162

Rok 2016 będzie rokiem… Ubuntu?

Rok/dekada/epoka Linuxa już jest. Odrobinę naciągając fakty można uznać, że to, co siedzi w dużej części smartfonów na świecie jest w pewnym sensie Linuxem. No, dobra. Ubuntu na komputerach, tabletach i smartfonach – Canonical od pewnego czasu z większą lub mniejszą dynamiką chcę wkroczyć na rynek ze swoim ekosystemem. Przymiarki były, debiuty były, sukcesów brak. […]

Rok/dekada/epoka Linuxa już jest. Odrobinę naciągając fakty można uznać, że to, co siedzi w dużej części smartfonów na świecie jest w pewnym sensie Linuxem. No, dobra. Ubuntu na komputerach, tabletach i smartfonach – Canonical od pewnego czasu z większą lub mniejszą dynamiką chcę wkroczyć na rynek ze swoim ekosystemem. Przymiarki były, debiuty były, sukcesów brak. Tymczasem Canonical zapowiada: „to nie jest nasze ostatnie słowo”.

Ubuntu bardzo, ale to bardzo lubię. Kilka lat temu, jeszcze na ciężkiej, stacjonarnej maszynie gościł na oddzielnym dysku Linux, który uzupełniał pewne braki Windowsa. W wielu aspektach obsługa Ubuntu była dla mnie dużo bardziej przyjazna, system wydawał się być nierzadko „lżejszy” od i tak całkiem udanego kobylątka, jakim był wtedy Windows 7. Bywały takie dni, że większość mojej pracy odbywała się właśnie na Linuksie. Pośrednio z powodu standaryzacji oprogramowania na uczelni i głównie z powodu mało przyjemnego wyzionięcia ducha przez komputer do Linuxa nie wróciłem. Czasami żałuję.

Ubuntu na 200 mln urządzeń

Do końca 2015 roku. Odrobinę ta obietnica Canonicalowi nie wyszła. Ubuntu miał wyjść poza komputery osobiste i opanować rynek smartfonów oraz tabletów wychodząc wcześniej z pomysłem, który przysposobił sobie potem Microsoft. Nie dość, że Ubuntu na każdym urządzeniu miał proponować różne warianty jednej aplikacji (ze względu na wielkość ekranu i specyfikę metody wprowadzania komend). Dodatkowo, urządzenia mobilne miałyby być zdatne do podłączenia do… zewnętrznego ekranu, klawiatury i myszy… przypomina Wam to coś? Continuum?

W zderzeniu z rzeczywistością, pomysł Canonicala wziął w łeb – urządzenia nie oferowały odpowiedniej wydajności, ostatecznie nie udało się w jakikolwiek sposób zagrozić którejkolwiek platformie mobilnej. System Canonicala miał kroczyć tą samą drogą, co inne platformy – zapewnić mobilną alternatywę, aby zachować przenikalność ekosystemu, spójność i dostęp do jednakiego zestawu usług na każdym urządzeniu. Powiem Wam szczerze, że nieco ubolewam, że się nie udało. Być może wtedy, gdy Canonical głośno mówił o swoich planach było już nieco za późno na uszczknięcie czegokolwiek z mobilnego tortu. Canonical musi wiedzieć, że nie udaje się to nawet o wiele większemu Microsoftowi, który wprost pali w piecu dolarami po to, by Lumie jakoś się sprzedawały. Co z tego wychodzi? Jak na razie nic szczególnego.

A tak w akcji wygląda redefinicja wizji Canonicala na przyszły rok. Telefon podłączany do zewnętrznego monitora, klawiatury i myszy. Tablet (ja tam widzę „coś”, na czym wcześniej pracował Windows 8.1/10), który zgrabnie odpowiada na zmianę scenariusza wprowadzania komend. Przyznajcie, że wygląda to całkiem ciekawie. Trudno mi jednak obecnie wypowiedzieć się, czy rzeczywiście interfejs nowego Ubuntu będzie oferował najlepsze możliwy komfort użytkowania na każdym urządzeniu. Pod tym względem przez Ubuntu jeszcze sporo pracy. Świetnie wyglądałaby tutaj idea „aplikacji uniwersalnych”, gdzie w ramach napisania dosłownie jednej propozycji – można z niej korzystać na każdym rodzaju sprzętu.

Będę obserwował Ubuntu – Canonical jak widać ma jeszcze sporo do powiedzenia. Jednak obawiam się, że może stać się tak, jak zawsze. Kupa szumnych zapowiedzi, pompowanie balonika, rozbudzanie nadziei, a potem… wielkie rozczarowania. Tych Ubuntu już powinno wystarczyć. Jeżeli tylko Canonical odpowiednio za to się zabierze… Microsoft będzie mieć ciekawego konkurenta. Takiego, jakiego bym się jeszcze chwilę temu nie spodziewał.