99

Przywróciłem Windowsa do ustawień fabrycznych, nie pomyślałem nawet o kopii zapasowej

Nie piszę o tym w kontekście jakiegoś wielkiego odkrycia. Wiem też, że różni są użytkownicy komputerów i różnie z niego korzystają. Piszę ten tekst jako wieloletni posiadacz różnego rodzaju sprzętów, stacjonarnych czy też laptopów, no i różnych systemów, które też systematycznie formatowałem.

Niedaleko sięgając pamięcią, jakieś 5 lat, może trochę więcej, pamiętam, że proces ten był mocno złożony. Zdjęcia, muzyka, dokumenty czy inne pliki, często nawet programy kopiowałem najpierw na CD/DVD, a w późniejszym okresie na klucze USB, no i po formacie z powrotem.

Często zniechęcało mnie to do tej czynności, do tego stopnia, że dopiero w ostateczności decydowałem się na format. Wczoraj zauważyłem, że już mam mocno zawalony komputer, w sumie nie wiem nawet czym aż tak bardzo, ale nie chciało mi się tego sprawdzać czy ręcznie czyścić. Zostało mi tylko 14 GB wolnego miejsca, więc wychodząc z biura zostawiłem przywracanie ustawień fabrycznych i dziś miałem go już na „zero”. Nie zastanawiałem się przy tym, czy czegoś nie zachować i skopiować.

Co się aż tak bardzo zmieniło w moim sposobie korzystania z komputera? Co mogło być na tym sformatowanym dysku? Zacznijmy od dokumentów czy innych plików (w większości .pdf). Większość to załączniki, które przychodzą do mnie na Gmaila, mam je na poczcie albo na Google Drive. Gry? Jestem raczej niedzielnym graczem, ale czasem lubię odpalić CS GO albo jakąś wyścigówkę – wszystkie pozycje mam na Steam. Muzyka? Spotify. Programy? Przy dzisiejszych nieograniczonych transferach, to nie problem szybko ściągnąć z sieci, a przy okazji formatu zweryfikować, który z nich nie był już używany i odchudzić bibliotekę aplikacji na komputerze. Może prywatne zdjęcia, zrzuty ekranów z testowanych aplikacji? Google Zdjęcia w standardowej jakości, więc bez limitów (przy okazji zauważyłem, że podobnie mam z formatowaniem telefonu z Androidem, wszystko w chmurze). Filmy? Oglądam je już niemal wyłącznie tylko w HBO GO.

Zastanawiam się teraz, co będzie za następne 5, może do 10 lat? Co się zmieni tak bardzo jak teraz, w porównaniu do poprzednich lat, dla użytkowników takich jak ja, co traktują komputer tak samo jak terminal, który służy niemal wyłącznie do łączenia się z siecią.

Może do powszechnego użytku wejdą same monitory z minimalną przestrzenią na dane, a system, aplikacje czy gry tylko w chmurze? Raczej nie, widać to po Google, który początkowo wypuścił swoje Chromebooki, na których bez sieci nic nie można było zrobić, a teraz są już obsługiwalne offline, w ograniczonym zakresie, ale jednak odwrócili trend. Nadmienię tutaj, że swojego Chromebooka również w ten sam sposób przywracam do stanu używalności, tyle że w jego przypadku trwa to tylko kilka minut.

Więc w jakim kierunku do zmierza? Sprzęty coraz mocniejsze i wydajniejsze, nawet te z niższych półek. Może pełna obsługa głosowa, wirtualni asystenci? Osobiście jakoś tego nie widzę, do dziś nie mogę się przekonać do mówienia do telefonu, by wybrał jakiś numer, napisał SMS-a czy sprawdził pogodę.

A może Wy wiecie? Poddajmy temat dyskusji, ciekawie będzie wrócić do niej za kilka lat. Może sprawdzą się Wasze przewidywania.

Photo: LukaFunduk/Depositphotos.


Niedawno uruchomiliśmy serwis z Pracą w IT! Gorąco zachęcamy do przejrzenia najnowszych ofert pracy oraz profili pracodawców.