36

Samochód na wodór bez tajemnic – kolejne ciekawostki, czekamy na pytania

Motoryzacja jaką znamy nigdzie się nie wybiera w ciągu najbliższych lat. Zaczynamy jednak balansować na krawędzi, jeśli chodzi o przemianę najważniejszej cechy aut poruszających się po naszych drogach. Toyota ze swoim samochodem na wodór obiera zupełnie nową ścieżkę, na przekór takim wizjonerom jak Elon Musk i promowana przez niego Tesla. Koniec końców obydwa auta korzystają […]

Motoryzacja jaką znamy nigdzie się nie wybiera w ciągu najbliższych lat. Zaczynamy jednak balansować na krawędzi, jeśli chodzi o przemianę najważniejszej cechy aut poruszających się po naszych drogach. Toyota ze swoim samochodem na wodór obiera zupełnie nową ścieżkę, na przekór takim wizjonerom jak Elon Musk i promowana przez niego Tesla. Koniec końców obydwa auta korzystają z energii elektrycznej, ale dlaczego pomysł Toyoty jest tak zupełnie różny od propozycji Muska?

Znajduję się właśnie na największych w Europie targach motoryzacyjnych, gdzie między innymi Toyota zaprezentowała dzisiaj nowy model Priusa. Ale po wczorajszej przejażdżce Toyotą Mirai, z której podzieliłem się z Wami wrażeniami, nadal odczuwam głód wiedzy na temat tego „jak to działa?”. Pojawiło się także wiele pytań związanych z tą technologią, dlatego zdecydowałem podpytać o wszystkie pikantne szczegóły operacji zachodzących w aucie.

Dlaczego wodór?

Na wstępie warto zapytać o wybór źródła energii, bo ten nie jest oczywiście przypadkowy. Uzyskiwanie wodoru w sposób przyjazny dla środowiska nie jest łatwym zadaniem, ale Toyota uczestniczy w wielu projektach, inicjując także wiele własnych, w celu znalezienia najlepsze metody. „As clean as you make it” stwierdził jeden z inżynierów Toyoty i właśnie tak aktualnie prezentuje się „zielona” strona tego rozwiązania. Zdecydowanie łatwiej jest jednak przetrzymywać spore ilości wodoru, aniżeli gromadzić energię elektryczną. Różnica ta jest na ten moment na tyle ważna, że dzięki temu samochody typu Mirai będą umożliwiać pokonanie dłuższej czasy bez ładowania/tankowania.

WP_20150914_10_56_59_Pro

Jednym z najczęściej pojawiających się pytań są koszty poruszania się tym autem. Punktem wyjściowym jest jak na razie liczone w dziesiątkach stacje, z których będą mogli skorzystać kierowcy Mirai, a podczas wizyty na jednej z nich napełnienie dwóch baków o pojemności 5kg łącznie do pełna będzie nas kosztować 200-250 złotych. To pozwoli nam na osiągniecie maksymalnego dystansu, który wynosi wspominane 600-650 kilometrów. Jak prezentuje się spalanie? Operować będziemy dość nietypowymi miarami, gdyż przy cyklu mieszanym na 100 kilometrów wykorzystane zostanie 0,76 kilograma wodoru.

WP_20150914_10_57_20_Pro

Jak już wiemy, efektem ubocznym procesu wytwarzania energii jest woda (skroplona lub w postaci pary), a tej po pokonaniu 100 km wyprodukujemy ponad 8 litrów. Wytwarzana energia nie będzie jednak przetrzymywana w akumulatorach, a przynajmniej nie w celu wydłużenia dystansu, który możemy pokonać. Nadwyżka energii będzie jednak przydatna w sytuacji nagłego przyspieszenia.

IMG_0950

Mogą do nas strzelać

Gdy baki będą napełnione, wodór przetrzymywany jest pod ogromnym ciśnieniem. To może brzmieć niebezpiecznie, ale lata prac nad rozwojem odpowiedniego rodzaju pojemników pozwoliło osiągnąć oczekiwany rezultat. Co więcej, podczas testów wytrzymałości dochodziło do wielu naprawdę „brutalnych” prób, jak chociażby ostrzał z broni palnej. Sprawdzono także, co stanie się gdy podczas tankowania dojdzie do rozszczelnienia i zaprószony zostanie ogień. Jeżeli widzieliście kiedyś wydobywający się z szybu płomień, to właśnie bardzo podobnie skończyłaby się taka przykra sytuacja w przypadku tankowania Mirai.

Godnym wspomnienia jest także system wykrywania błędów w trakcie tankowania. Gdy takowy wystąpi cały proces jest wstrzymywany, a my jesteśmy o tym fakcie informowani. Najczarniejszy scenariusz zakładałby niekontrolowany wyciek wodoru – wtedy zorientujemy się, że w odróżnieniu od tradycyjnego paliwa jest niemalże zupełnie nieszkodliwy. W mgnieniu oka „rozpłynie” się w powietrzu nie stwarzając zagrożenia. Wygląda więc na to, że Toyota przewidziała wszystko, albo prawie wszystko co mogłoby nam się przydarzyć podczas wizyty na tej nietypowej stacji.