iphone i macbook zdjęcie
57

Siedem aktualnych grzechów głównych Apple

Apple jest firmą, która od lat wywołuje skrajne emocje. Zazwyczaj, wśród moich znajomych były osoby, które albo ją kochały, albo nienawidziły, nie było stanów pośrednich. Mam jednak wrażenie, że właśnie się to nieco zmienia. Od pewnego czasu nawet najwięksi fani coraz częściej kręcą nosem na niektóre grzechy tej firmy (w tym ja), a najwięksi krytycy nagle złagodzili swój ton, gdy zupełnie nieoczekiwanie zaczęli używać Macbooka zamiast starego laptopa. Świat staje na głowie.

Autorem materiału jest Grzegorz Gikiewicz

Jabłkowe urządzenia na tyle spowszechniały w naszej świadomości, że podział na hejterów, bądź fanbojów po prostu powoli się zaciera. Coraz częściej patrzymy na produkt przez pryzmat jego użyteczności, wyglądu czy ceny – a nie marki. I wiecie co? Ja się z tego powodu bardzo cieszę, gdyż bardzo nie lubię technologicznego szufladkowania. Uważam, że najważniejszy jest zawsze świadomy dobór sprzętu do wymagań użytkownika, a nie opieranie się na stereotypach. Spójrzmy zatem krytycznym okiem na aktualnie największe grzechy Apple. Firmy, która niczym dobry diler, skutecznie uzależniła mnie od swoich produktów.

Brak przełomowych innowacji

Od konferencji do konferencji, co roku wyczekuję przełomowego produktu na miarę pierwszego iPhona czy iPada. Niestety, od lat bez powodzenia. Ostatnią największą nowością w komputerach Apple był Touch Bar, który jak się okazuje, jest średnio wygodnym zamiennikiem klasycznych klawiszy. Nawet konstrukcja najnowszych laptopów Apple nie robi już takiego wrażenia jak niegdyś pierwszy Macbook Air.

Prawie rok temu, dowiedzieliśmy się o podwójnym aparacie w najnowszym iPhonie, czyli rozwiązaniu, które kopiuje w tej chwili coraz więcej innych producentów. Oczywiście Apple jak ma to w swoim zwyczaju, również skopiowało technologię, która była już obecna na rynku, ale zrobiła to lepiej i po swojemu. Tylko czy można nazwać to przełomową innowacyjnością? Zdecydowanie nie – jest to tylko ewolucja a nie rewolucja.

Warto wspomnieć, że ten punkt już niedługo ma szansę się wreszcie zdezaktualizować. Jeżeli plotki okażą się prawdą, to być może już w rocznicowym modelu iPhona dostaniemy długo wyczekiwaną innowację, czyli Touch ID wbudowany w ekran. Pytanie, czy aby na pewno Apple uda się do tego czasu wdrożyć tę technologię? Niestety, równie dobrze może się okazać, że dopiero w kolejnym modelu z „S” w nazwie pojawi się ta nowość, a teraz dostaniemy jedynie prowizoryczne rozwiązanie z Home button na boku urządzenia.

Coraz wyższe ceny sprzedawanych urządzeń

Niestety, z roku na rok kwoty rosną. Apple zdaje sobie sprawę z dużego popytu na swoje produkty i może dzięki temu podnosić sukcesywnie ceny. iPhone przy ostatniej premierze podrożał o ok. 150-200 zł. A jak zmusić klientów do jeszcze większych wydatków? Wystarczy wprowadzić swoją największa nowość (czyli podwójny aparat) – tylko w największym i zarazem najdroższym sprzedawanym modelu, czyli w wersji 7 Plus. Mało? No to dajmy jeszcze nowy cool kolor, który będzie sprzedawany tylko w droższej wersji ze 128GB pamięcią na dane.

