Xbox One S nie jest konsolą nowej generacji. Nie jest to też Xbox One po zaledwie drobnym liftingu, jak to ma miejsce w przypadku PS4 Slim. Z jakim urządzeniem zatem mamy do czynienia i czy warto się nim zainteresować? A jeśli tak, to dlaczego warto kupić Xboksa One S?

Czasy, gdy to konsole wyznaczały standardy w świecie wirtualnej rozrywki odeszły do lamusa. Dzisiejsze Xboksy i PlayStation mocno ustępują pod względem wydajności topowym pecetom, ale są jednocześnie bardzo przystępne cenowo. To uczyniło tę generację najpopularniejszą w historii. Dzięki oparciu ich na architekturze x86 oraz programowaniu niskopoziomowego (DirectX 12, Vulkan API) różnice z punktu widzenia deweloperów zaczęły się natomiast powoli zacierać, a dzięki temu na konsolach pojawia się coraz więcej indyków oraz portów gier z PC (co czasami nie ma wielkiego sensu, ale cóż – dzieje się). W tej oto rzeczywistości, po niespełna trzech latach od premiery na rynku debiutują odświeżone wersje. Po stronie Sony są to PS4 Slim i PS4 Pro. Po stronie Microsoftu – Xbox One S. Przez minione tygodnie miałem przyjemność wymienić swojego XOne na „eskę”. Najwyższa pora podzielić się wrażeniami.

Konstrukcja – mniejszy, smuklejszy i bez „cegły” w zestawie

Xbox One miał wiele wad. Błyszczący plastik, z którego wykonano obudowę był tak delikatny, że zbierał rysy od samego patrzenia na niego. Zewnętrzny zasilacz wyglądem przypominał cegłę i zajmował masę miejsca, stając się nierzadko powodem frustracji wielu posiadaczy konsoli. Ogólny design obudowy, delikatnie mówiąc, nie zachwycał. Przypominała ona wielki, przerośnięty magnetowid i zdecydowanie ustępowała zgrabnej, małej i pomysłowo zaprojektowanej PS4. Nie da się ukryć, że w pewnym stopniu również wpłynęło to na losy rywalizacji z konsolą Sony.

Xbox One S to zupełnie inne podejście do, wydawać by się mogło, tego samego designu. Przede wszystkim nowa konsola jest o 40 proc. mniejsza i ma biały kolor (producent określa go „Robot White”). To oczywiście kwestia gustu, który nam się podoba bardziej. Z marketingowego punktu widzenia to jednak strzał w dziesiątkę, bo „S” zdecydowanie w ten sposób odróżnia się od poprzednika. Siłą rzeczy nie da się zatem pomylić go ze zwykłym XOne, którego biała wersja była zdecydowanie mniej popularna i słabo dostępna. Nowego Xboksa wykonano też z lepszych materiałów. Zastosowany, matowy plastik wydaje się być mniej podatny na zarysowania.

Design jest o wiele prostszy – zrezygnowano z niepotrzebnych zakrzywień i innych wstawek. Zamiast tego mamy czarną podstawę z portem USB wyciągniętym na przód (szkoda, że tylko jednym, ale nie jest to znowu jakiś wielki dramat), a tuż nad nim równie prostą, białą bryłę stanowiącą część właściwą całej konstrukcji. Podobnie, jak w przypadku standardowego XOne podzielono ją na dwie części. Prawa charakteryzuje się nieco nakrapianym deseniem, ma otwory wentylacyjne na wierzchu i przyciski wysuwania płyt oraz power na przodzie. Lewa, gładka to natomiast przede wszystkim otwór napędu Blu-Ray. Jest minimalistycznie, stylowo i, na mój gust, bardzo elegancko. Brawo.


Z tyłu znajdziemy kolejny otwór wentylacyjny. Tuż pod nim, w jednym rzędzie umieszczono natomiast wszystkie złącza. Począwszy od prawej są to: DC-IN, HDMI-OUT (2.0), HMDI-IN, 2 x USB 3.0, IR Out, S/PDIF oraz port Ethernet. Ogromnym plusem jest wbudowany zasilacz. Koniec z upychaniem dodatkowej kostki gdzieś z tyłu stolika, co czasem wręcz uniemożliwiało maksymalne przysunięcie go do ściany. Wszystko to umieszczono wewnątrz obudowy.

Czegoś zabrakło? Zgadza się – nowy Xbox One S nie posiada gniazda pozwalającego na podłączenie kontrolera ruchu Kinect. Microsoft najwyraźniej ostatecznie wycofuje się ze wsparcia dla tego rozwiązania. Właściwie trudno ocenić tę decyzję. Z jednej strony nie jest to sprzęt dla „hardkorowych” graczy i zupełnie nie sprawdza się w produkcjach AAA i pokrewnych. Z drugiej to natomiast doskonałe narzędzie do zabawy na imprezach czy podczas spotkań ze znajomymi. Sęk w tym, że w ostatnim czasie nie było niemal wcale gier wykorzystujących potencjał Kinecta. Siłą rzeczy musiał zatem skończyć tak, jak skończył. Nie ukrywam, że trochę mi szkoda. Warto tutaj jednak dodać, że Microsoft przygotował specjalną przejściówkę, którą póki co wysyła posiadaczom XOne bezpłatnie. Pozwala ona na podłączenie kontrolera ruchu do portu USB. Czemu nie dodano jej do pudełka?

Na sam koniec warto dodać, że w pudełku znajdziemy specjalną podstawkę, która pozwala nam na ustawienie Xboksa One S w… pionie! To doskonała wiadomość dla wszystkich, którzy nie dysponują zbyt dużą ilością miejsca pod telewizorem. MS najwyraźniej wziął sobie do serca komentarze użytkowników, którzy tęsknili za tą możliwością (dostępną przecież w X360).

Kontroler

Dołączany do Xboksa One S pad również doczekał się pewnych usprawnień. Zrezygnowano tutaj z drażniącego błyszczącego plastiku na rzecz jego matowego odpowiednika o zauważalnie wyższej jakości. W rezultacie kontroler lepiej leży w dłoniach i jest wygodniejszy. MS zdecydował się też zmodyfikować analogi, aby w mniejszym stopniu ulegały zużyciu i przetarciom. Ponadto do pada dodano łączność Bluetooth. Dzięki temu konsola potrafi się z nim komunikować na znacznie większej odległości. Połączenie jest też bardziej stabilne. A to nie wszystko, bo dzięki temu pad może też współpracować bezprzewodowo z komputerami z Windowsem 10. To ważne, biorąc pod uwagę możliwość streamingu gier z konsoli na pecety, a także coraz większą liczbę produkcji wydawanych w systemie Xbox Anywhere (kupujesz raz i grasz zarówno na Windows jak i na konsoli).

Mocniejszy GPU, ten sam framerate

Wewnątrz Xbox One również doczekał się solidnych zmian. Przede wszystkim zastosowanie znalazł tutaj zupełnie nowy SoC, którego proces produkcyjny zmniejszono z 28 nm do 16 nm. Jest to jednak w dalszym ciągu CPU AMD Jaguar z 8 rdzeniami o taktowaniu 1,75 GHz. Zatem zamiast wzrostu wydajności otrzymujemy mniejsze zapotrzebowanie na energię oraz zdecydowanie niższe temperatury pracy. To właśnie dzięki temu możliwe było zmniejszenie obudowy o aż 40 proc., co idzie w parze z jednoczesnym utrzymaniem (a w moim odczuciu nawet podniesieniem) kultury pracy konsoli.

GPU Xboksa One S posiada tyle samo, bo 12 jednostek obliczeniowych. Taktowanie udało się jednak podnieść z 853 MHz do 914 MHz. Podobnie sprawa się ma z ESRAM, którego przepustowość wzrosła z 204 GB/s do 214 GB/s. Wszystko to sprawia, że moc obliczeniowa nowego XOne S wynosi teraz okrągłe 1,4 TFlops (w porównaniu z 1,31 TF w zwykłym XOne jest to zauważalny wzrost).

I tu czeka nas niespodzianka, bo… Microsoft zapewnia, że nie odczujemy tego w grach. Najwyraźniej producent nie chciał rozczarować swoich klientów, którzy kupili standardowego XOne. Nie chciał też kanibalizować jego sprzedaży. Praktyka pokazuje jednak, że wybrane gry notują te kilka (do nawet kilkunastu) klatek na sekundę więcej. Swego czasu informowało o tym Digital Foundry, mówiąc o zaledwie 2,5-procentowej poprawie. Szczerze? Podczas codziennego użytkowania niemal w ogóle tego nie odczujemy. Trudno zatem pisać tutaj o jakichkolwiek namacalnych korzyściach w grach, choć w przyszłości może przekładać się na bardziej stabilne utrzymywanie 30 czy 60 kl/s.

