20

Rewolucja czy ewolucja? – O naukowych bazach danych

Autorem poniższego tekstu jest Daria Bojkowska Z czasem zdanie „skocz po gazetę” stanie się dziwnie brzmiącym zlepkiem słów. Internet powoli, ale sukcesywnie wypiera słowo drukowane. W sieci jest szybciej, atrakcyjniej i przede wszystkim taniej. Nie zawsze jednak zawartość zasobów internetowych stanowi sprawdzone i wiarygodne źródło wiedzy. Postęp technologiczny wymusza na wydawnictwach, zwłaszcza naukowych, szybkie dostosowanie […]

Autorem poniższego tekstu jest Daria Bojkowska

Z czasem zdanie „skocz po gazetę” stanie się dziwnie brzmiącym zlepkiem słów. Internet powoli, ale sukcesywnie wypiera słowo drukowane. W sieci jest szybciej, atrakcyjniej i przede wszystkim taniej. Nie zawsze jednak zawartość zasobów internetowych stanowi sprawdzone i wiarygodne źródło wiedzy.

Postęp technologiczny wymusza na wydawnictwach, zwłaszcza naukowych, szybkie dostosowanie się do zmieniających się trendów, zachowując jednocześnie jakość i rzetelność przekazywanych treści. Współczesne naukowe bazy danych, zawierające najbardziej prestiżowe tytuły e-czasopism i e-booków, to nie tylko wykorzystanie wszelkich możliwości jakie daje Internet, ale także efekt pracy najpotężniejszego z narzędzi, jakim jest ludzki umysł.

Niektórzy twierdzą, że Internet psuje ludzi i język jakim się posługują. Piszemy szybko i na temat. Lakoniczny charakter treści, w dużej mierze odbiegający od szeroko pojmowanej poprawności językowej, staje się znakiem naszych czasów. Częściej jednak spotykamy się z opinią, że Internet to kolejny etap na drodze ewolucji w sposobie formułowania przekazu informacji. Ani lepszy, ani gorszy. Po prostu inny.

Internet jest przedłużeniem i jednocześnie spoiwem prasy drukowanej, radia i telewizji, ponieważ w przystępny sposób integruje tekst, dźwięk i obraz. Niezaprzeczalnym atutem Internetu jest możliwość dwukierunkowego przepływu informacji. W sieci każdy użytkownik może być nadawcą i odbiorcą jednocześnie. Szybkie i ciągłe aktualizowanie treści zawartych w sieci gwarantuje dostęp do najświeższych danych, tak więc czy tego chcemy czy nie, Internet będzie wypierał swoich poprzedników. Już teraz zmniejsza rolę książki i publikacji drukowanych, jako głównego nośnika informacji. Rewolucja cyfrowa nie oszczędza słowa pisanego i wymusza na nim natychmiastowe dostosowanie się do nowych realiów. Na rynku wydawniczym jeszcze w połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku mieliśmy do czynienia prawie zawsze z drukiem, natomiast już w 2005 r. 40% publikacji było dostępne tylko on-line.

Z dnia na dzień wzrasta liczba i zasięg czasopism elektronicznych. E-czasopisma to przede wszystkim wygoda. Są dostępne niemal natychmiast, można je nabyć bez wychodzenia z domu i czytać korzystając z różnych urządzeń elektronicznych, bez których dzisiaj już trudno się obejść w codziennym życiu.

Ten trend dotarł także do rynku wydawniczego, a szczególności jest zauważalny wśród wydawnictw naukowych. Świat nauki opiera się w całości na badaniach, a następnie na dzieleniu się swoją wiedzą i odkryciami właśnie poprzez publikacje naukowe. W wyniku postępującej globalizacji oraz coraz większej powszechności języka angielskiego, prace naukowe na całym świecie dostępne są niemal natychmiast po ich zakończeniu. Aby to było jednak możliwe, instytucje naukowe i uniwersytety coraz częściej korzystają z zakupu elektronicznych baz danych obejmujących znaczną liczbę publikacji i czasopism. Z takich zasobów może korzystać więcej użytkowników, co wydaje się niezłym rozwiązaniem, zważywszy, że cena drukowanych czasopism jest bardzo wysoka, a papier kiedyś się skończy.

