20

Rzeczywistość dogoniła film – Nike zaprezentował samowiążące buty

Niedawno pisałem, że technologie ubieralne mizernie rozwijają się na rynku odzieży i obuwia - jeśli już wyłania się pomysł czy produkt, to zazwyczaj nie wbija w fotel. Buty, czapki czy koszule naszpikowane elektroniką na razie nie wywołują okrzyków zachwytu. I nagle pojawia się Nike, który prezentuje obuwie przyszłości. Przynajmniej tak niektórzy skomentowali produkt o wdzięcznej nazwie HyperAdapt 1.0. Faktycznie jest potencjał na hit?

Na początek anegdota. Kilka lat temu późnym wieczorem zadzwoniła znajoma z pytaniem czy mam kombinerki i czy jestem w domu. W obu przypadkach odpowiedź była twierdząca, więc usłyszałem, że zaraz się widzimy. I faktycznie po kwadransie była u mnie. Po co kombinerki? Bo w kozaku zerwał się uchwyt do zamka, a ten ostatni uległ zablokowaniu, w efekcie buta nie można było ściągnąć. Zaczęła się operacja „kozak”, nie ukrywam, że trwała dość długo, bo właścicielka chciała ściągnąć but i jednocześnie go nie uszkodzić. Efekty komiczne, proszę mi wierzyć.

Tylko po co facet o tym pisze na blogu technologicznym? Bo sytuacja przypomniała mi się przy okazji zapoznawania się z obuwiem marki Nike. Posiada ono akumulator i wyobraziłem sobie, że gdy energia się wyczerpie nim właściciel ściągnie but, to stopa utknie w obuwiu. Czy jest to możliwe? Tego nie wiem, mówimy o produkcie, który na razie nawet nie trafił na rynek. Ale czy ktoś założy się o pieniądze, że do takich tragikomicznych sytuacji nie będzie dochodzić na rozwijającym się rynku wearables? No i zabawny jest sam fakt ładowania butów – obok telefonu czy smartwatcha podpiętych do gniazdka będzie stało obuwie…

HyperAdapt 1.0 określiłem jako samowiążące, ale trzeba mieć na uwadze, że nie znajdziemy tu klasycznych sznurowadeł – zastosowano system, który ściąga materiał, gdy w bucie pojawi się stopa. Użytkownik może regulować stopień tego ściągnięcia przyciskami: jeśli uzna, że jest za ciasno czy zbyt luźno, to klika. W przyszłości to manualne sterowanie ma być eliminowane, but będzie musiał szybko nauczyć się właściciela, jego zachowań i preferencji. Ważne jest to, że będzie dostosowywał stopień „wiązania”, jego siłę, do sytuacji. A to może mieć swoje plusy – wyobraźcie sobie, że lecicie samolotem czy jedziecie pociągiem i przez kilka godzin siedzicie w butach. Nie muszą być mocno związane – sytuacja wymaga wręcz luzu. Ale gdy już wstaniecie i zaczniecie się przemieszać, mechanizm usztywni stopę w obuwiu.

Ktoś stwierdzi, że to samo można dzisiaj zrobić sznurowadłami, używając rąk. To prawda, nie będę przekonywał, że stworzono produktu, który był nam bardzo potrzebny. To raczej zabawa w nowe rozwiązania i reklama dla firmy. W tym konkretnym przypadku także nawiązanie do filmu Powrót do przyszłości, w którym samowiążące buty zagrały oskarową rolę. Możliwe, że nadal będzie to gadżet kojarzony głównie z filmową rzeczywistością, że nawet wprowadzenie butów Nike’a na rynek niewiele zmieni w naszym obuwiu, ale… Ale chętnie będę to obserwował, bo może się okazać, że czujniki w butach i dopasowywanie się obuwia do stopy, wagi użytkownika, jego chodu i aktualnie wykonywanej czynności, nie jest takie głupie.

Wspomniane buty mają trafić na rynek pod koniec roku, początkowo będą je mogli kupić jedynie członkowie programu Nike+. Za ile? Na razie nie zdradzono. Nie wiadomo też, czy obuwie będzie wodoodporne, ile rozmiarów przewidziano. Zaintrygowano – oby ta historia miała dalszą część.