4K, HDR i UHD Blu-Ray

Xbox One S natywnie nie obsługuje rozdzielczości 3840 x 2160 px. To oznacza, że po podłączeniu konsoli do telewizora 4K, cały interfejs jest renderowany w 1080p i następnie skalowany. Trochę szkoda, bo to oznacza miejscami poszarpane krawędzie i nieostre fonty. Same gry niestety nie będą wygląda ani działać lepiej. Nie doczekamy się też żadnych produkcji w 4k czy choćby 2K. Na tym polu nie należy doszukiwać się absolutnie żadnych zmian.

Poza jedną – wsparciem dla High Dynamic Range. HDR  zapewnia bogatsze, bardziej wyraziste kolory nie tylko w filmach, ale również w grach. Uzyskiwany dzięki niej wyższy wskaźnik kontrastu między jasnymi i ciemnymi barwami sprawia, że gry zyskują wizualną głębię. Już teraz wiadomo, że rozwiązanie to będą wykorzystywały m.in. Forza Horizon 3, Gears of War 4, NBA 2k17 oraz Scalebound. Nie ulega wątpliwości, że ta lista będzie stale rosła, bo HDR ma przecież wspierać również PS4 Pro. Niestety póki co nie mogłem tego sprawdzić w praktyce, bo zwyczajnie nie ma jeszcze na rynku żadnej produkcji z HDR.

To dość osobliwe, ale Xbox One S jest aktualnie najtańszym odtwarzaczem filmów Ultra HD Blu-Ray na rynku. To bardzo ważne, bo w najbliższej przyszłości topowe filmy (i nie tylko) będą wydawane głównie w tym formacie. Gwarantuje nam on rozdzielczość 4K (3840 x 2160 px), wsparcie dla HDR oraz poszerzonej palety kolorów, a także dźwięk Dolby True HD, DTS HD MA. Co to oznacza w praktyce? Najwyższą aktualnie dostępną jakość obrazu oraz dźwięku w filmach. A nie zapominajmy, że treści w 4K i z HDR posiada również Netflix. Dzięki nowej wersji aplikacji Xbox One S radzi sobie z nimi bez najmniejszego problemu. W tej beczce miodu jest jednak też łyżka dziegciu. Xbox One S wspiera niestety tylko jeden standard HDR – jest nim HDR10. Treści bazujące na Dolby Vision HDR nie są już obsługiwane. Problemem może być też brak obsługi standardów audio DTS:X i Dolby Atmos. Być może to sprawiło, że niektóre firmy Universal na nośnikach UHD Blu-Ray nie były odtwarzane. A być może… to wszystko jest po prostu kwestią aktualizacji software’u.

Dla kogo Xbox One S?

Xbox One S to pod niemal każdym względem konsola lepsza od standardowego Xboksa One: mniejsza obudowa, wbudowany zasilacz, ładniejszy design (kwestia gustu), port USB na przodzie, możliwość pionowego ustawienia, wsparcie dla 4K, HDR i Ultra HD Blu-Ray. Czy to wszystko sprawia jednak, że powinniście wyrzucić konsole za okno i ruszyć do sklepu po „S-kę”? Absolutnie nie. Z punktu widzenia zwykłego gracza nie zmienia się praktycznie nic. Oczywiście HDR w grach jest fajny, ale upłynie nieco wody w Wiśle zanim gry zaczną go powszechnie wspierać. Pomijam już fakt, że potrzebujemy do tego odpowiedniego telewizora z obsługą HDR10. A te aktualnie tanie nie są.

Xboksa One S poleciłbym zatem przede wszystkim tym, którzy dotąd nie mieli po prostu żadnej konsoli (albo kupili PS4 i chcą przesiąść się na Xboksa). Na przesiadkę powinni też zdecydować się miłośnicy multimediów, którzy swojego XOne dotąd częściej wykorzystywali jako odtwarzacz Blu-Ray niż sprzęt do grania. „S” będzie tutaj wówczas oczywistym wyborem. Wszyscy pozostali niech trzymają mocny pady w dłoniach, grają i odkładają pieniądze na Project Scorpio, który zadebiutuje w grudniu 2017.

Kup Xbox One S w Avans.pl. Kliknij!