1

Recenzja Plantronics Backbeat Pro 5100. Eleganckie, w pełni bezprzewodowe słuchawki z potknięciami

Plantronics BackBeat Pro 5100 to pierwszy dokanałowy przedstawiciel z linii PRO, która do tej pory zarezerwowana była wyłącznie dla nausznych modeli. Pojawienie się tego typu modelu w ofercie Plantronicsa uważam za ruch jak najbardziej słuszny - cieżko mi wskazać dominujący produkt na rynku „pchełek” premium podczas, gdy z w segmencie nausznych od jakiegoś czasu nie mogę się oprzeć wrażeniu, że karty zostały rozdane i główne batalie toczą się między Sony (Seria 1000XM) i Bose (Seria QC).

Autorem recenzji jest Kamil Ściana

Nie dalej jak w maju tego roku miałem okazję testować jeden z flagowych modeli słuchawek od Plantronicsa, które bardzo szybko skradły moje serce i wypełniły pewną lukę, która towarzyszyła mi przy aktywnościach sportowych. Z czasem okazało się, że nie tylko, bo Backbeat Fit 3100 stały się kompanem codziennych wędrówek wśród biurowców Mokotowa. W międzyczasie firma wprowadziła kilka nowych produktów – między innymi kolejne generacje dla 3100 oraz sportowy nauszny model – 6100. Jednak spośród nowego portfolio to Plantronics BackBeat Pro 5100 najmocniej przykuwają uwagę.

Zacznijmy klasycznie, od tego co otrzymujemy po wyjęciu z pudełka. Firma zdążyła już mnie przyzwyczaić do dość ascetycznej formy, w której sprzedają swoje produkty, stąd w czarnym pudełku nie znajdziemy nic więcej poza zgrabnie ułożonym etui do ładowania ze słuchawkami w środku, kabelkiem, 2 parami dodatkowych wkładek i instrukcją. Same słuchawki sprawiają wrażenie naprawdę solidnych – nie ma tutaj miejsca na plastik-fantastik – połyskująca powłoka na zewnątrz, metaliczne wykończenie mikrofonów i dokanałowa cześć słuchawek prezentują się po prostu świetnie. Ponadto same słuchawki są niesamowicie lekkie, bo para waży zaledwie 11,6 gramów i przy testach nie odczuwałem żadnego dyskomfortu, co akurat w tego typu modelach nie jest sprawą oczywistą. Fabrycznie dostajemy wkładki o rozmiarze medium, które idealnie wpasowały się w moje ucho – tym samym mały i duży rozmiar nie miały nawet potrzeby wyjęcia z foli. Malutkie etui do ładowania (które wg. specyfikacji producenta dodaje podobno 13h czasu pracy) również sprawia wrażenie bardzo solidnego.

Wydawać by się mogło, że pierwszy krok mamy udany, ale muszę zwrócić uwagę na 2 elementy, które psują obraz doskonały. Pierwszy element, chociaż dla mnie do wybaczenia, to brak USB-C w etui, które przy takim poziomie cenowym (ok. $170) powinien być już standardem. Już bardziej zrozumiałe jest to dla mnie przy bliskiej konkurencji w postaci Jabry Elite 65t, której cena wynosi ok. 500 zł. Drugi to kolei specyficzna konstrukcja wkładek dokanałowych, która praktycznie uniemożliwia wymianę na wkładki od innych producentów

Okej, pierwsze spojrzenie za nami – możemy zatem przejść do parowania. Proces łączenia słuchawek z chociażby iPhone’m XS jest prosty, bezbolesny i już po chwili można zacząć zabawę z muzyką. Utwory, na których testuję słuchawki możecie znaleźć pod linkiem do Spotify.

W kwestii komfortu użytkowania, plusem jest brak charakterystycznego ciśnienia, które czasem można odczuć przy korzystaniu z dokanałówek. Nawet kilkugodzinna sesja z 5100 nie wywoływała poczucia niepotrzebnego dyskomfortu. Warto też dodać, że dokanałowa konstrukcja dość dobrze izoluje dźwięki otoczenia, chociaż skłamałbym jakbym powiedział, że niesłyszalne są dla mnie odgłosy aut i rozmów w trakcie drogi do pracy. Wgląda na to, że przyzwyczajenie do ANC z 1000MX już nieco mnie wypaczyło.

