Felietony

ROM-y, mody, rooty... Modyfikowanie Androida całkowicie przestało mnie bawić

TP
Tomasz Popielarczyk

Absolwent dziennikarstwa, software'owiec i gadżeci...

92

Pamiętacie swoje pierwsze smartfony? Moim była Xperia X10, a właściwie był - Sony Ericsson Xperia X10. Długo na niego odkładałem (właściwie to odkładałem na Samsunga Galaxy Spica, ale nadarzyła się okazja...) i przez pierwsze miesiące traktowałem jak największy skarb. Jednocześnie ciągle siedziałem...

Pamiętacie swoje pierwsze smartfony? Moim była Xperia X10, a właściwie był - Sony Ericsson Xperia X10. Długo na niego odkładałem (właściwie to odkładałem na Samsunga Galaxy Spica, ale nadarzyła się okazja...) i przez pierwsze miesiące traktowałem jak największy skarb. Jednocześnie ciągle siedziałem na XDA i zazdrościłem ludziom, którzy wgrali u siebie Androida 2.3...

Ja bowiem ciągle siedziałem na sławetnym Eclair, a więc wersji 2.1. Był to stockowy system, a więc wyposażony w masę dodatków od Sony. Producent już wtedy pozwalał sobie na dość sporo, ale to akurat było atutem i swoistą zasłoną dymną dla słabości Androida. Pamiętam świetną klawiaturę z pisaniem przeciągnięciami, świetny dialer mieszczący na jednym ekranie wysuwaną klawiaturę numeryczną i historię połączeń, a także aplikację do SMS-ów z wyskakującym okienkiem szybkiego odpowiadania. Wówczas takie rzeczy robiły na mnie wrażenie.

Nie o Sony i Androidzie tylko o modyfikacjach miałem pisać. Pewnego pięknego dnia zatem zakasałem rękawy i dokonałem tego - swojego pierwszego roota. Śmiejcie się, ale wówczas to była naprawdę doniosła chwila i nie przesadzam wcale z patosem. Po odblokowaniu bootloadera i zrootowaniu moja Xperia X10 przeżyła tyle przygód... Android 2.3 był dla niej tylko początkiem. W międzyczasie posmakowała CyanogenModa, MIUI i innych projektów, o których dziś już zapomniano. W końcu udało się również wrzucić na nią Androida 4.0 Ice Cream Sandwich. Jakaż to była radość - mimo, że gigahercowy procesor ledwo sobie z nim radził (nawet po podkręceniu do 1,3 GHz).

Sporo czasu spędziłem ze starą Xperią - grubo ponad 2 lata. Na tyle dużo, by w następnej kolejności, w lutym 2013 przesiąść się na... Nexusa 4. Tu zabawa zaczęła się na dobre, bo wsparcie dla tego modelu na XDA było przeogromne. Żonglerka ROM-ami i kernelami nie miała końca. To wtedy poznałem twórczość takich deweloperów, jak Franco czy Faust. Robili prawdziwe cuda z tym telefonem raz za razem dając mu zupełnie nowe życie. Prawdę mówiąc, gdyby nie Nexus 4 pewnie nigdy nie zacząłbym tłumaczyć CyanogenModa na język polski (dziś już tego nie robię, więc wszelkie zażalenia kierujcie gdzie indziej).

Po Nexusie 4 częstotliwość, z jaką zmieniałem telefony wzrosła. Zachwycony LG G2 tuż po oddaniu sampla recenzenckiego ruszyłem do sklepu po własny egzemplarz. Też szybko go odblokowałem, ale ze względu na znacznie słabsze wsparcie ze strony moderów, ograniczyłem tylko do jednego ROM-u i kernela. Potem był LG G3, gdzie już właściwie w ogóle nie flashowałem alternatywnych wersji systemów, ograniczając się tylko do roota i wyrzucenia bloatware'u. Tam samo zrobiłem z Galaxy Tabem S 10.5, gdzie dopiero kilka dni temu pierwszy raz coś sflashowałem - oficjalnego Lollipopa od Samsunga przeznaczonego dla Kambodży.

Doszedłem do etapu, w którym nie bawi mnie już żonglerka ROM-ami i ciągłe szukanie lepszego. Mam Nexusa 6 i wiecie co? Nawet nie zadbałem o to, żeby zapewnić sobie na nim dostęp do roota. Wcześniej było to dla mnie do pomyślenia - byłem przekonany, ze Nexusa właśnie się po to kupuje, by eksperymentować, sięgać po alternatywne rozwiązania i czynić Androida wyjątkowym. Mało tego, uznawałem tę podatność na modyfikacje największym atutem tej platformy. Prawdę mówiąc, nadal trochę tak myślę.

Powód? Pisałem o tym w felietonie kilka tygodni temu. Android stał się dla mnie dojrzałym systemem. Supersmartfony z którymi miałem do czynienia przez minione lata stały się już do tego stopnia dopracowane, że nie wymagają żadnej dodatkowej ingerencji. Z Nexusa 6 nie muszę nawet wyrzucać bloatware'u, więc nie widzę żadnego powodu, by w nim grzebać. Nowy kernel nie zapewni mi zauważalnego przyrostu mocy czy prędkości, a czas pracy na baterii jest w pełni zadowalający. Z drugiej strony zabawa modyfikacjami niesie za sobą ryzyko niestabilnego i wadliwego działania telefonu (gwoli ścisłości - przez ten cały czas nigdy żadnego "nie ucegliłem"), a to dla mnie w obecnej sytuacji za wysoka cena. Straciłem zapał do przesiadywania na XDA i szukania rozwiązań oraz eksperymentowania z innymi wersjami ROM-ów. Może nawet nie chcę na to już marnować czasu i zamiast forum, wolę otworzyć książkę/Kindle'a.

I tak sobie ciągle myślę - czy to Android dorósł czy może ja "zdziadziałem"?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu