2

Nowa gra, a jakby wyjęta z innej epoki. Nie spodziewałem się że Samurai Shodown będzie aż tak dobre!

Jeżeli chodzi o nowe odsłony kultowych serii które trafiają na rynek po przerwie, jestem pełen obaw. Podobnie było z Samurai Shodown — jedną z moich najukochańszych serii bijatyk od SNK, przy której przegrałem setki godzin w swoim życiu. I choć wiele z nich okazało się zupełnie bezpodstawnych, to wersja w którą zagrywam się od kilkunastu dni ma dość poważny mankament który skutecznie psuje radochę. Ale o tym za chwilę.

Tu nie jest efekciarsko, wszystko toczy się starym trybem

Kiedy Samurai Shodown debiutowało w 1993 pod wieloma względami wyróżniało się na tle konkurencji. Może nie tyle tempem rozgrywki, co wprowadzaniem dość nietypowych bohaterów — i to uzbrojonych w różne typy broni. W 2019 Samurai Shodown wciąż się wyróżnia: tym razem miecze, dzidy i spółka może nie robią już takiego wrażenia, ale to jak powolna to zabawa — owszem. Ostatnimi czasy rozpieszczano nas szybką akcją, fajerwerkami na ekranie i mechanikami w których losowe wciskanie przycisków doskonale sprawdza się na imprezowych pojedynkach. Tutaj trzeba zmienić tryb na dużo bardziej taktyczny, bywają rundy, zamykane raptem w… trzech ciosach. Czas reakcji, dobra znajomość postaci, jej słabości i możliwości jest w przypadku tej serii priorytetem. No, jeżeli chcecie ugrać coś więcej.

Arcade’owa dusza i… nowa, nieco bezduszna, oprawa

Początki Samurai Shodown sięgają automatów — i najnowsza odsłona serii pokazuje, że ta nie zatraciła swojej duszy. Ale jak na XXI wiek i wydanie konsolowe przystało — zanim przejdziemy do akcji, możemy podszkolić się w fajnie przygotowanym tutorialu, gdzie przedstawiane są wszystkie podstawy tamtejszego systemu. Wszelkie sztuczki i kombinacje można tam poznać w kilka chwil, ale jedną rzeczą jest wiedzieć o ich istnieniu, a inną wykorzystać to w praktyce. To rzecz, której mało kto ma szansę nauczyć się w kilka rund. Ale to właśnie jest w Samurai Shodown takiego hipnotycznego: z każdą walką widać progres, a przez to że system nie jest najeżony fajerwerkami (określiłbym go raczej mianem surowego), nawet początkujący gracze mogą szybko zrozumieć popełniane przez siebie błędy.

Jeszcze przed premierą gry sporo dyskutowało się o samej oprawie gry. SNK zawsze słynęło z bajecznie pięknych, dopieszczonych w każdym aspekcie, animacji które po dziś dzień podawane są jako chlubny przykład jak to się robi.  Tutaj jednak zrezygnowano z ręcznie malowanych grafik, a zamiast tego — jest grafika 3D. Dla mnie, jako człowieka który najwięcej czasu spędził przy pierwszych pięciu odsłonach gry, ta transformacja okazała się sporym szokiem. I nie powiem, bym był zachwycony od pierwszych minut — ale im dalej w las, tym mniej mi przeszkadzała. Twórcy zadbali o to, by nie zabrakło grze charakteru i małych smaczków — choć gdybym mógł wybrać, to jednak wolałbym, aby Samurai Shodown nie rozstawało się ze starą stylistyką.

Zagrywam się w nowe Samurai Shodown na Xboxie One S — polski dystrybutor wysłał grę w wersji cyfrowej. I choć z tego co wiem  koledzy i koleżanki zagrywający się na PlayStation 4 nie narzekają na niekończące się ekrany ładowania, u mnie potrafią trwać nawet one kilkadziesiąt (!) sekund — a że w grze ich nie brakuje, to szybko stają się dość irytujące. Wisienką na torcie jest walka z finałowym bossem w oldskulowym trybie Story, gdzie takowe występują nawet między… jego kolejnymi fazami. Techniczny bubel, który odbiera sporo radości z zabawy — kiedy zasiadam do gry w trybie lokalnej rywalizacji, by oszczędzić sobie irytacji, raczej nie zmieniamy bohaterów. Tak, jest aż tak źle.

Tak udanego powrotu się nie spodziewałem

Niby nie można oceniać książki po okładce, ale jednak pierwsze zajawki nowego Samurai Shodown nie zwiastowały hitu. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, że ekipa postanowiła nie oddalać się od korzeni serii i udało się zachować wszystkie elementy, za które przez lata gracze pokochali markę. W ramach ćwiczeń w pojedynkę możemy stawiać czoła wrogom nie tylko w trybie Story, ale także próbach czasowych, survivalu czy… bijąc się z duchami innych graczy. Jak każda bijatyka — ta również skrzydła rozwija dopiero przy zmaganiach z żywym graczem!