13

Nosiłem na głowie diabła. Czy faktycznie jest piekielnie dobry? Recenzja słuchawek Teufel Real Blue NC

Aktywna redukcja dźwięków otoczenia to coś, czego od jakiegoś czasu szukam w słuchawkach. Produktów z takimi systemami jest na rynku coraz więcej, ale czy liczą się tylko Sony i Bose? Sprawdziłem propozycję niemieckiej firmy Teufel.

Niektórzy twierdzą, że rynek słuchawek jest już dawno rozdzielony między konkretnych producentów i nie ma sensu rozglądać się za innymi produktami. A później w recenzjach tych najpopularniejszych modeli czytam, że ktoś nabył sprzęt niezbyt popularnej firmy i jest nim zachwycony, a przy okazji wydał mniej. Teufel nie jest w naszym kraju specjalnie znany (choć może w Waszym otoczeniu ta nazwa częściej przewija się w rozmowach). Lautsprecher Teufel GmbH to niemiecka firma założona w 1979 roku, specjalizująca się w produkcji sprzętu audio. Kina domowe, Soundbary, urządzenia multiroom, słuchawki – trochę tych sprzętów mają na swojej stronie, a może i charakterystyczne logo z czerwoną literą T gdzieś Wam już mignęło, więc wiecie o jakiego producenta chodzi. Od kilku tygodni testuję bezprzewodowe słuchawki Teufel Real Blue NC. Jak się sprawdziły? Nieźle, choć do ideału trochę im brakuje.

Jakość wykonania i komfort użytkowania

Słuchawkom zdecydowanie daleko do taniego plastiku i mi dość klasyczny, ale i fajnie przemyślany projekt się podoba. Matową czerń połączono z lekko srebrnym odcieniem szarości i momentami przebito kilkoma czerwonymi wstawkami. Jest więc dość elegancko, ale nie krzykliwie. Firma mogłaby trochę odpuścić z logotypami – jeden dostajemy na górze na pałąku, dwa dodatkowe na jego zakończeniu i jeszcze krótszy logos na muszlach. Dobrze natomiast, że wtapiają się w resztę konstrukcji i nie zdecydowano się na inny, odstający od niej kolor.

Do tego dość klasycznie, bez wymyślnych systemów regulacji pałąka czy trudnych do wciśnięcia przycisków. Te odpowiednio wystają i nie ma problemu z ich zlokalizowaniem gdy słuchawki są na głowie. Samo ANC, czyli system redukcji dźwięków otoczenia obsługiwany jest za pomocą fizycznego przełącznika, można go włączyć lub wyłączyć, bez zbędnego kombinowania.

Dodatkowo w prawej muszli umieszczono panel obsługiwany gestami i trochę żałuję, że i tu nie zdecydowano się na fizyczne przyciski. Kontrola gestami nie działa idealnie, ma pewne opóźnienie i nie zawsze idealnie odczytuje intencje użytkownika.

Na plus na pewno sztywne etui dodawane w zestawie. Sam akurat nie przepadam za zabieraniem takich dodatków w podróż, ale na pewno przysłużą się pozytywnie do stanu wizualnego słuchawek po kilku miesiącach użytkowania.

Na pierwszy rzut oka muszle wydają się dość małe, ale po założeniu słuchawek na głowę moje uszy idealnie się do nich mieściły, a słuchawki dobrze przylegały do głowy. Nic mnie nie uwierało, czaszka nie była ściskana i choć nie są to najwygodniejsze słuchawki jakie nosiłem, to nawet po kilku godzinach noszenia nie czułem dyskomfortu. Konstrukcja jest też składana, co na pewno pomoże w upychaniu słuchawek do plecaka, a odpowiednie wygięcie sprawia, że muszle nie uwierają kiedy zawiesicie sobie sprzęt na szyi.

Obsługa

Wspomniałem o dotykowym panelu na prawej muszli słuchawek. Niestety firma nie zdecydowała się na jakiekolwiek ikony informujące o efekcie wykonania konkretnych gestów, choć fajnie że takie grafiki pojawiają się na folii przyklejonej do sprzętu wyciągniętego z pudełka. Ale nie jest to przesadnie skomplikowane i szybko zapamiętacie co do czego służy. Głośność kontrolujemy gestami do góry i do dołu, w lewo i w prawo zmieniamy utwory, a naciskając na środek panelu pauzujemy lub puszczamy muzykę. Szkoda jednak, że gesty nie działają idealnie – zdarzało mi się zmieniać utwory podczas prób podgłoszenia lub przyciszać zmieniając utwór. Jest to jednak kwestia przyzwyczajenia i wyczucia, więc nie ma dramatu. Wolałbym jednak, by działało to choć minimalnie szybciej i było bardziej responsywne.

Przeczytaj też: Dlaczego kupiłem słuchawki Apple Airpods Pro?

