy Starlink może być zagrożeniem?

Krótko po tym jak pierwsze satelity systemu Starlink pojawiły się na orbicie świat obiegło poniższe nagranie. Widać na nim „pociąg” kilkudziesięciu jasny punktów wędrujących po nieboskłonie nagrany przez holenderskiego astronoma. Później takich filmów pojawiło się znacznie więcej, a naukowcy zaczęli się zastanawiać jaki wpływ na ich możliwości obserwacji kosmosu, będzie miała cała konstelacja tak jasnych obiektów. Elon Musk stara się uspokajać środowisko, a SpaceX współpracuje ze znanymi grupami astronomów nad minimalizacją wpływu Starlinka na obserwacje wszechświata. Miejmy nadzieje, że prace te przyniosą oczekiwany skutek.