Felietony

Nie uwierzysz, ale schudłem na rowerze. Tyle, że... elektrycznym

Jakub Szczęsny
9

A gdzie tam rower elektryczny. Prawdziwy rower to taki, w którym nie ma żadnego wspomagania i trzeba się umachać przy tym jak dziki zwierzak. Rozumiem ludzi, którzy odczuwają niechęć do takich sprzętów. Ja natomiast widzę w nich ogromny potencjał. To w dalszym ciągu jeszcze młody kawałek technologii, który prężnie się rozwija. Rozpatrując rowery elektryczne w swoim kontekście, muszę się do czegoś przyznać. Udało mi się zrzucić parę kilo dzięki takiemu właśnie urządzeniu.

Rower elektryczny uznaje się za coś w rodzaju "oszustwa". Trochę tak, jakby przejażdżkę autem traktowano jak spacer. Nie do końca tak jest. Rower elektryczny ma to do siebie, że wspomaga Cię do pewnej prędkości tak, abyś mógł w nieco prostszy sposób utrzymać określoną szybkość poruszania się. Osoby, które używają rowerów elektrycznych doceniają chociażby to, że pewien dystans mogą sobie spokojnie pokonać bez tego wspomagania, a następnie wrócić do domu już z asystą - tak, aby wystarczyło sił na dotarcie do celu. Niektórzy jeszcze widzą inne zastosowanie - między innymi używanie wsparcia ze strony elektrycznego motoru do pokonywania czasami nawet bardzo stromych wzniesień. Chociaż z brakiem siły w nogach problemów nie mam - istnieją takie podjazdy, których za jasną cholerę nie jestem w stanie "ogarnąć" własnymi mięśniami. Jedna z takich "górek" znajduje się między Sandomierzem, a Dwikozami. Zresztą ten teren jest usiany wręcz górkami i pagórkami i można tam naprawdę się zmęczyć. Polecam.

Płuca i wątroba z krótszym czasem przydatności do użycia (i spożycia - gdyby ktoś planował)

Wspominałem kiedyś o tym, że po latach dowiedziałem się co tak naprawdę mi dolega. Wiecie, mam 30 lat - pojemność życiowa płuc natomiast... raczej niezbyt dobra. Recenzowany przeze mnie zegarek: Amazfit GTR3 Pro zaczął mi co jakiś czas wysyłać powiadomienia, wedle których poziom natlenienia mojej krwi jest zbyt niski przez ponad 10 minut. I gdyby to było tylko jedno takie powiadomienie - pewnie bym to "olał". Mam jednak pulsoksymetr i sprawdziłem SpO2. I... zegarek nie kłamał. W sumie czułem się trochę "niewyraźnie", ale zrzucałem to na stres i pracę. Niesłusznie.

W toku dalszych badań (m. in. spirometrii) okazało się, że astma - owszem, ta u mnie występuje. Dodatkowo jestem durny i paliłem papierosy. Dużym zaskoczeniem była jednak dosyć spora (zbyt duża jak na nikotynowy staż) nieodwracalna obturacja, czyli zwężenie oskrzeli które nie ustępuje mimo podania leku rozszerzającego oskrzela szybko i bezdyskusyjnie. (spirometria z próbą rozkurczową)

Zaczęło się poszukiwanie winnego i... cóż. Moje płuca mają ograniczony czas przydatności do użycia. Wątroba w mniejszym stopniu jest na to narażona, ale mimo wszystko - do kontrolowania. Niedobór A1AT (w moim przypadku, na szczęście nie tak znaczny, że bardzo szybko będę wymagać sztucznego płucoserca / przeszczepu płuc). Ale po pięćdziesiątce, bez opóźniania procesu autoagresji - może być tak, że bez nowych "miechów" nie będę w stanie żyć. Ale czy ktokolwiek będzie chciał mi zrobić taki przeszczep? Na wspomaganiu "maszynowym" z reguły nie żyje się długo.