To niestety nie koniec. Przy każdej premierze nowej wersji iPada, cena wzrastała zazwyczaj o ok. 100 – 200 zł. Tak było aż do wersji Air 2. A wiecie jak najłatwiej marketingowo uzasadnić wzrost ceny o ok 1000 zł? Wystarczy wprowadzić na rynek nowy model iPada i nazwać go Pro. Następnie trzeba już tylko powiedzieć, że jest to zupełnie nowa linia produktowa, a nie następca i nikt nie zauważy znacznej podwyżki. Po pewnym czasie, należy dla malkontentów wprowadzić nieco odświeżony model z konstrukcją, z 2 generacji wstecz, bez nazwy Pro, w cenie nawet nieco niższej niż poprzednio i dzięki temu zabiegowi wszyscy będą szczęśliwi (o dziwo serio ja jestem).

Zamykanie się w ekosystemie własnych technologii

Jakiś czas temu nastąpiła popularyzacja technologii NFC i ustandaryzowanych płatności zbliżeniowych w telefonach różnych producentów. Oczywiście Apple jak to Apple, zawsze kocha robić wszystko po swojemu i postanowiło tę technologię wprowadzić na swój własny sposób, czyli zamykając ją we własnym ekosystemie. Niestety Apple Pay jest nadal niedostępne w wielu krajach (w tym w Polsce), gdyż do działania wymaga podpisanej umowy pomiędzy bankiem a Apple.

Kolejnym klasycznym i wciąż od lat niezmiennym przykładem stosowania własnych zamkniętych rozwiązań jest np. port Lightning. W czasach sprzed USB-C port ten był genialnym rozwiązaniem (mała i obustronna końcówka), dzisiaj jest już tylko następnym niepotrzebnym standardem.

Jakby było tego mało, plotka o bezprzewodowym ładowaniu w przyszłych iPhonach, zamiast cieszyć, wzbudza we mnie obawy. Super, że taka opcja ma się pojawić, oby tylko ostatecznie nie okazało się, że w tym przypadku również zignorują istniejące standardy i wprowadzą tę technologię po swojemu.

 iphone dodatkowe urządzenia

Zbyt duża ilość oferowanych produktów

Czy kojarzycie może co było jednym z największych problemów firmy przed powrotem Jobsa? Podpowiem: za duża oferta produktowa. Apple robiło wtedy zbyt wiele różnych urządzeń, które po prostu nie miały większego sensu. Gdy Jobs tylko wrócił, zamknął zbędne i nierentowne projekty oraz ograniczył produkcję.

Mam wrażenie, że historia w tej chwili zatacza koło, bo tak dużej ilości swoich produktów Apple nie miało już od lat. Niestety nic nie zapowiada tego, iż w najbliższej przyszłości coś się zmieni. Aktualnie iPhonów mamy aż pięć modeli i wszystko wskazuje na to, że już niedługo może być ich nawet sześć: 7, 7 Plus, 7S, 7S Plus, SE oraz po prostu iPhone (rocznicowy).

Z iPadami niestety również nie jest lepiej. Aktualnie oficjalnie są sprzedawane 4 modele (zwykły iPad, Pro, Pro 12,9 i mini 7,9). Nie pomaga również fakt, że w wielu sklepach jest nadal sprzedawanych równolegle nawet 8 modeli.

Komputery Apple z roku na rok też powiększają swoją rodzinę produktową. Tutaj zliczanie jest już nieco utrudnione poprzez mnogość wersji danego urządzenia, dlatego policzyłem tylko główne konfiguracje. W tej chwili naliczyłem ich aż 12!

To może Apple Watch ma prostą i ograniczoną ilość modeli? Nic z tego, w tej chwili są dostępne 4 modele zegarka, a wielu sklepach równolegle do nich sprzedawane są jeszcze modele pierwszej generacji. Istny galimatias produktowy.

Brak odświeżenia istniejącej oferty przez długie lata

Tutaj sprawa jest prosta, wiele osób już od dłuższego czasu czeka na nowego Maca mini, Maca Pro czy chociaż Apple TV z obsługą 4K. Apple ma bardzo dziwny cykl wydawniczy i latami potrafi nie odświeżać danego produktu. Idealnym przykładem jest ostatni Mac mini który wyszedł w 2014r. i do dzisiaj kosztuje tyle co w dniu premiery!

Coraz gorsza jakość sprzedawanych urządzeń

Oczywistym faktem jest, że wszystkie urządzenia się psują, niezależnie od producenta. Jednak według utartej opinii, to właśnie Apple od zawsze słynęło z dobrej jakości produktów i przywiązania do detali. Niestety, z żalem muszę to stwierdzić, ale coraz częściej słyszę, że jakieś urządzenie od firmy z Cupertino ma fabryczną wadę.

Oto kilka przypadków z ostatnich lat z mojego otoczenia: iPhone 4S, przycisk home się zacinał – wymieniony na nowy. iPhone 5C, ekran ruszał się i stukał pod naciskiem – wymieniony na nowy. iPhone 6, wada fabryczna baterii – wymieniony na nowy. iPhone 7, zażółcenie ekranu – wymieniony na nowy. iMac, kurzył się pod matrycą – akcja serwisowa. Macbook Air, złuszczał się lakier – zignorowanie usterki przez właściciela, itd… .

Może kogoś zaskoczę i zniszczę mu idealistyczny obraz, ale mitem jest to że produkty Apple się nie psują. Psują się zapewne tak samo często jak wszystkie inne urządzenia, jednak aby nieco osłodzić ten punkt dodam, że Apple ma świetną obsługę serwisową. Może jestem jednym z niewielu, ale naprawdę tak uważam.

No dobra, zdradzę Wam mały sekret, warto zgłaszać każdą usterkę przez oficjalną infolinię Apple, wtedy to oni kierują Was bezpośrednio do autoryzowanego serwisu i są w stanie nadzorować cały proces reklamacyjny (uzyskujecie numer zgłoszenia itp.). Być może to właśnie dzięki temu jeszcze nigdy nie spotkała mnie niemiła sytuacja serwisowa.

Przerost własnych ambicji

Pamiętacie komputer Lisa, konsolę Pippin, tablet Newton, bądź usługę MobileMe? Wszystko miało być rewolucją a ostatecznie okazywało się być wielką klapą. Apple stara się zawsze zrobić coś inaczej niż inni i mam wrażenie, że czasami podchodzą do tego zbyt nonszalancko. Świetnym historycznym przykładem rozbuchanych ambicji i wiary w swoją nieomylność był już wspomniany przeze mnie, najdroższy komputer w dziejach firmy, czyli Apple Lisa. Urządzenie genialne jak na tamte czasy, ale o wiele za drogie (prawie 10 000 $). Oczywiście jego sprzedaż okazała się być katastrofalnie niska, a część komputerów po latach wyładowała na złomowisku Logan w stanie Utah.

Czyżby firma nie uczyła się na swoich błędach? Całkiem niedawno, kolejnym nieporozumieniem produktowym okazał się być również koszmarnie drogi – złoty Apple Watch Edition. Nawet rewolucyjny Mac Pro już w dniu premiery był uznawany za zbyt drogi komputer jak na swoje możliwości i również jego sprzedaż nie okazała się być sukcesem. Czy to już chciwość, czy zbyt duża ambicja?

Obawiam się, że najnowszy iPhone w dniu swojej premiery może również wpisać się w podobny trend i albo nie zaspokoi ogromnych oczekiwań klientów, albo po prostu będzie zbyt drogi.

Ja, jako niepoprawny entuzjasta nowoczesnych technologii, uzależniony od ekosystemu Apple z niecierpliwością wyczekuję najbliższej konferencji i naiwnie czekam na to, iż Apple wreszcie obieca poprawę w swoich grzesznych występkach (naiwniak).