26

Dobrze, że nie uwierzyłem recenzentom. Warcraft: Początek to naprawdę dobry film

Z seansem Warcraft: Początek zwlekałem długo. Z jednej strony podobały mi się zwiastuny, z drugiej entuzjazm opadł po przeczytaniu recenzji krytyków filmowych. 32% na Metacritic również nie nastrajało optymistycznie - ale zaryzykowałem. I hej - to jest naprawdę fajny film!

Współczuję twórcom filmów opartych na grach. Nawet jeśli biorą się za płaskie, jednowymiarowe produkcje, prawie nigdy nie potrafią sprostać oczekiwaniom graczy. A to źle zmieniona historia, a to kiepscy aktorzy, nie takie zakończenie, słabe efekty. Dobrych filmów na podstawie gier jest jak na lekarstwo i chyba większość z nas spodziewała się, że Warcraft: Początek to jedynie skok na kasę, tymczasem ja dziś śmiało dodaję go do listy moich ulubionych filmów opartych na grach.

Film nie jest kalką wydarzeń znanych z serii Warcraft, przynajmniej nie jeden do jednego – ogólny sens konfliktu na linii ludzie-orki został jednak zachowany. Nie ma sensu doszukiwać się różnic, bowiem film to nie gra i doskonale rozumiem, że pewne ustępstwa czy zmiany musiały zostać poczynione, by ten dwugodzinny obraz dało się obejrzeć. A trzeba przyznać, że film jest zgrabny, nie znalazłem w nim zapychaczy czy sztucznego wydłużania. Twórcy doskonale wiedzieli, że jest tu sporo do pokazania, wielu bohaterów do przestawienia i trzeba od razu walić z grubej rury.

Tylko dla fanów Warcrafta

I tak właśnie jest. Pierwszych pięć minut pozwala sądzić, że Warcraft: Początek wprowadzi do świata stworzonego przez Blizzarda postronnego widza i spokojnie przedstawi mu to uniwersum. Tymczasem praktycznie od samego początku statystyczny Kowalski poczuje się zagubiony i przytłoczony ilością bohaterów, wydarzeń i wątków. To film dla osób znających uniwersum Warcraft i nikt nie próbuje tego maskować. Oczywiście te dwie godziny wytrzyma każdy, ale bez przynajmniej minimalnej znajomości wirtualnego świata gry nie zrozumie jednak praktycznie nic. I jakkolwiek dziwnie to brzmi – wielkie brawa dla twórców, świetna decyzja.

Bazowanie na tym, że na sali jest więcej fanów niż przypadkowych widzów pozwoliło twórcom pominąć niepotrzebne wprowadzenie i od razu przejść do „mięsa”. Przeniesienie klimatu znanego z gier udało się wręcz idealnie. Oczekiwaliście aktorów wspinających się na wyżyny swoich możliwości, egzystencjalnych problemów, filozoficznych rozmyślań i wielowarstwowych wątków? A przepraszam – takie rzeczy pojawiały się w grach? Owszem, wątków była cała masa, ale seria Warcraft zawsze jasno określała dobro i zło, zdrady były często proste do przewidzenia, a naiwność bohaterów wręcz rozczulająca. Dokładnie tak samo jest w filmie.

Tu nie ma miejsca na niepotrzebne zapychacze, choć oprócz walki będziecie świadkami rodzącej się miłości, relacji na linii ojciec-syn, zdrady czy desperackiej walki o przetrwanie. Karuzela jedzie szybko, czasami na obrotach wręcz niebezpiecznie wysokich, starając się w tych dwóch godzinach pokazać jak najwięcej. Film naładowany jest akcją aż do przesady, a rozpoczętych wątków starczyłoby pewnie na trzy spin-offy. Jestem totalnie zaskoczony intensywnością tego obrazu i mówiąc szczerze spodziewałem się raczej wystrzelania z pomysłów po pierwszych dwóch kwadransach.

To gra Warcraft posłużyła jako baza do stworzenia tego filmu

Ależ to wygląda

Wizualnie Warcraft: Początek to pierwsza liga. Świetne CGI, często niesamowite kadry i krajobrazy – a przede wszystkim klimat, przez który mam nieodpartą chęć powrotu do Warcrafta III i ponownie zastanawiam się czy nie kontynuować skromnie rozpoczętej przygody z World of Warcraft. Wszyscy rycerze ze strony ludzi chodzą w absurdalnie dużych zbrojach płytowych, orkowie to nabite mięśniami „koksy”, czary mają taki rozmach, że rozświetlają się pół kadru, a kiedy gryfon wlatuje w tłum przeciwników, ciała latają jak szmaciane lalki. Jedni bohaterowie są absurdalnie naiwni, inni kosmicznie silni i sprawni – to jest Warcraft, a nie jakieś pitupitu próbujące udawać rzeczywistość. Ba, jest nawet czar polymorph, po którym przeciwnik zamienia się w owcę.

Tak dla jasności

Wacraft: Początek to tak zwane guilty pleasure. Film nie jest ambitny, nie ma drugiego dna, skomplikowanych wątków czy przejmującej gry aktorskiej. To typowe popcornowe kino dostarczające emocji i cieszące oczy. Wieje tu typową dla produkcji Blizzarda tandetą, kiczem i plastikiem – dokładnie tak, jak w grach. Taki miał być ten film i taki jest, doszukiwanie się w tym obrazie głębi nie ma najmniejszego sensu.

Werdykt

Żałuję tylko tego, że tak długo zwlekałem z obejrzeniem Warcrafta. Sam jestem sobie winien, niepotrzebnie sugerowałem się recenzjami na stronach poświęconych filmom – mam nauczkę na przyszłość. To naprawdę niezły obraz, z ciekawym, przypominającym grę klimatem, wierny elektronicznej odsłonie, dynamiczny, bez zbędnych fragmentów. Wizualnie świetnie zrealizowane, emocjonujące widowisko fantasy, którego fani Warcrafta nie mogą ominąć. Tak właśnie wyobrażałem sobie konflikt ludzi z orkami i mam nadzieję, że na kolejne odsłony nie trzeba będzie tak długo czekać.

Ocena: 7/10