6

To najbardziej niezwykły produkt w katalogu producenta konsol. Puste pudełko

Czasami siedzę i zastanawiam się, kto tak naprawdę funkcjonuje w innej rzeczywistości. Ja, czy Nintendo, któremu po raz kolejny udaje się zaskakiwać.

Nie, tym razem nie chodzi o konsolę Nintendo

Nintendo lubi zaskakiwać — z tym się chyba wszyscy zgodzimy. Mimo wielu lat doświadczenia w branży, cały czas serwuję nam nowości, które… potrafią zwalić z nóg. Parę lat temu takie szaleństwo to Wii, konsola która postawiła głównie na sterowanie ruchem. Projekt był kontrowersyjny, wyśmiewany, a przez tzw. hardkorowych graczy ignorowany. Ale na wielu płaszczyznach się obronił, a firmie dostarczył naprawdę solidnego zastrzyku gotówki. Zresztą podobna konsternacja nastała w okolicach premiery Nintendo DSa, 3DSa… Wii U i Switch też nie wywołały oklasków. Bo każda robiła coś inaczej. Inaczej niż konkurencja, inaczej niż poprzednicy. Ale do takich działań już przywykłem. Jednak firmie wciąż udaje się mnie zaskoczyć.

Kawałek tektury

O tym że kolekcjonerzy lubią pełne zestawy chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Jak gra, to z instrukcją, wkładkami, dodatkami — no i rzecz jasna w oryginalnym pudełku. Najlepiej niech jedna zapasowa cały czas leży w folii. Konsola? Analogicznie. Bez pudełka i zestawu dodatków zestaw przestaje być dla nich tak atrakcyjny. Ceny na aukcjach zresztą też nie kłamią. Ale ludzie to sprytne bestie i trzeba być czujnym — od jakiegoś czasu dostępne są reprodukcje oryginalnych pudełek. Takie idealnie pasują do reprodukcji kartów, no wiadomo.

I takie akcje ze strony firm trzecich mnie ani trochę nie dziwią. To po prostu pomysł na biznes. Bardziej świadomi kupią, by ich kolekcja na regale wyglądała bardziej estetycznie. Pewnie część da się naciąć, że to oryginalne pudełko. No nic nie zrobimy. Ale żeby firma w swoim katalogu miała produkt, który jest pustym pudełkiem?

Następny poziom: puste pudełko

W przypadku hobbystycznych zabaw czy jakiegoś niezrozumiałego dla mnie do końca pomysłu na biznes — no nie ma najmniejszego problemu. Ale kilka dni temu zrobiło się głośno o tym, że Nintendo oferuje teraz puste pudełko do edycji limitowanej Splatoon 2. W środku nie znajdziemy ani stacji dokującej, ani konsoli, ani kontrolera. Spokojnie, żadnych dokumentów czy innych świstków też tam nie będzie. Ta przyjemność została wyceniona na 540 jenów, czyli około 18 złotych. Nie jest to cena wygórowana, ale zasadności takiego rozwiązania… nie rozumiem. I prawdopodobnie dlatego jestem tak bardzo zdziwiony sprzedażą pustego pudełka która, co więcej, cieszy się sporym zainteresowaniem.

I jedynym logicznym usprawiedliwieniem wydaje mi się być wyjście na przeciw wymaganiom kolekcjonerów.  Chociaż… podobno pojawienie się tych pudełek w sprzedaży to element budowania jeszcze wielkiego szału na czas premiery gry. Bo ten w Japonii podobno już sięga zenitu. Fani tak bardzo nie mogą doczekać się kontynuacji swojej ukochanej strzelaniny, że… kradną nawet plakaty promocyjne.

Niech każdy kupuje, co mu się podoba

Jedni inwestują w złoto, inni w akcje, a jeszcze inni w gry wideo — te również potrafią zyskiwać na wartości. Nie potrafię jednak ukryć zdziwienia. Bo na co dzień widzę, jak ludzie biją się o stare konsole w dobrym stanie, o to jak nawet zniszczone pudełko jest w stanie podnieść ich ceny. Ale tłumaczę to nostalgią, chęcią zarobku i faktem, że to stare i kultowe. Tutaj czegoś takiego nie ma — bo zestawy z konsolą, mimo że niezwykle szybko się wyprzedają, ostatecznie w tych sklepach i tak wylądują. Ale może naprawdę w ten sposób Nintendo zaoszczędzi trochę pieniędzy kolekcjonerom, którzy muszą mieć każdą edycję konsoli? Przesada, czy naprawdę fajny krok?

Szczerze mówiąc — nie wiem. Wiem, że w życiu bym pudła nie kupił, bo daleko mi do kolekcjonera i z premedytacją wyrzucam kartony po kupowanych urządzeniach. Może już do końca zwariowałem, ale wciąż bardziej kuriozalnym wydaje mi być się sprzedawana osobno stacja dokująca dla Nintendo Switch, którą wyceniono na blisko 400 złotych. No, może już nie tyle sama stacja, co jej cena.