Naukowe bazy danych są kierowane przede wszystkich do naukowców, którzy ze względu na wykonywamy zawód muszą mieć dostęp do sprawdzonych i aktualnych informacji. Dostęp do prestiżowych czasopism naukowych, znajdujących się w ramach konkretnej bazy danych niesie za sobą wymierne korzyści.
Użytkownicy mogą mieć do dyspozycji bazy pełnotekstowe (zawierające całe teksty), a także bazy abstraktowe, które są niczym innym, jak zestawieniem streszczeń poszczególnych artykułów naukowych. Bazy pełnotekstowe prenumerowane przez biblioteki obejmują kolekcje czasopism pochodzących bezpośrednio od wydawców (np. Elsevier lub Springer) lub pośrednio od dystrybutorów (bazy EBSCO).

Weźmy za przykład naukową bazę danych SciVerse ScienceDirect. Każdy użytkownik pozyskuje interesujące go treści na najwyższym poziomie. Tu nie ma mowy o przypadkowości. Codzienne aktualizacje wszelkich publikacji naukowych stanowią nieocenione, sprawdzone i niezwykle wiarygodne źródło informacji. Owszem, w momencie poszukiwania istotnych dla nas treści, darmowe internetowe wyszukiwarki zaproponują tysiące rozwiązań. Jednak kwestia jakości i wiarygodności pozostawia wciąż wiele do życzenia.

Oprócz kolekcji czasopism elektronicznych coraz większą popularnością cieszą się e-booki. Większość światowej renomy wydawców (m.in. wspomniany wcześniej Elsevier) wzbogaciło swoje portfolio o elektroniczne książki, które również stanowią kontent naukowych baz danych. Dostęp do jednej książki w wersji elektronicznej może mieć w tym samym czasie nieograniczona ilość użytkowników. Ich niewątpliwym atutem jest łatwość odnajdywania w tekście słów kluczowych, tudzież wybranych fragmentów tematycznych. Do innych zalet należą płynność poruszania się po danych rozdziałach oraz błyskawiczna aktualizacja treści. Opierając się na statystykach dotyczących bibliotecznych dostępów testowych można śmiało pokusić się o tezę, że z czasem i książki elektroniczne zaczną sukcesywnie wypierać słowo drukowane. Już teraz biblioteka Uniwersytetu Stanford stopniowo rezygnuje z tradycyjnych zbiorów na rzecz ich elektronicznych wersji.

Co pozostaje miłośnikom słowa drukowanego? Jak się odnaleźć w e-świecie, gdzie każda informacja, publikacja zanim trafi do druku już widnieje w sieci? Zapewne dla większości książka w wersji drukowanej nadal pozostanie źródłem emocji i przeżyć intelektualnych, ale czy na pewno wiedzy? Informacje dochodzą do nas coraz szybciej. Dzisiaj „news” – jutro będzie zamierzchłą przeszłością. Postęp w nauce i ciągłe zmiany zachodzące w otaczającym nas świecie skłaniają do zastanowienia się raz jeszcze nad sensem naukowych baz danych. A przecież jest nad czym.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że na przykład taka baza danych, jaką jest SciVerse ScienceDirect, stanowi największą na świecie kolekcję internetowych, opublikowanych artykułów badawczych. Zawiera ponad 10 milionów artykułów z ponad 2500 czasopism naukowych. To żywy stwór, nad którym każdego dnia pracuje 500 pracowników naukowych. Trudno sobie to wyobrazić, ale zakres chronologiczny obejmuje w większości tytułów woluminy od pierwszego wydania, najstarsze, jak np. Lancet pochodzi z 1831 roku. Za to wyszukiwarka SciVerse Scopus może poszczycić się abstraktami (streszczenia) i bibliografią z 18,000 tys. recenzowanych czasopism z ponad 5000 tys. światowych wydawnictw.

Naukowe bazy danych są kierowane przede wszystkim do naukowców, którzy są coraz bardziej ograniczeni czasowo i przeładowani informacją. Dlatego też technologia prowadzi do zwiększenia dostępnych treści, ale też daje łatwiejszy do nich dostęp. Człowiek nauki nie traci czasu na żmudne i często bezowocne poszukiwanie materiałów. Poświęca się badaniom, czyli zajmuje się tym, czym powinien, a przecież więcej badań przekłada się na częstsze publikacje w prestiżowych czasopismach. Zwykłemu zjadaczowi chleba pozostaje zachwyt nad potęgą naukowych baz danych i zaczytywanie się w e-czasopismach i e-bookach.