18

Serwis społecznościowy dla ludzi z nowotworem – gdzie tkwi potencjał?

Czasem trafiamy na na serwisy internetowe, których jednoznaczna ocena jest trudna, a wyciąganie pochopnych wniosków może okazać się bardzo niesprawiedliwe. Myślę, że jednym z tego typu miejsc w sieci jest serwis społecznościowy I Had Cancer, skupiający ludzi chorych na nowotwór. Jeżeli właśnie poczuliście się zniesmaczeni tym, że ktoś potrafi robić pieniądze na nieszczęściu innych, to […]

Czasem trafiamy na na serwisy internetowe, których jednoznaczna ocena jest trudna, a wyciąganie pochopnych wniosków może okazać się bardzo niesprawiedliwe. Myślę, że jednym z tego typu miejsc w sieci jest serwis społecznościowy I Had Cancer, skupiający ludzi chorych na nowotwór. Jeżeli właśnie poczuliście się zniesmaczeni tym, że ktoś potrafi robić pieniądze na nieszczęściu innych, to witam w klubie. Okazuje się jednak, że i w tym przypadku pierwsze wrażenie może być bardzo odmienne od faktycznego stanu rzeczy.

Mam nadzieję, że nie zraziłem nikogo tym nieco patetycznym wstępem (a chyba nie, skoro kliknęliście, żeby przeczytać część dalszą artykułu). I Had Cancer to serwis społecznościowy założony przez Mailet Lopez, która podczas swojej choroby miała problem w znalezieniu osób w okolicy, które również borykały się z tym samym problemem. I tutaj pojawił się pomysł na serwis społecznościowy. Wraz ze swoimi współpracownikami – Robertem Boyle’m i Anthonym Del Monte zebrali 750 tys. dolarów i zrealizowali pomysł w ramach prowadzonego przez siebie studia Squeaky. Obecnie idea jest zatem w 100 proc. sponsorowana z ich własnego funduszu, jednak mają nadzieję, że w przyszłości znajdą się sponsorzy, którzy wesprą inicjatywę. Myślę, że mogą pod tym względem optymistycznie patrzeć w przyszłość, bo w ciągu trzech tygodni od otwarcia w serwisie zarejestrowało się 3 tys. internautów z 62 krajów, co, zważywyszy na niszę, której jest dedykowany, można nazwać świetnym wynikiem.

Działanie I Had Cancer opiera się na nawiązywaniu relacji pomiędzy osobami chorymi na raka i dzieleniu się z nimi swoimi refleksjami i historią. Każdy użytkownik prowadzi w swoim profilu dziennik,  w którym może opisać swoje dotychczasowe życie i to, jak zmieniło się ono pod wpływem choroby. W najbliższej przyszłości zasób funkcji serwisu ma zostać poszerzony o kręgi (brzmi znajomo? W działaniu jednak mają one być bardziej podobne do znajomych z Facebooka), w których będą skupiać się użytkownicy, oraz eventy. Ten ostatni element ma umożliwość organizowanie spotkań na żywo w mniejszych lub większych grupach. Otóż zdaniem Lopez, nic tak nie pomaga w walce z chorobą, jak poczucie przynależności do pewnej wspólnoty, w ramach której można otrzymać niezbędne wsparcie.

Twórcy mają bardzo ambitne plany na przyszłość. I Had Cancer ma trafić do możliwie największej liczby osób z nowotworem. Będzie zatem sukcesywnie rozbudowywany i poszerzany o nowe funkcje, które między innymi mają także zaangażować rodzinę i przyjaciół użytkowników. Otóż ich profile miałyby być swoistą kroniką walki z chorobą, którą mogliby przeczytać najbliżsi.

Nieczęsto można znaleźc w sieci tak szczytne idee, których realizacja nie wynika z potrzeby zysku. Przypadek ten jest tym bardziej niezwykły, gdyż wykorzystuje potencjał mediów społecznościowych. I choć na pierwszy rzut oka może to się wydawać pomysłem kontrowersyjnym, o czym pisałem w lidzie, to po dłuższej refleksji zasługuje na uznanie.

Myślę zatem, że I Had Cancer można z powodzeniem traktować jako dowód na to, że media społecznościowe nie muszą być wykorzystywane jedynie jako pożeracz czasu, wirtualna platforma dla kontaktów towarzyskich i narzędzie marketingowe. Przy odpowiednim podejściu świetnie nadają się bowiem do prowadzenia swoistej terapii psychologicznej i kreowania wzajemnych grup wsparcia, co akurat w przypadku chorych na nowotwór jest nieocenione.

Co jednak najciekawsze, pojawia się trend na budowanie tego typu społeczności. Obecnie w sieci działają m.in. patientslikeme.com czy heartpatients.com, które również są dedykowane ludziom chorym. O ile jednak ich powstanie poparte chęcią działania, a nie zarobku, można zaakceptować, o tyle budowanie modelu biznesowego (reklamy leków, ośrodków medycznych) już nie. Owszem brzmi to naiwnie i nazbyt idealistycznie z mojej strony, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić komercyjnej platformy żerującej na ludzkim nieszczęściu.