Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Moje przemyślenia

Snapchat udowadnia, że Instagram nie wyczerpał pomysłów i sposobów na sukces mobliny

JR
Jan Rybczyński
9

Zwykle jest tak, że jak jakiś prosty pomysł odnosi sukces, tak jak Instagram odniósł sukces za pomocą filtrów i umieszczania zdjęć w strumieniu, który można śledzić, to myślimy: "no tak, to było takie proste, a teraz pomysł został wykorzystany, nic równie dobrego ze zdjęciami na urządzeniach mobil...


Zwykle jest tak, że jak jakiś prosty pomysł odnosi sukces, tak jak Instagram odniósł sukces za pomocą filtrów i umieszczania zdjęć w strumieniu, który można śledzić, to myślimy: "no tak, to było takie proste, a teraz pomysł został wykorzystany, nic równie dobrego ze zdjęciami na urządzeniach mobilnych nie da się zrobić". Wtedy przychodzi ktoś inny z równie prostym, albo nawet prostszym pomysłem, odnosi sukces i udowadnia, że jednak można. Forbes nazwał Snapchat największą appką mobilną nie przynoszącą zysku (nie mającą jeszcze sposobu na monetyzację ruchu) od czasu Instagrama. Czy również Snapchat może liczyć na spektakularne wykupienie? To całkiem prawopodobne.

Kiedy pojawił się Twitter, który odróżniał się przede wszystkim odgórnym ograniczeniem co do długości opublikowanego tekstu, wiele osób zastanawiało się jaki sens ma takie sztuczne ograniczenie, prognozując, że serwis ma niewielkie szanse na sukces. O ile można dyskutować o zyskach, jakie przynosi Twitter, to niewątpliwie zdobył on ogromną popularność. Okazuje się, że takie sztuczne, narzucane z góry ograniczenia pozwalają znaleźć nowe nisze tam, gdzie wydawałoby się, że już nie ma na nic więcej miejsca, a potem przekuć to na duży sukces.

Najważniejszy jest pomysł

Co powiecie na aplikację do wymiany zdjęć pomiędzy znajomymi, w której raz wyświetlone zdjęcie zniknie na zawsze po kilku sekundach? Brzmi niedorzecznie, jak kiedyś Twitter? Najwyraźniej tak, jak informuje Forbes, gdy 22 letni twórca aplikacji Evan Spiegel w 2011 roku przedstawił swój pomysł mniej więcej w ten sposób na zajęciach dotyczących projektowania produktów na Stanfordzie, wiele osób stwierdziło, że pomysł jest bez sensu i nikt nie będzie chciał go używać bo i po co?

Ale wystarczy się trochę nad tym zastanowić. Portale społecznościowe z narzędzi do kontaktu ze znajomymi zmieniły swoją funkcję bardziej w kierunku naszego sieciowego portfolio. Coraz częściej pracodawcy sprawdzają co znajdą na naszych profilach. Ludzie w końcu zaczęli rozumieć, że internet nigdy nie zapomina i warto trzy razy zastanowić się, zanim coś wrzucimy na profil. Taka wstrzemięźliwość pozytywnie wpływa na naszą prywatność, ale zabija też spontaniczność. Wrzucanie zdjęć z szalonej imprezy na Facebooka to nie najlepszy pomysł, chociaż dałby frajdę naszym znajomym. Oczywiście można podzielić się fotkami w określonej grupie osób, ale mimo wszystko jest to kłopotliwe i łatwo o pomyłkę, opłakaną w skutkach.

Tutaj wkracza Snapchat, który pozwala przesłać znajomym zdjęcie, które zniknie z ekranu po kilku sekundach i nie da się go już odtworzyć. W założeniu ma to przywrócić spontaniczność dzielenia się fotkami z ciekawych momentów w naszym życiu, niekoniecznie utrwalając te momenty na zawsze w ten sposób, aby ktoś mógł do nich wrócić i narobić nam kłopotów. W szczegółach wygląda to tak, że wykonujemy zdjęcie, w trakcie podglądu określamy jak długo fotka ma się wyświetlać na ekranie odbiorcy w zakresie od jednej sekundy do dziesięciu sekund, możemy ewentualnie dodać do zdjęcia jakiś napis, następnie wybieramy z listy kontaktów osoby, do których ma trafić fotka i wysyłamy.

Jeśli tak jak ja zaczęliście się zastanawiać się, czy mechanizm znikających zdjęć da się jakość obejść, pewnie szybko wpadliście na pomysł zrobienia zrzutu ekranu. Jeśli jesteśmy dość szybcy, to oczywiście możemy takowy zrzut wykonać, natomiast osoba która podesłała nam zdjęcie zostanie o tym natychmiast powiadomiona, że zdjęcie zostało przez określonego odbiorcę utrwalone. Twórca aplikacji świadomie nie zdecydował się zablokować możliwości wykonywania zrzutów, jeśli wysyłamy komuś swoje prywatne zdjęcie, musimy mieć do niego elementarne zaufanie. W końcu można też zrobić zdjęcie ekranu telefonu aparatem fotograficznym i uwiecznić cudze zdjęcie bez powiadomień, tylko chyba nie o to chodzi, żeby komuś koniecznie narobić kłopotów.

