9

Wczoraj sprzątałem sklep, a dziś ćwiartuję potwory, które plugawią świat. Recenzja Moonlighter

Kiedy inni zanurzyli się w brutalny świat pełen zombie, motorów i zapachu palonej gumy, ja postanowiłem wcielić się w sprzedawcę sklepu. Nie takiego zwykłego, gdzie kurczak kosztuje 16zł za kilogram, ale w całkowicie innej branży. W mieście Rynoka miałem chatkę, kilka półek i nie pozostało nic innego, jak rozkręcić biznes. Tylko jak to zrobić, gdy okolica taka pusta, klientów mało, a jedyne co jeszcze przyciąga ludzi, to mistyczne lochy, których wszyscy się boją? Za namową pewnego mędrca postanowiłem je sprawdzić. Szybko okazało się, że są dobrym źródłem surowców, a podczas wypraw nauczyłem się kilku nowych rzeczy. Na przykład skok w przepaść nie zawsze musi oznaczać śmierć.

Nie ukrywam, że ostatnio nie miałem kompletnie ochoty na gry, które stawiają przede wszystkim na współzawodnictwo w sieci. Jako fan FPS-ów nawet ja miałem dość. Skierowałem swój wzrok na nieco inne tytuły. W ucieczce od klasycznych uciech pomógł mocno Mortal Kombat 11, który uważam za najlepszą bijatykę, jaką widział świat, ale nawet on musiał na pewien czas ustąpić innej produkcji. Niby taka mała i niepozorna, a całkowicie skradła moje serce. Mowa tutaj o Moonlighter, gdzie mogłem wcielić się w odważnego sprzedawcę, który za dnia stoi za ladą, a po nocach grasuje po lochach i walczy z potworami. Elementy roguelite, walka rodem z The Legend of Zelda, mały system ekonomiczny i uroczy pixelart. Tego mi było trzeba i strasznie żałuję, że tak długo zwlekałem, aby dać szansę temu tytułowi.

Wielu próbowało, nikt jednak nie podołał

Jeśli szukacie gry, która fabularnie wywróci Wasz świat do góry nogami niczym Płotkę z Wiedźmina, to muszę Was rozczarować. Główny wątek Moonlighter nie zalicza się do takich produkcji. Jego siłą jest klimat, dobrze zbalansowana rozgrywka i przyjemna dla oka oprawa. To jedna z tych pozycji, gdzie człowiek mówi sobie “jeszcze jeden loch”. Nie oznacza jednak, że nie ma tutaj żadnej historii. Gracz wciela się w młodego chłopaka o imieniu Will, który od najmłodszych lat chciał zostać bohaterem. Niestety, wywodząc się z rodziny kupców, musiał odłożyć swoje marzenia na bok i pomóc przy biznesie. Gdy jego rodzice umierają nasz protagonista odziedzicza sklep Moonlighter i pozostaje wierny tradycji.

Zobacz także: Przepiękny świat, pełen włóczki, zagadek i niebezpieczeństw. Unravel Two

Przynajmniej za dnia. Miasto Rynoka nie jest już tak popularne, jak kiedyś. Wojownicy, sprzedawcy i turyści przestali odwiedzać to miejsce. Wszystko przez tajemnicze lochy, które stały się zbyt niebezpieczne. Większość z nich zostało zamkniętych, pozostawiając jedynie jeden dostępny. Nikt nie wie, kto je stworzył, dlaczego można w nich spotkać magiczne kreatury i czy ich istnienie ma jakiś większy cel. Will doskonale wiedział, że w takiej sytuacji prowadzenie sklepu nie ma sensu i trzeba coś zmienić. Po rozmowie z przyjacielem rodziny Zenonem postanawia odwiedzić mistyczny loch. Kieruje nim nie tylko chęć zdobycia skarbu, który potem będzie mógł sprzedać, ale przede wszystkim szansa na zostanie bohaterem. Czy mu się to uda? Wszystko w rękach gracza.

