Moje przemyślenia

Sieć to świetne miejsce na fanowskie filmy. O ile właściciele marki nie zdecydują inaczej

PW
Paweł Winiarski
37

Większość fanowskich produkcji prezentuje raczej słaby poziom. Ale trafiają się i perełki. Widzieliście już fanowską interpretację Power Rangers? Wgniata w fotel. Ale ma problemy, materiał został zdjęty z Vimeo przez właścicieli praw do marki. Dlaczego? Kilka dni temu w sieci pojawiła się fanowsk...

Większość fanowskich produkcji prezentuje raczej słaby poziom. Ale trafiają się i perełki. Widzieliście już fanowską interpretację Power Rangers? Wgniata w fotel. Ale ma problemy, materiał został zdjęty z Vimeo przez właścicieli praw do marki. Dlaczego?

Kilka dni temu w sieci pojawiła się fanowska produkcja prezentująca dość ciekawe podejście do tematu Power Rangers. To ta grupa nastolatków, której losy większość z nas najpierw śledziła na niemieckojęzycznych kanałach, a potem w weekendy w Polsacie. Akurat najlepiej wspominam pierwszą, oryginalną serię, ale wojownicy doczekali się całej masy wykręconych, choć oficjalnych interpretacji. Ale żadna z serii nie przygotowała nas na to, co stworzyli fani.

Joseph Kahn, autor materiału, przedstawił wojowników w dość ponury i bardzo brutalny sposób. Sposób, który tak spodobał się widzom, że w sieci pojawiły się komentarze zachęcające do zrobienia kinowego filmu w taki właśnie sposób. Albo chociaż serialu. Oglądałbym go jak szalony. A i sam Dawson z „Jeziora Marzeń” wypadł całkiem przyjemnie. Nie wszystkim jednak przedmiotowy materiał przypadł do gustu. Ludzie z Saban, firmy odpowiedzialnej za oficjalne produkcje Power Rangers zainterweniowali tak skutecznie, że materiał szybko zniknął z serwisu Vimeo.

Na szczęście materiał był już na YouTube, a po jakimś czaie powrócił też na Vimeo. Nie zmienia to jednak faktu, że Saban wciąż walczy o to, byśmy nie mogli go obejrzeć. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że w fanowskim filmie nie użyto żadnych materiałów naruszających prawa autorskie - tak przynajmniej twierdzi twórca. Co więcej, materiał nie jest płatny, a jego stworzenie były całkowicie sfinansowane przez autora, nie ma więc mowy o zarabianiu na marce Power Rangers.

Gdzie więc Saban ma problem? Możliwe, że przygotowuje własną wersję kolejnego filmu (powiedzmy sobie szczerze - poprzedni nie wgniatał w fotel) i widząc zainteresowanie widzów fanowską produkcją, próbuje ją zasabotować. No dobrze, ale gdzie tu logika? Ludzie przypomnieli sobie o Power Rangers, marka mogłaby znów zainteresować starych fanów, którzy dawno już wyrośli z oryginalnej interpretacji. Najbardziej boli mnie jednak fakt, że wielki koncern zabija kreatywnych twórców, którzy bazując na uniwersum chcą zrobić coś po swojemu. A w tym przypadku efekt jest fantastyczny. Podobnie było przecież z Mortal Kombat i Street Fighterem. Na bazie fanowskich produkcji powstały seriale, które oglądało się wyśmienicie. Cicho liczę na to, że jednak Power Rangers w tej konwersji nie skończą się na jednym filmie, a nad projektem pochyli się wciąż rosnąca w siłę Machinima.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu