14

Moja droga do pełnej bezprzewodowości – test słuchawek Plantronics BackBeat Fit 3100

Moja droga do znalezienia idealnych słuchawek sportowych to może nie jest temat na żadną wielką książkę, ale pewnie nada się kilkanaście dobrze skrojonych Stories na Instagramie. A wszystko zaczęło się od… filmu. Tak, filmu.

Autorem recenzji jest Kamil Ściana

Dokładnie 11 lat temu, do kin trafiło całkiem nieźle obsadzone „Definately Maybe” (ale z czasów kiedy Ryan Reynolds jeszcze podejmował złe decyzje co do angażu w produkcjach), a które urzekło moją technologiczną cześć duszy początkową sceną z w pełni bezprzewodowymi Sennheiserami WX M1 (nie o tym jest dzisiejszy tekst, ale odsyłam Was do fragmentu). Pomyślałem sobie „Tak, w tym kierunku zmierzamy. I potrzebuję tego teraz”.

Od tamtego momentu sporo się zmieniło. Mialem całkiem długi etap w życiu z bieganiem (do którego z lepszym bądź gorszym skutkiem wracam), diety, ścianki wspinaczkowe, udziały w większych impreza biegowych (bo prawda jest taka, że jak wydasz już kasę to potem trochę szkoda by było odpuścić…). Tak czy inaczej muzyka w uszach towarzyszyła mi nieustannie, tak jak i poszukiwanie idealnego towarzysza serwującego tło do aktywności.

Słuchawek przewodowych załatwiłem tyle, że pewnie nie wymieniłbym wszystkich. Era bezprzewodowych na pałąku rozpoczęła się wraz z Plantronicsami Backbeat Go, na które trafiłem po tygodniach poszukiwań, co skończyło się… zwróceniem słuchawek z dość prozaicznego powodu. Odstające słuchawki w moich uszach wyglądały po prostu komicznie (w sensie ja, słuchawki wyglądały w porządku).

Poszukiwania trwały nadal. W międzyczasie urósł też budżet, który w pewnym momencie pozwolił na Jaybird Bluebuds X, które w swoim czasie (a był to 2016 rok) stanowiły czołówkę bezprzewodowych słuchawek sportowych zarówno pod kątem wydajności baterii jak i jakości dźwięku. Ale… to nadal było za mało dla mnie. Z Jaybirdów korzystałem kilka dni i chociaż miały imponującą już wtedy wydajność (wg. producenta na poziomie 8 godzin, chociaż w rzeczywistości było mniej), tak ponowie… moja głowa nie nadawała się na owe słuchawki.

Niebawem potem poszedłem na kompromis – mniej estetyczny wygląd pogodziłem z jeszcze wyższą wydajnością i ogólnie mniejszymi wymiarami słuchawek. Powróciłem na nowo do Plantronicsa i tak na niemal 1,5 roku zaprzyjaźniłem się z BackBeat Fit. Zakup nieco utwierdził mnie w przekonaniu że Plantronics nieźle rozumie osoby aktywnie spędzające czas, dlatego kolejny mój wybór padł na lżejsze BackBeat Fit 300, które aktualnie pełnią funkcję podstawowych słuchawek do biegania outdoorowego i na siłownię. Na jak długo? Oceńmy po testach nowego dziecka – BackBeat Fit 3100 – czyli w pełni bezprzewodowym słuchawkom, do których przez lata dojrzewałem, a które w końcu zagościły na mojej głowie.

Zacznijmy od podstaw, czyli co widzimy po wyjęciu z pudełka.

Zestaw otrzymujemy w niewielkim etui, który stanowi jednocześnie powerbank dla słuchawek umożliwiający dwukrotne naładowanie zestawu (czyli otrzymujemy dodatkowe 10 godzin  do bazowych 4-5h słuchania wg. założeń producenta), kabelek do ładowania etui i… w sumie to wszystko. Czy potrzeba więcej? Przyznam, że brakuje mi wymiennych nakładek, bo to jednak element który najszybciej się zużyje, lub by mieć możliwość lepszego dopasowania do kształtu ucha. Jest to pewne niedociągnięcie patrząc na cenę. To, co z kolei pozytywnie mnie zaskoczyło to samo etui, które po włożeniu słuchawek automatycznie odłącza je od mojego telefonu i po wyjęciu od razu paruje. Mały detal, który cieszy.