Wszystko dla pieniędzy

Jak wspomniałem wcześniej, omawiany Moonlighter oferuje elementy z różnych gatunków. System walki dość mocno przypomina to, co można było doświadczyć w starszych odsłonach The Legend of Zelda. Will na początku ma do dyspozycji jedynie miecz i tarczę, dopiero później może znaleźć lub kupić zupełnie inną broń. Pierwszy scenariusz jest mało prawdopodobny. Narzędzia do walki bardzo rzadko znajdują się w skrzyniach, a z przeciwników wypadają niezbyt często. Trzeba więc wykorzystać trochę surowców i złota, aby nosić ze sobą coś lepszego. Tylko jest jeden problem. Protagonista nie jest kowalem, więc sam nie wykuje sobie nowych broni.

Tutaj trzeba specjalisty, którego nie znajdziemy ot tak. Należy zainwestować w rozwój miasta, aby takowy do niego przybył i otworzył biznes. Dopiero wtedy Will będzie mieć dostęp do nowych oręży, łuków, mieczy dwuręcznych i tak dalej. Chcecie Potiony? Możecie ich szukać po lochach, ale gwarantuje, że im głębiej zajdziecie, tym mniej ich znajdziecie. Jeśli jednak podzielicie się złotem, to do Rynoka przybędzie ktoś, to Wam takie mikstury przygotuje. Mając niezbędne składniki, ich cena nie będzie aż tak wysoka. W razie braków można również je nabyć, ale sakiewka bohatera szybciej się uszczupli. Trzeba więc chodzić do lochów, zbierać co się da, a w dzień sprzedawać znalezione graty, znaczy się skarby!

Pokonaj, zbierz, sprzedaj, powtórz

Schemat rozgrywki w Moonlighter jest prosty i przyjemny. Nie ukrywam, że niektórym może się on znudzić, ale według mnie ludzie z Digital Sun dobrze to wszystko zbalansowali. Każdy loch jest podzielony na trzy poziomy, gdzie na ostatnim czeka boss. Przeciwników jest sporo, każdy inaczej się zachowuje, porusza i atakuje. Na jednych lepszy będzie krótki miecz, drugich lepiej obijać czymś większym, a jeszcze innych najbardziej opłaca się atakować z dystansu. Will potrafi bronić się tarczą, wymierzać ciosy, a w przypadku danych broni potrafi również wyprowadzać ataki specjalne. Oczywiście, chłopak potrafi również wykonywać proste uniki. Nie ma tego wiele, ale wierzcie mi, że taki wachlarz ruchów w zupełności wystarcza. Podczas starć mogą nam pomagać miniaturowe wersje kilku napotkanych przeciwników.

Zobacz także: Genialny indyk Sci-fi – Oxenfree

Te małe NPC nie sprawiają, że nagle zabawa staje się prostsza, ale tutaj kogoś dziabną, tam przyniosą jakiś przedmiot. Warto więc zabierać takich pomagierów ze sobą. Im dalej w lochu, tym wybór będzie większy. Gra nie jest jakaś wybitnie trudna, ale łatwo stracić cały pasek życia. Wtedy wszystko to, co mieliśmy w plecaku, przepada bezpowrotnie. Dlatego też wspomniałem, że mamy tutaj namiastkę roguelite. Nie martwcie się jednak śmierć nie jest tak bolesna, o ile nie przedarliście się na trzeci poziom lochu i nie zabiła Was jakaś mała gnida. Wtedy rzeczywiście ciśnienie może podskoczyć. Po pokonaniu bossa odblokowuje się kolejna lokacja, a wraz z nią nowe monstra, przedmioty i lokacje pełne niebezpieczeństw. Dane miejsca będziecie odwiedzać po kilka razy i szybko zauważycie, że lochy są zawsze inne. Lokacje generują się losowo, dzięki czemu nie ma takiego poczucia wtórności.

Od zera do bohatera

System sprzedaży jest naprawdę bardzo przyjemny. Wystawiamy swoje towary, ustalamy ich cenę i patrzymy na reakcję klientów. Te zostały podzielone na różne warianty. Ludzie mogą cieszyć się, że kupili coś za bezcen, docenić dobrą cenę, z lekkim grymasem stwierdzić, że trochę za drogo lub całkowicie się wkurzyć, bo życzymy sobie za wiele. Większość ich “humorów” zapisuje się w naszym notatniku, aby potem było wiadomo, jak dane rzeczy wyceniać. Niestety, nie wszystko zostaje zapisane. Nie wiem, czy to wina gry, czy tak ma po prostu być, ale czasami podnosiłem lub obniżałem ceny, a te nie były rejestrowane. Na szczęście, ostatnia wartość danego przedmiotu zawsze się zapisuje, więc można na tym bazować.

