15

Nikt nie robi tak dobrych gier, jak Rockstar. Seria GTA to majsterszstyk

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Jesień 2002 roku, kilka miesięcy po premierze Grand Theft Auto III wreszcie upgrade’owałem swojego PC-ta by móc sprawdzić hit, który widziałem wcześniej na PlayStation 2. Niesamowite, otwarte miasto, w którym można robić wszystko. Do tego zapierająca dech w piersiach grafika - GTA weszło w trzeci wymiar, a ja mogłem żyć w tym świecie. Wtedy ostatecznie zrozumiałem, że to moja ulubiona seria gier, która na zawsze zmieniła u mnie postrzeganie elektronicznej rozrywki.

Początek serii GTA

Ale Grand Theft Auto nie zawsze takie było. Tytuł stworzony przez DMA Design (a wydany przez Rockstar) zadebiutował w 1997 roku i był przygodową strzelanką z dziwnym, ale i fajnym widokiem z lotu ptaka. Fabuła nie miała tu znaczenia, sam tytuł wskazywał natomiast, że wcielimy się w złodzieja aut. I tak faktycznie było – kolorowe, duże miasto Liberty City i my niczym ludzik na mapie. Mogliśmy wsiąść do praktycznie każdego pojazdu, zwiedzać nim okolice, wykonywać misje zlecone przez tajemnicze głosy z automatu telefonicznego. A do tego rozjeżdżać przechodniów i strzelać gdzie popadnie. Ostatecznie mieliśmy dostęp do trzech miast – oprócz Liberty City również do San Andreas i Vice City – te nazwy są ważne, bo w późniejszych latach zapiszą się na stałe na kartach historii elektronicznej rozrywki. Grand Theft Auto było wulgarne i brutalne, mówiło się o niej w mediach – nigdy wcześniej żadna gra nie pozwalała na tak frywolne kierowanie przestępcą. Dwa lata później tytuł doczekał się dodatku – Grand Theft Auto: London 1969, a później London 1961.

Zachęcony sukcesem GTA Rockstar, wypuścił w 1999 roku Grand Theft Auto II, które zarówno widokiem jak i ogólnymi zasadami nie różniło się zbyt wiele od jedynki. Owszem, grafika była nieporównywalnie lepsza, choć wciąż patrzyliśmy na świat z lotu ptaka – fabuła też nie miała kluczowego znaczenia, liczył się natomiast respekt. Nie wróciliśmy też do znanych miast, trafiając tym razem do równie fikcyjnego co wcześniej, podzielonego na trzy dystrykty Anywhere City. Jasne – przygotowano szereg nowości i usprawnień, jak na większe urozmaicenie oddziałów pościgowych (SWAT, FBI, Gwardia Narodowa), jednak dwójka nie przeniosła serii na nowy poziom, również pod względem graficznym – świat oszalał wtedy na punkcie trzeciego wymiaru i chociażby obracający się w podobnym klimacie Driver wyglądał o niebo lepiej. To jednak w GTA II mogliśmy słuchać muzyki z radiostacji, co zostało już z serią do końca i stało się jedną z jej znaków rozpoznawczych.

Zobacz też: Co powinieneś wiedzieć o serii Far Cry?

Przełom w historii gier GTA

Przełomem dla Grand Theft Auto był rok 2001 (PlayStation 2) i myślę, że cały rynek był pod ogromnym wrażeniem tego, co tym razem wysmażyło DMA Design a wydał Rockstar. I choć wiele osób zachwycało się oprawą, a w zasadzie jej rozmachem biorąc pod uwagę rozmiar gry – to próżno było szukać podobnej produkcji. Ogromne Liberty City, które mogliśmy niemal bez żadnych ograniczeń zwiedzać wcielając się w Claude’a (niestety wciąż nie będącego w stanie wydusić z siebie ani słowa) robiło ogromne wrażenie. Wszystkim – wielkością, detalami, ale przede wszystkim tętniącym życiem. Tak, świat GTA III żył i nawet jeśli zaliczyliście całkiem niezłą opowieść (choć wciąż nie na poziomie kolejnych odsłon, ale już przedstawiającą wielu ciekawych i kultowych dziś bohaterów), wracaliście do miasta tylko po to by obserwować zależności między Waszymi działaniami, a tym ekosystemem. Jestem pewien, bo sam robiłem tak miesiącami spędzając przy grze dziesiątki jeśli nie setki godzin. Absolutnie wszystko zostało zmienione i tak naprawdę z poprzednich odsłon został jedynie pomysł na wcielenie się w przestępcę oraz tytuł.