Zdarzało mi się też, że uruchamiałem niechcący asystenta głosowego, przepraszałem też znajomych za przypadkowe telefony. Nie wiem od czego to zależy, bo takie akcje zdarzały się co jakiś czas i były dni kiedy nic nie uruchamiało się przypadkowo. Na przykład przez ostatnie dwa dni było ok, podczas robienia zdjęć zadzwoniłem do jakiegoś losowego numeru z książki adresowej, chwilę wcześniej niechcący naciskając panel na muszli

Jakość dźwięku i ANC

To jedne z cieplej brzmiących słuchawek jakich używałem i choć przez chwilę musiałem się do tego przyzwyczaić, to jednak bardzo przyjemnie słuchało mi się na nich muzyki. Ale dopiero po samodzielnym ustawieniu korektora – traktuję to jednak bardzo pozytywnie, przy braku dominacji dołu, góry czy środka – dźwięk ze słuchawek jest dość prosty do korekcji i szybko odwdzięcza się preferowanym brzmieniem. Jest dynamiczny, odpowiednio czysty i szczegółowy. Słuchawki dobrze radzą sobie zarówno na wysokich jak i niskich poziomach głośności, nie czułem też by brakowało im mocy, choć przy redukcji dźwięków otoczenia i tak nie będziecie wchodzić na najwyższe wartości.

Teufel Real Blue NC posiadają system aktywnej redukcji dźwięków otoczenia, uruchamiany umieszczonym na lewej muszli przełącznikiem. Zasada działania jest prosta – małe mikrofony rejestrują dźwięk z zewnątrz, by później słuchawki wycięły nam szumy otoczenia. Nie ma niestety poziomów – redukcja więc albo działa, albo nie. Brak możliwości regulacji jej natężenia trochę jednak rozczarowuje – nie znalazłem również dedykowanej słuchawkom aplikacji. Nie mam w tej chwili w domu żadnego nausznego sprzętu konkurencji, więc nie mogę porównać Teufel Real Blue NC z nowymi propozycjami Bose czy Sony, ale czuję, że ANC jest słabsze i wycina mniej niż konkurencja. Odbiór tłumienia mocno zależy jednak od konkretnych warunków – wspomniane słuchawki zdawały się mocno odcinać od wszystkiego, Teufel natomiast bardziej wycina szum samochodów, silnika samolotu, wycie mojego laptopa podczas większego obciążenia lub szum klimatyzacji, a mniej dźwięki typu kroki, czy stukanie w mechaniczną klawiaturę. Ale też jest to o wiele tańszy sprzęt niż wspomniane wyżej propozycje konkurencji. Najlepiej Teufel Real Blue NC sprawdziły mi się w samolocie i podczas spacerów ruchliwymi warszawskimi ulicami. Samochody jechały sobie obok, a ja słyszałem tylko trąbienie czy ruszanie z piskiem, odcinając się od jednostajnego dźwięku silników w korkach czy szumu opon na asfalcie.

Jedno ładowanie słuchawek Teufel Real Blue NC z włączoną redukcją dźwięków otoczenia powinno wystarczyć na około 20-21 godzin pracy, przy czym czas odpowiednio się wydłuży jeśli zdecydujecie się na połączenia kablowe. Ja jednak już całkowicie przeszedłem na BT i nie wyobrażam sobie powrotu do kabli na smartfonie. Dodam również, że nie miałem żadnych problemów z bezprzewodowym połączeniem Teufel Real Blue NC – zarówno na iOS jak i Androidzie.

Teufel Real Blue NC – czy warto?

Na stronie producenta, Teufel Real Blue NC wyceniono na 769 złotych (promocja z 999 złotych) i to bardzo fajna cena jak za sprzęt z takim wykonaniem, jakością dźwięku, działaniem ANC i komfortem użytkowania. To o połowę taniej niż chwalone przeze mnie jakiś czas temu Bose Noise Cancelling Headphones 700 i o około 400 złotych mniej niż świetne Sony WH-1000XM3.

Jeśli miałbym ułożyć te trzy modele w kolejności, wygrałoby Bose, za nimi Sony, ostatni byłby Teufel – co nie znaczy jednak, że słuchawki są złe. To udany sprzęt za rozsądne pieniądze i jeśli Wasz budżet musi się zamknąć dużo niżej niż 1000 złotych, a szukacie dobrze brzmiących, wygodnych słuchawek nausznych z aktywną redukcją dźwięków otoczenia – Teufel Real Blue NC zdecydowanie warto wziąć pod uwagę. Sam rozważam wymianę swoich wysłużonych (ale świetnych) Sony MDR 1ABT na nowszy sprzęt, tym razem już z ANC i na pewno wezmę Teufel Real Blue NC pod uwagę, głównie ze względu na stosunek możliwości i jakości wykonania do ceny, jaką trzeba za nie zapłacić.