Z początku nasz sklep ma zaledwie cztery miejsca na handel. Później jednak można Moonlightera rozbudować. Dochodzą kolejne półki, gabloty, nowa kasa gwarantująca wyższe napiwki i wiele więcej. Zaczną się również pojawiać złodzieje, których trzeba łapać, ludzie z wyższych sfer, osoby szukające tylko konkretnych rzeczy i tym podobni. W pewnym momencie można również zatrudnić asystenta, dodać skrzynię, gdzie będą lądować fanty promocyjne, a także postawić kwiatki, które poprawią sytuację w sklepie. Ogólnie, jest tego naprawdę sporo. Kiedy będziemy wystawiać dane rzeczy zbyt często, popyt na nie zmaleje, a klienci nie będą chcieli ich kupować w tej samej cenie. Zapotrzebowanie na dany przedmiot jest jednak monitorowane i można je zawsze sprawdzić w naszym inwentarzu. Czasami więc lepiej coś schować do skrzyni i poczekać na moment, gdy znowu będzie więcej chętnych.

Uroczy i fantastyczny świat Moonlighter

Pewnie już wiecie, że recenzowana produkcja to produkcja 2D ze ślicznym pixelartem. Choć prosta w swoim schemacie, muszę przyznać, że deweloper zadbał o brak dużej powtarzalności. Lokacje, choć generowane losowo, są naprawdę bardzo ładne. Zarówno Will, mieszkańcy, klienci, jak i potwory oraz bossowie prezentują się równie dobrze. Nie czułem, że gram w mały tytuł z mniejszym budżetem, bo choć świat nie jest duży, to wydaje się tętnić życiem. Animacje są szczegółowe i widać, ile włożono w nie pracy. Podobnie jest zresztą z oprawą audio. Przyjemne melodyjki rodem z japońskich RPG-ów idealnie pasują do Moonlightera. Pozwalają zanurzyć się w rozgrywkę i człowiek nawet nie wie, kiedy minęło 5 godzin od włączenia tej gry. Dawno czegoś takiego nie czułem i cieszę się, że omawiany tytuł przywrócił mi ten stan.

Dzieło Digital Sun jest dostępne na wszystkich wiodących platformach: PlayStation 4, Xbox One, PC (Steam, GOG, Windows 10 Store) oraz Nintendo Switch. Osobiście zdecydowałem się na ostatnią pozycję i muszę przyznać, że to był świetny wybór. Charakter Moonlighter pozwala rozkoszować się zabawą zarówno na TV, jak i w podróży. Wystarczy kilka chwil na zwiedzenie choć jednego poziomu lochu. Dodatkowo, gra posiada również polską wersję językową. Doskonale zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy będą podzielać mój entuzjazm. Brak tutaj rozbudowanej fabuły, częsta walka i borykanie się z klientami nie są czymś, co porwie każdego. Mimo to, gorąco zachęcam każdego, aby chociaż dał tej grze szansę. Nigdy nie wiadomo, czy bycie bohaterem i sprzedawcą, to coś, co zawładnie Waszym czasem. Ja się nie spodziewałem, a obecnie codziennie latam za fantami, aby uzbierać na lepszy sprzęt i zgarniać jeszcze więcej złota, za znalezione przedmioty. Nikt nie jest bohaterem ot tak, ale szybko można się nim stać.

Ocena: 8.5/10

Plusy:

– Prosta, wciągająca i przyjemna
– Piękny pixelart
– Ciekawa kombinacja kilku gatunków
– Oferuje więcej niż się z początku wydaje
– Dobrze zbalansowane systemy rozgrywki
– Wyważony poziom trudności

Minusy:

– Reakcje klientów nie zawsze się zapisują
– Fabularnie mogłoby być lepiej
– Kilka bugów i niedociągnięć