Przechodząc natomiast do walorów dźwiękowych, moim głównym zaskoczeniem było to, że w 5100 jest ciszej niż 3100, chociaż dokanałowa konstrukcja wskazywałaby, że będą głośniejsze. A przynajmniej, że nie będzie wymagane podkręcanie głośności w telefonie na ok. 85%, co z kolei w sportowym modelu jest dla mnie wystarczającą wartością w spokojnych warunkach (czyt. nie muszę zagłuszać muzyki na siłowni). Bass jest głębszy w 5100, ale mam wrażenie że utwory tracą na szczegółowości szczególnie w tonach wysokich. Niskim tonom nie mogę z kolei wiele zarzucić. O ile dźwięk w ogólnym rozrachunku jest na poprawnym poziomie (acz moim zdaniem 5100 grają gorzej niż 3100), tak spory minus należy się Plantronicsowi, za brak jakiejkolwiek możliwości modyfikacji profili audio z poziomu aplikacji – choćby w postaci equalizera. Mamy wiele funkcji mocno związanych ze sterowaniem (o czym nieco później), a zabrakło naprawdę podstawowego korektora, który mógłby wpłynąć na werdykt.

Mamy jeszcze też kwestię rozmów – w trakcie testów słuchawek wykonałem kilka telefonów w różnych warunkach otoczenia – od spokojnego zacisza domowego, poprzez spacery po Mordorze na Domaniewskiej, aż po tłoczną stację metra – we wszystkich sytuacjach słyszałem moich rozmówców głośno, wyraźnie i z drugiej strony również otrzymywałem taką opinię. Za jakość rozmów w dużej mierze odpowiada system WindSmart oraz 4 mikrofony, który filtrują szumy tła, chociaż w trudniejszych warunkach (jak wspomniana stacja metra) jego skuteczność już pozostawia nieco więcej do życzenia. Nadal jednak, jeśli skupimy się na codziennych sytuacjach, przyznam że system sprawuje się świetnie – dla mnie wystarczającym dowodem jest moment, kiedy rozmówca nie jest w stanie jako określić, czy korzystam rzeczywiście ze słuchawek, czy też mam telefon przy uchu.

Oczywiście nie obyło się też bez testów czasu pracy na baterii. Według danych z aplikacji BackBeat, słuchawki powinny wytrzymać ok. 6,5h. Sprawdziłem to podczas krótkiej wyprawy do Paryża, w czasie którego odsłuch zacząłem ok. 45 min przed startem i zakończyłem po 2,5h lotu bardzo często zmieniając moje ulubione utwory na playliście. Stan baterii pokazał mi wówczas jeszcze 37% naładowania. Można zatem spokojnie przychylić się do stwierdzenia, że producent nie rozminął się z faktyczną wydajnością 5100.

Sterowanie słuchawkami to z kolei klasyk, który znany jest choćby z modelu Fit 3100 – za przełączanie utworów lub zmianę poziomu głośności odpowiadają dotykowe błyszczące panele. Nadal podtrzymuję opinię, że nie jest to najbardziej intuicyjne rozwiązanie (aczkolwiek jak najbardziej estetyczne), bo chociażby do tej pory nie udało mi się poprawnie zmienić poziomu głośności. Przyciski bardzo delikatnie reagują na dotyk, a przy przemierzaniu ulic raczej potrzebuję pewnej kontroli. W razie jednak, gdybyśmy i tak nie chcieli korzystać ze zmiany głośności z poziomu słuchawek, można wykorzystać aplikację Plantronicsa do przypisania przyciskom innych funkcji – np. do sprawdzenia stanu baterii przy jednym „tapnięciu” czy informacji o godzinie przy dwóch. Na duży plus oceniam też funkcję pauzowania utworów w momencie wyjęcia z ucha dowolnej słuchawki. Często potrzebuję tylko przywitać się lub coś usłyszeć przez chwilę – fajnie, że można zapomnieć o dodatkowym klikaniu.

I tak oto prezentują się BackBeat Pro 5100. Słuchawki, z którymi przyznam mam niemały problem, bo nie jestem w stanie do końca ocenić ich przeznaczenia. Nie jest to raczej produkt, który kupią osoby celujące w ANC i dźwięk wyrywający z butów (te pójdą w 1000MX czy może nawet AirPodsy Pro), nie zainteresują się osoby uprawiające sporty (tutaj już sam Plantronics dostarcza) i ostatecznie są produktem droższym niż podobne rozwiązania konkurencji (czy to mowa o  wspomnianej Jabrze czy choćby Samsungach Galaxy Buds). 5100 porównałbym do eleganckich butów, które zakładamy na specjalne okazje, a przy których przymykamy oko na pewne mankamenty. Bo jednak świadomy zakupu klient doceni oszczędny i elegancki design, który rzeczywiście się wyróżnia na tle różnych słuchawkowych potworków.

Wymiary, które sprawiają, że słuchawki są bardzo mało widoczne, świetny system rozmów oraz niezły czas pracy na baterii. Tym samym cierpliwie czekam na… kolejną generację. Dodanie USB-C (chociaż ładowania bezprzewodowego) czy korektora i ANC sprawi, że kolejne dokanałowe słuchawki z rodziny Pro mają potencjał na stanie się rynkowym killerem. Na razie pierwszy krok został wykonany i mam nadzieję, że Plantronics wyciągnie z niego odpowiednie wnioski.