Taki model biznesowy ma jeszcze jedną zaletę. W przeciwieństwie do wielu serwisów mających do czynienia ze zdjęciami, jak choćby sam Instagram, twórca Snapchat nie musi przechowywać zdjęć na swoich serwerach i ciągle powiększać potrzebnej na to przestrzeni, a przez samych użytkowników jest to postrzegane jako zaleta. To bez wątpienia obniży koszty obsługi serwisu, które i tak już na obecnym etapie nie są niskie, a to za sprawą popularności aplikacji.

Popularność

Właśnie, popularność. Zastanawiacie się ilu użytkowników zdołała zdobyć tak prosta jak Snapchat aplikacja? Biorąc na dodatek pod uwagę, że nie wygląda ona rewelacyjnie i jest w pewnym sensie amatorską produkcją, to naprawdę sporo i błyskawicznie rośnie. Niecały miesiąc temu serwery przesyłały 10 milionów zdjęć dziennie, obecnie jest to już 30 milionów, czyli trzy razy więcej. W czasie święta dziękczynienia firma miała jeszcze więcej roboty, obsługując 1000 zdjęć na sekundę, czyli ponownie, prawie trzy razy więcej. Jak mówi sam twórca aplikacji:

The main reason that people use Snapchat is that the content is so much better [...] It’s funny to see your friend when they just woke up in the morning.

Na dzień dzisiejszy aplikacja nie przynosi żadnych zysków, ale biorąc pod uwagę jej szybko rosnąca popularność, powinno udać się to zmienić. Jeśli się nie uda, zawsze pozostaje taka sama opcja, na jaką postawił Instagram, czy sprzedanie swojego biznesu za miliard dolarów ;)

Kontrowersje

Jednak sama aplikacja nie uniknęła pewnych kontrowersji. Chodzi o kontrolę rodzicielską i zjawisko tzw. sextingu, czyli młodzieży przesyłającej sobie wzajemnie swoje nagie fotografie. Evan Spiegel zwraca uwagę, że o ile sam zdjęcia nie są nigdzie przechowywane, to lista kontaktów jak najbardziej nadaje się do nadzoru. Osobiście jestem zdania, że wychowanie dziecka polega na tym, żeby w ogóle nie przyszło mu do głowy przesyłanie swoich nagich zdjęć komukolwiek, a jeżeli dziecko będzie bardzo chciało to zrobić i jest dość sprytne (a zwykle jest), to znajdzie na to taki sposób, żeby rodzice się nie dowiedzieli, również bez Snapchatu. Dlatego przerzucanie odpowiedzialności na twórcę aplikacji jest zwyczajnie nie na miejscu. Wiele rzeczy nieodpowiednich dla dzieci jest dla nich dostępnych i rola rodzica polega na tym, żeby mieć to pod nadzorem, ale lepszym sposobem od ciągłej kontroli jest rozmowa i pewna doza zaufania, czyli zapobieganie, a nie szukanie dowodów na konieczność leczenia. Skoro dziecko uprawia sexting coś poszło nie tak znacznie wcześniej, przed instalacją Snapchatu.

Jedyna uwaga jaką ma na koniec, dotyczy wyglądu głównej strony aplikacji i zrzutów ekranu w App Store i Google Play, oraz różowo błękitnej kolorystyki samego programu. Jeśli na zdjęciu znajduje się jakaś osoba, jest to słodka, nastoletnia dziewczyna, pozująca do zdjęcia. Wydaje mi się, że to nie jedyna grupa docelowa aplikacji, a postawienie sprawy w ten sposób może to sugerować, że Snapchat służy głównie do przesyłania "dzióbków". Mnie się pomysł podoba, ale estetyka mi nie odpowiada.

Aplikację można pobrać z App Store i Google Play.

Partner sekcji mobilnej:


Alternatywna zawartość w przypadku braku flash-a

Patronem sekcji Mobile jest Sony Mobile, producent Xperia™ T – smartfona sprawdzonego przez Jamesa Bonda. Xperia T wyposażona została w najlepszy ekran HD o przekątnej 4,6 cala z technologią Mobile BRAVIA® Engine oraz doskonały aparat fotograficzny o rozdzielczości 13 MP z funkcją fast capture.

Smartfon napędza dwurdzeniowy procesor najnowszej generacji o taktowaniu 1,5 GHz, zapewniający dłuższe życie baterii, szybkie działanie i ultra-ostrą grafikę.


 
 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu