24

Ostatnie czego potrzebuję to składany smartfon

huawei mate x
Widziałem z bliska Samsung Galaxy Fold, trzymałem w rękach i składałem Huawei Mate X. I wiecie co? Kompletnie do mnie te sprzęty nie przemawiają.

Idea składanego smartfona nie jest nowa i ekscytowaliśmy się nią już kilka lat temu. Patrząc na popularność wpisów i materiałów wideo dotyczących sprzętów Samsunga i Huawei’a wszyscy jesteśmy nimi zaintrygowani, choć w komentarzach cały czas czytam negatywne opnie. A tam widzicie fałdy na składanym ekranie, a tam sprzęt wygląda jak cegła. Zdecydowanie zdrowiej byłby traktować te urządzenia jak ciekawostkę a nie sprzęty, które faktycznie będą przez nas używane.

Składany smartfon – czy to ma sens?

Składane telefony były super. Sam miałem Motorolę Razr V3 i świetnie ją wspominam. No może poza tym, że ostatecznie panel z przyciskami uległ uszkodzeniu, wybrzuszył się i telefon przestał działać. Poza tym uważam, że to była jedna z najładniejszych i najfajniej wykonanych słuchawek jakie kiedykolwiek posiadałem. No i ten szyk przy otwieraniu go jedną dłonią – ten kto miał, na pewno wie o co chodzi.

Temat składaków zniknął kiedy spopularyzowały się ekrany dotykowe, jednak prędzej czy później musiał powrócić. Sens składanego smartfona jest jak najbardziej oczywisty – posiadanie urządzenia zarówno z małym, jak i duży ekranem. Zastosowań dużego wyświetlacza jest przynajmniej kilka. Ot na przykład macie smartfona w kieszeni, ale zaraz wsiadacie do samolotu i chcecie obejrzeć jakiś film albo serial. Pach, rozkładacie ekran, puszczacie materiał i cieszycie się formatem patrząc z uśmiechem jak sąsiad z siedzenia obok męczy się na kilku calach. To samo z niektórymi aplikacjami, przeglądaniem arkuszy czy czytaniem komiksów/książek/elektronicznych wersji gazeta. Na drugim dużym ekranie jest po prostu lepiej, przyjemniej i wygodniej.

A nie lepiej mieć po prostu tablet?

No właśnie. Ciągle dążymy do robienia uniwersalnych urządzeń, dlatego pożegnaliśmy się z odtwarzaczami mp3, teraz powoli żegnamy się z nawigacjami samochodowymi. Ja w sumie jestem zadowolony z tego, że mam w kieszeni jedno urządzenie, z którego mogę korzystać na różne sposoby – jednak cały czas zastanawiam się czy do muzyki nie wolałbym małej kostki z połączeniem ze Spotify. Może i nie narzekam na baterię mojego OnePlusa 6, jednak chociażby połączenie z bezprzewodowymi słuchawkami ciągnie z telefonu prąd, podobnie jak moduł nawigacji GPS i cały czas uruchomiony ekran. W tym drugim przypadku bez wspierania się przewodem i ładowarką samochodową nie ma co ryzykować, bo zostaniecie bez kontaktu ze światem.

Tablet w plecaku to kolejne urządzenie, natomiast po części przeznaczone do mobilnej konsumpcji multimediów. Na chwilę obecną kombo smartfon plus tablet wciąż wychodzi sporo taniej niż którykolwiek z rozkładanych telefonów, czy jak wolicie smartfonów ze składanym ekranem. I choć to super, że producentom udało się okiełznać tę technologię, to jednak mam więcej wątpliwości niż widzę korzyści.

Trwałość tych ekranów na chwilę obecną jest zerowa. Dotykałem panelu Huawei Mate X i odniosłem wrażenie, że wykonano go z materiału podobnego do tego stosowanego w filmach do analogowych aparatów. Myślę, że wystarczy kilka ziarenek piasku, które dostaną się między ekrany i mamy tragedię. Telefon w żadnej z form nie sprawiał też wrażenia trwałego na jakiekolwiek upadki czy uderzenia. Przedstawiciel firmy Huawei cały czas mówił do osób biorących w dłonie sprzęt “bądź ostrożny, bądź ostrożny”, a to jednak dobrze nie wróży. Z drugiej strony Samsung Galaxy Fold wydaje się dużo bardziej odporny, jednak trudno mówić tu o finezji, którą ten sam producent pokazał przy okazji Galaxy S10.

Każda technologia ma swoje prototypu i zarówno Galaxy Fold jak i Mate X powinny być traktowane właśnie w tych kategoriach. Biorąc jednak pod uwagę, że dużo większym problemem i rzeczą z którą trzeba sobie poradzić jest czas działania na jednym ładowaniu – uważam, że składane ekrany to ostatnie czego potrzebuje teraz rynek mobile. A na pewno ostatnie czego potrzebuję ja.