GTA Vice City – klimat jak w serialu

W 2002 roku wydano niby dodatek, niby nową grę – bazującą na silniku i rozwiązaniach GTA  – GTA Vice City. Byłem w szoku, że Rockstar (tak, już Rockstar – DMA Design zmieniło nazwę na Rockstar North) jest w stanie zrobić coś lepszego niż ostatnia gra. Choć tak naprawdę Vice City było prequelem, ale nie to miało tu kluczowe znaczenie. Pamiętacie serial Miami Vice? W Vice City udało się wręcz idealnie złapać ten klimat, a Tommy Vercetti po dziś dzień jest jednym z moich ulubionych bohaterów gry. Ma założyć nową filię narkotykową w mieście, traci jednak pieniądze i – bez niespodzianki – musi je odzyskać. Niesamowita, śliczna opowieść o gangsterach lat 80. ubiegłego wieku.

GTA: San Andreas – kultowa część serii

Jeśli komuś wciąż było mało, w 2004 roku dostał kolosa w postaci Grand Theft Auto: San Andreas. Rockstar ponownie jako bazę wziął GTA III, tym razem jednak dopracował każdy element dwóch poprzednich gier do tego stopnia, że GTA: SA jest dziś niemal kultowe. 1992 rok, miasto będące takim wirtualnym Los Angeles – my wcielaliśmy się w Afroamerykanina, Carla Johnsona, który wraca z Liberty City do Los Santos. Nowe pojazdy, bronie, drobiazgi takie jak siłownia, świetna opowieść i ogromy świat (miasto i okolice). GTA: San Andreas jasno określiła w jakim kierunku będzie szła dalej seria i jakich usprawnień można się spodziewać – SA miało na przykład jeszcze lepszą sztuczną inteligencję mieszkańców, co robiło niesamowite wrażenie i naprawdę pozwoliło uwierzyć, że te wirtualne ludziki tam żyją.

Które gry GTA pojawiły się później?

W 2005 roku Rockstar postanowił uzupełnić fabularnie serię i wypuścił na PS2 i PSP Grand Theft Auto: Liberty City Stories. Podobny zabieg zrobił w 2006 roku dając graczom Grand Theft Auto: Vice City Stories. I wiecie co? Grając w te tytuły na PlayStation Portable nie mogłem wyjść z podziwu, że ktoś jest w stanie wycisnąć tak dużo z tego sprzętu. Świetne gry, które przepadły gdzieś między głównymi odsłonami serii, ale zdecydowanie warto się z nimi zapoznać.

Zobacz też: Wszystko, co powinieneś wiedzieć o serii gier Need for Speed

Grand Theft Auto IV – duży postęp Rockstart North

Dla wydanego w 2008 roku Grand Theft Auto IV kupiłem Xboksa 360 i nawet gdyby miała być to jedyna gra uruchomiona na tej konsoli, nigdy bym tego nie żałował. Byłem w szoku jak ogromny postęp (pod każdym względem) zrobiło studio Rockstar North i jako mocno pchnęło do przodu popularną serię. Wróciliśmy do Liberty City, wcieliliśmy się w Niko Bellica, weterana wojny w Jugosławii. Ponury i tajemniczy facet przypływa do Ameryki spełnić swój sen, do czego zachęcił go jego kuzyn Roman. Niestety wspomniany Roman jest w mieście nikim – czego już po kilku godzinach zabawy nie można powiedzieć o głównym bohaterze. Niko szybko schodzi na przestępczą ścieżkę i robi to, w czym jest najlepszy. Kradnie, zabija, napada. Grand Theft Auto IV zachwycało w każdym aspekcie. Miasto żyło jeszcze wyraźniej niż w poprzednich grach, a fabuła wciągała od pierwszych minut. Jednocześnie udało się stworzyć niesamowitych bohaterów, połączyć ich losy, a w konsekwencji opowiedzieć ciekawą i mądrą historie poruszającą przy okazji wiele aktualnych tematów. No i grafika, szczęki były na podłodze.

Grand Theft Auto IV doczekało się dwóch świetnych dodatków fabularnych, które były lepsze niż niejedna wydana w tamtym czasie samodzielna gra – The Lost and Damned oraz The Ballad of Gay Tony.

Zobacz też: Najlepsze gry 2018 roku

Grand Theft Auto: Chinatown Wars , czyli nie wszystko złoto, co GTA

2009 rok ponownie przyniósł mobilną odsłonę GTA, tym razem jednak zupełnie inną. Grand Theft Auto: Chinatown Wars opowiadało o członku Triady, a rozgrywkę pokazało ponownie z lotu ptaka. Moim zdaniem to jedna z gorszych odsłon serii, jednak zdecydowanie warto w nią zagrać. Chociażby dla fragmentów wykorzystujących dotykowy ekran – najlepiej na Nintendo Dual Screen, choć gra pojawiła się również na PSP (a później na Androidzie oraz iOS).

GTA V – najlepsza z serii GTA?

Kiedy wydawało się, że Rockstar nie zrobi już lepszego GTA, w 2013 roku ponownie zaskoczył. To był schyłek konsol PlayStation 3 i Xbox 360, ta gra w tej oprawie i zrobiona z tym rozmachem nie miała prawa działać dobrze na tych leciwych już sprzętach. A jednak się udało i chyba wszyscy byliśmy zaskoczeni. GTA V przedstawiło tym razem idealnie splatające się ze sobą historie trzech bohaterów – Michaela, Trevora i Franklina. Od pewnego momentu można było również przełączać się między postaciami i wykonywać ich własne misje. Wróciliśmy do Los Santos, które było piękniejsze niż kiedykolwiek – gra robiła piorunujące wrażenie i trudno było oderwać od niej oczy. Opowieść wciągała od razu, bohaterowie od pierwszych minut nawiązywali z graczem więź – niesamowita sprawa. Co ciekawe, rok później wypuszczono „ulepszoną” wersję dla PlayStation 4 i Xboksa One, choć wyglądało to tak, jakby ta gra miała pojawić się na tych platformach od razu. Jakby tego było mało, dostaliśmy widok FPP, przez co nawet kolejne przejście znanej już opowieści nabierało nowego wymiaru.

Warto dodać, że przy Grand Theft Auto V uruchomiono również Grand Theft Autio Online, czyli spełnienie marzeń graczy – sieciową produkcję z prawdziwego zdarzenia, dodatkowo zrobioną z całym rozmachem znanym z GTA. Z działaniem na premierze było różnie, nie przeszkodziło to jednak zdobyć GTA Online niesamowitej popularności, którą cieszy się do dziś, zarabiając przy okazji dla Rockstar ogromne pieniądze.

Simsy – co w zasadzie przyczyniło się do ich sukcesu?

Gry GTA, czyli miłość albo nienawiść?

Nie wiem czy w przypadku Grand Theft Auto można mówić, że tę serię da się tylko kochać lub nienawidzić. Nie każdemu przypadnie do gustu tematyka, ale każdy fan elektronicznej rozrywki powinien się z tą serią zapoznać. Nawet jeśli Rockstar najpierw wypuszcza nową grę na konsolach, a dopiero później na PC. Bo nikt inny nie robi gier tak, jak Rockstar – żadna firma nie stworzyła jeszcze tak dopracowanej piaskownicy i tak wyraźnie żyjącego świata. A wielu próbowało.

Która część GTA jest Waszą ulubioną? Na mnie największe wrażenie zrobiło Grand Theft Auto III i choć uważam, że kolejne odsłony są rewelacyjne, to jednak trójka zadomowiła się gdzieś w sercu najbardziej.