5

SpaceX łapie owiewki, a oni chcą łapać całe rakiety… helikopterem

To właśnie możliwość wielokrotnego wykorzystania pierwszego członu rakiety Falcon 9 stoi za ogromnym sukcesem SpaceX. Dzięki temu mogą świadczyć usługi taniej niż konkurencja i udowadniają światu, że to ma sens. Dlatego nie powinno nikogo dziwić, że inne firmy też mają podobne plany. Jedną z nich jest Rocket Lab.

Rocket Lab ma ogromne ambicje

Rocket Lab nie jest tak medialny jak SpaceX i pewnie nie wszyscy o tej firmie słyszeliście, bo nie wynosi ona na orbitę spektakularnych ładunków. Założyciele spółki, która powstała w 2006 roku skupiają się w tej chwili na transporcie niewielkich ładunków o wadze maksymalnie 225 kg. W dobie postępującej miniaturyzacji, satelity nie muszą być już wielkie i ciężkie, dzięki czemu do ich wyniesienia na orbitę wystarczą znacznie mniejsze (i tańsze) rakiety. Taki jest właśnie Electron, który zaliczył już 7 misji i może pochwalić się 100% skutecznością w umieszczeniu ładunków na orbicie.

źródło: Rocket Lab

Electron to dwuczłonowa rakieta, pierwszy człon posiada 9 silników Rutherford, a drugi człon jeden taki silnik zoptymalizowany do pracy w próżni. To co wyróżnia te silniki na tle konkurencji to fakt, że po pierwsze powstają w całości w procesie druku 3D, a po drugie zasilane są bateriami. Oczywiście jak przystało na silnik rakietowy, źródłem napędu jest paliwo rakietowe (RP-1) i ciekły tlen jako utleniacz, ale pompy silnika napędzane są elektrycznie, a nie przez paliwo, jak to ma miejsce zazwyczaj. Takie rozwiązanie ma swoje zalety, jak chociażby mniej skomplikowana konstrukcja silnika i możliwość łatwiejszej regulacji siły ciągu. Ma też swoje wady, jak dodatkowa masa, gęstość energetyczna baterii jest znacznie mniejsza niż paliwa rakietowego. To jednak działa i Rocket Lab z pewnością może być dumne ze swojego rozwiązania.

źródło: Rocket Lab

Jak już wspominałem Rocket Lab chce wyspecjalizować się w wynoszeniu na orbitę małych satelitów. Nie zamierza budować dużej rakiety, Electron to finalny produkt, który ma dawać dużą elastyczność klientom firmy. Dzięki stosunkowo niewielkiej masie ładunku, rakieta może latać częściej, a lot można zaplanować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, a nie wieloletnim jak to często bywa w przypadku większych rakiet. Obecnie Electron lata średnio co miesiąc, docelowo Rocket Lab chce latać nawet raz w tygodniu, a ich pozwolenie na starty przewiduje loty nawet co 72 godziny. Jako ciekawostkę można dodać, że swój kosmodrom mają w Nowej Zelandii, ale budują też drugie stanowisko startowe w Stanach Zjednoczonych.

Electron nie wyląduje, ale zostanie złapany

I tak dochodzimy do kosztów startu. Obecnie lot rakiety Electron kosztuje około 5-6 mln USD. Dla porównania SpaceX organizuje loty Falcona 9 za około 60 mln USD, czyli 10 razy więcej. W przeliczeniu ceny na kg ładunku nadal firma Elona Muska ma znacznie lepszą ofertę, ale nie każdy potrzebuje ładowności kilku ton. Rocket Lab początkowo nie zakładało odzyskiwania pierwszego członu, bo w małych rakietach jest to bardzo trudne. Główny problem to wyhamowanie, w tak małej rakiecie trudno zostawić sobie rezerwę paliwa na obniżenie prędkości podczas swobodnego opadania. Dlatego konieczne było znalezienie innego rozwiązania. Właśnie takiego jak na poniższej animacji.

Plan jest taki aby wyhamować pierwszy człon przy pomocy spadochronu, a później w locie przechwycić go przy pomocy helikoptera startującego z platformy na statku. Takie rozwiązanie ma pozwolić na odzyskanie rakiety w praktycznie nienaruszonym stanie. Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, to wystarczy naładować baterie, uzupełnić paliwo i można lecieć ponownie. W praktyce tak łatwo nie jest, ale według szefa Rocket Lab to wcale nie złapanie rakiety przez helikopter jest najtrudniejsze. Największy problem to jej wyhamowanie bez uszkadzania delikatnej konstrukcji. Firma od kilku miesięcy zbiera potrzebne dane, najbliższy lot planowany na przyszły piątek (16 sierpnia) będzie w tym przypadku kluczowy.

Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem to w misji nr 10 weźmie udział już zmodyfikowana rakieta, a w którejś kolejnej Rocket Lab spróbuje ją odzyskać. Każdy lot Electrona jest transmitowany na  żywo, więc z pewnością będziemy mieli okazję to zobaczyć. Jeśli się uda, to koszt wyniesienia małego ładunku na orbitę może spaść jeszcze bardziej. A właśnie oto w tym wszystkim chodzi.

W tym samym czasie Elon Musk łapie owiewki

Jako ciekawostkę można jeszcze dodać, że tego samego dnia jak Rocket Lab przedstawiło swoje plany, SpaceX udało się złapać jedną z owiewek z misji Falcona 9. Być może Elon Musk powinien rozważyć ich łapanie przy pomocy helikoptera, a nie ogromnej siatki? ;-)