Schudnij pan. A dłużej pan pożyjesz

Jest to trudniejsze, gdy bierze się (gliko)kortykosteroidy. No, niestety - tycie to częsty skutek uboczny. A, że mam siedzącą pracę i słabą tolerancję wysiłku, kocham sery i jedzenie ogółem... to raczej nie jest łatwo mi trzymać wagę. Do wziewnych "sterydów" (będę dalej tak nazywać glikokortykosteroidy, dla uproszczenia) okresowo są "dorzucane" te doustne: głównie wtedy, kiedy choroba odrobinę się "denerwuje" i dokucza mi bardziej. Niestety mam uczulenie na niektóre pyłki oraz zarodniki grzybów cladosporium, a także roztocza. Dlatego też, dywan nie jest w moim przypadku dobrym pomysłem.

I wiecie, z rowerem elektrycznym jest tak, że jeżeli bardzo nie chcesz, to się nie zmęczysz. Zawsze jest pokusa, żeby ustawić wspomaganie trochę "wyżej", nieco pooszukiwać. Przecież Twoja aplikacja fitness nie dowie się, że oszukiwałeś. Ty będziesz czuć się lepiej, bo cel został spełniony. Pochwalisz się przed znajomymi, że tak świetnie sobie radzisz. Podjedziesz pod konkretną górkę z nieco mniejszym wysiłkiem, bo i po co sobie go fundować? Tak, rower elektryczny to czasami walka z samym sobą. Szczególnie, gdy jest się takim leniem jak ja.

Ale inaczej rzecz traktuje się wtedy, gdy każdy kilogram może oznaczać rok życia we względnym komforcie. Dietetyk? Niestety go nie było. Po prostu zacząłem zwracać uwagę na to, co jem. I kiedy jem. Jadanie na noc i tak mi nigdy nie służyło, bo mam również refluks. Kto cierpi z jego powodu, ten wie że nie jest to nic przyjemnego, gdy posiłek wraca do ust po położeniu się.

Przyjęło się, że jazda na rowerze elektrycznym z wspomaganiem pozwala na spalenie o około połowę mniej kilokalorii, niż w przypadku standardowego roweru. W przypadku superlekkich rowerów elektrycznych za grube tysiące możesz przecież robić tak, że część dystansu pokonasz bez napędu, a pozostałą - już z napędem. W przypadku tych tańszych da się to zrobić, ale... ale nie zawsze jest to proste ze względu ma użyte materiały. Takie bicykle po prostu ważą sporo. Dużo więcej niż "normalne" dwa kółka.

Po dwóch miesiącach sumiennego jeżdżenia - 10 kg w dół

Starałem się jeździć (ale serio - jeździć) na rowerze przynajmniej półtorej godziny. Średnia prędkość? Około 20 km/h. Intencjonalnie nawet starałem się siłować z nie tak lekkim wcale rowerem, który ma szerokie opony i niemałe opory toczenia. Wszystko po to, żeby się zmachać, a gdy się zmęczę - nieco odsapnąć. Sporym ograniczeniem okazał się zasięg i degradacja baterii: po przejechaniu 1500 km tym rowerem okazuje się, że akumulator już nie bardzo chce działać tak dobrze, jak na samym początku. Zawsze zostawiałem sobie taki zapas energii by awaryjnie dojechać do domu bez nadwyrężania płuc. No i zawsze miałem przy sobie niezbędne leki. Nie dopuszczałem także do bardzo mocnego wysiłku, bo akurat to jest u mnie jednym z wyzwalaczy ataków astmy.

I tak, Moi Drodzy. Na rowerze elektrycznym da się schudnąć. Pewnie efekt byłby bardziej spektakularny, gdybym wziął zwyczajny rower i używał jedynie siły moich mięśni. No i gdybym też nie był zmuszony ponownie zacząć przyjmować sterydów innych niż wziewne. To akurat moje przekleństwo i aby nie przytyć - muszę się mocno pilnować. Aby ów efekt był stały, muszę również zapewniać sobie odpowiednią dawkę ruchu. Do tego dokładam spacery - które pozwalają oczyścić umysł. Rower elektryczny jest odrobinę oszustwem, owszem - ale nie wolno go skreślać z li tylko tego powodu, że ma napęd. Jest po prostu mariażem dwóch zdobyczy techniki - całkiem udanym zresztą, bo ta "osobista" elektromobilność zaczęła mi się cholernie podobać.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu