41

Skąd ten problem z zaproszeniami do Google+ – wyjaśnia pracownik firmy

Raz na jakiś czas przez blogosferę przebiega informacja o tym, że chwilowo można rejestrować się w Google+ czy też że zaproszenia znowu działają – również na AntyWebie pojawiła się taka informacja. Po chwili okazuje się, że możliwości takiej już nie ma. Internauci zachodzą w głowę o co chodzi, co to Google robi. Niektórzy mówią, że […]

Raz na jakiś czas przez blogosferę przebiega informacja o tym, że chwilowo można rejestrować się w Google+ czy też że zaproszenia znowu działają – również na AntyWebie pojawiła się taka informacja. Po chwili okazuje się, że możliwości takiej już nie ma. Internauci zachodzą w głowę o co chodzi, co to Google robi. Niektórzy mówią, że gigant strzela sobie w kolano, bo jeśli chce podkraść Facebookowi trochę użytkowników, powinien wpuścić do serwisu wszystkich tych, który chcą, inni zaś mówią, że Google stara się zbudować atmosferę napięcia i podniecenia i sprawić by użytkownicy, którym już udało się zarejestrować w Google+ czuli się wyjątkowo. Prawda jest natomiast inna – takie, a nie inne restrykcje związane z rejestracją są związane między innymi ze stopniowym skalowaniem infrastruktury – chyba nikt nie chciałby w Google+ zobaczyć Pana Gąbki? :)

Wielu użytkowników czuło się oszukanymi czy też po prostu wkurzało się na to, że w sieci przeczytali o otwarciu zaproszeń czy rejestracji do Google+, żeby zaraz potem udać się na stronę nowego serwisu i przeczytać, że rejestracja nie działa. Google wcale nie płata internautom figli, tylko stara się utrzymać serwis w jak najlepszej formie przez cały czas – nie chce dopuścić do zwolnienia czy też kompletnego odmówienia usługi, a tak z pewnością by się stało, gdyby udostępnić Google+ każdemu, kto tylko chce – 3/4 osób od razu rzuciłoby się do rejestracji, żeby sprawdzić jak ten nowy serwis wygląda. Gigant podszedł do tego rozsądnie i zaplanował wprowadzanie raz na jakiś czas kolejnej grupy nowych użytkowników, a przy okazji skalowanie infrastruktury do rosnących liniowo potrzeb.

Całą sytuację wyjaśnia Dave Bresbris, Engineering Director nowego serwisu społecznościowego:

Wszyscy pamiętamy, jak wyglądała Nasza Klasa na początku działalności – ciągłe pady serwerów, które nie mogły nadążyć z serwowaniem stron użytkownikom. Google unika sytuacji, w której do serwisu rzucają się na raz setki milionów użytkowników, z których za tydzień pozostanie na stałe kilkanaście – kilkadziesiąt procent z nich, generując znacznie mniejsze obciążenie od szczytowego, na które gigant nie byłby przygotowany i nie powinien być – po co kupować maszyny dla setek milionów, którzy będą w serwisie tylko przez tydzień?

Druga kwestia dotyczy tego, że obecni użytkownicy są jednocześnie testerami. Co prawda serwis działa bardzo dobrze, nie wykrzacza się praktycznie wcale, ale wciąż jest to wersja beta. Gigant udostępnia nawet zakładkę „Wyślij opinię”, za pomocą której użytkownicy mogą zgłosić swoje sugestie czy też znalezione błędy. Google+ będzie w zamyśle twórców dopieszczone do perfekcji, zanim zostanie udostępnione globalnie.

Brawo Google za rozsądną strategię wprowadzania nowej usługi do internetu!