Punkt drugi i dla mnie jeden z najistotniejszych – estetyka i wygoda

Po pierwszym przejrzeniu się w lustrze ze zdumieniem stwierdzam, już nie wyglądam jak idiota dziwnie. To coś, co sprawia, że nie mogę ciągle się przekonać do AirPodsów, które w mojej opinii wyglądają nadal jak standardowe słuchawki z uciętym kablem. Dziś myślę, że mam model, który spokojnie mogę założyć nie tylko do ćwiczeń na siłowni i biegania, ale też świetnie sprawdzają się na co dzień. W ostatnich 2 tygodniach były to główne słuchawki towarzyszące mi w trasie do i z pracy. Chociaż posiadają też zauszniki, nie przeszkadzało mi to również założyć okulary. Zauszniki pewnie trzymają się uszu i też muszę pochwalić producenta –  ani razu nie miałem poczucia że coś mnie uwiera i przeszkadza w treningu. Pomaga też tutaj fakt, że słuchawki mają minimalistyczny design – próżno szukać tutaj klasycznych fizycznych przycisków, które stanowiłyby przeszkodę. Sterowanie natomiast odbywa się poprzez dotykowe panele na słuchawkach umożliwiające wyłączanie/włączanie zestawu, zmianę utworu (słuchawka prawa) czy zmianę głośności (słuchawka lewa). Przyznam, że ostatni punkt sprawił mi najwięcej problemu i każdorazowe bieganie zaczynałem od ustawienia głośności na telefonie – zmiana głośności na słuchawce w trakcie biegu była dość uciążliwym zadaniem i po wielu próbach po prostu odpuściłem taką zabawę.



W porządku, a jak grają?

Nigdy nie miałem zbyt dużych wymagań do konstrukcji sportowych, te rezerwowałem do bardziej audiofilskich rozwiązań (w moim przypadku najbliżej mają Sony 1000XM2, które z resztą polecił mi Paweł). Zdaję sobie sprawę, że po niewielkich słuchawkach przeznaczonych na maksymalnie 2-3 godzinny trening nie mogę oczekiwać bogatej szczegółowości dźwięku, a przynajmniej żeby nadrabiały głośnością i basem. Mam dobre porównanie do dokanałowego modelu FIT 305, który chociaż dobrze izoluje mnie od otoczenia, tak dźwięk jest bardzo płytki i zimny. Pozytywnie zaskoczyła mnie jakość dźwięku 3100, które oferują o wiele cieplejsze brzmienie, głębszy bas i zdecydowanie częściej docierały do mnie szczegóły w wybranych utworach – a że moje playlisty treningowe są w dużej mierze oparte o kawałki z filmów, tak jest to dla mnie duży skok jakościowy.

Będąc przy dźwięku, warto też dodać 2 słowa o wbudowanym mikrofonie. Zwykle staram się nie prowadzić rozmów przez zestawy dedykowane sportowym aktywnościom – poprzednie modele słuchawek skutecznie zniechęcały zarówno mnie jak i rozmówców. Tutaj przyznaję, że Plantronics postarał się przede wszystkim o izolację dźwięków otoczenia, w związku z czym nikt z moich rozmówców nie narzekał na potencjalne szumy, a ja również rozmowę słyszałem czysto i wyraźnie. W czasie testów nie doświadczyłem też poważniejszych problemów z łącznością – jedynie sporadyczne sytuacje, kiedy baterie były już na ostatnim oddechu.

Podsumujmy. Czy to czas na zmiany dla mnie?

Powiem krótko – tak. 3100 przekonały mnie przede wszystkim do zmiany myślenia o słuchawkach w pełni bezprzewodowych, które nie tylko będą miały dla mnie zastosowanie na treningu, ale jako codzienny dostawca tła w podróżach po miejskiej dżungli. Nie będzie to naturalnie ani rozwiązanie uniwersalne, ani którymi zainteresuje się audiofil, ale z pewnością jest to kolejny krok do pogrzebania standardowych słuchawek kablowych (ot takich, które otrzymujemy z telefonem).

3100 na pewno zainteresują się osoby, które już mają przećwiczone rozmaite modele słuchawek (przewodowe, bezprzewodowe połączone kablem), a znając swój cykl treningowy będą w stanie poświęcić kilka godzin muzyki (moje kablowe zwykle wytrzymywały ok. 7-8h na jednym ładowaniu) na rzecz naprawdę wygodniej konstrukcji, minimalistycznej budowy i niezłej jakości dźwięku. Wszystko to za cenę w granicach 600 złotych (za tyle znajdziecie je np. w Decathlonie), co nadal jest dość wysoką kwotą jak na słuchawki dedykowane sportowym aktywnościom. Pamiętajmy jednak, że mówimy o bardzo świadomym odbiorcy, który poszukując wygody i pełnej bezprzewodowości zdecydowanie powinien wziąć produkt Plantronicsa pod uwagę.