28

Przyszłość gier w pudełkach zależy wyłącznie od nas. Co się stanie, gdy zostaną tylko „cyfrowe”?

Graczy można podzielić na dwie grupy: tych, którzy kupują pudełkowe wydania swoich ulubionych tytułów, i tych, którzy wolą wersję ściągniętą z cyfrowego sklepu, a więc pozbawioną płyty lub innego nośnika danych. Nieprzerwanie rosnąca popularność smartfonów i tabletów, oraz gier uruchamianych w przeglądarce spowodowała, że część graczy poczuła się zaniepokojona możliwością zniknięcia klasycznych wersji gier. Na […]

Graczy można podzielić na dwie grupy: tych, którzy kupują pudełkowe wydania swoich ulubionych tytułów, i tych, którzy wolą wersję ściągniętą z cyfrowego sklepu, a więc pozbawioną płyty lub innego nośnika danych. Nieprzerwanie rosnąca popularność smartfonów i tabletów, oraz gier uruchamianych w przeglądarce spowodowała, że część graczy poczuła się zaniepokojona możliwością zniknięcia klasycznych wersji gier. Na szczęście dla nich, producenci nie zamierzają przenieść całego biznesu do Sieci. Przynajmniej nie EA.

W pudełkach czy pobierane legalnie z Sieci – nie sposób stwierdzić jednoznacznie, które gry są lepsze. Oba rodzaje mają swoje słabsze i mocniejsze strony, jednak to te drugie cieszą się obecnie rosnącą popularnością. Trend ten zauważył jeden z największych producentów, Electronic Arts, i zapowiedział, że w najbliższych latach zyski ze sprzedaży gier pozbawionych pudełek będą większe od tych uzyskiwanych z „klasycznych”.

Obecnie wydawca takich serii, jak: „Battlefield”, „Command & Conquer” oraz „The Sims” planują rozszerzyć swoją ofertę gier dla urządzeń mobilnych oraz tych, za które nie trzeba zapłacić złamanego grosza, do czterdziestu. Ma się to stać jeszcze w tym roku. Nowe tytuły z pewnością znajdą wielu odbiorców – liczba graczy zarejestrowanych w sklepie EA wzrosła z 11 milionów w maju bieżącego roku do 21 milionów zaledwie kilka miesięcy później. Do końca 2012 roku może być ich zatem znowu dwa razy więcej.

To, czy fizyczne nośniki danych z grami znikną, zależy wyłącznie od samych graczy. Peter Moore powiedział w rozmowie z agencją Reuters, że dopóki będzie istniał popyt na gry sprzedawane w pudełkach (lub dowolnym innym opakowaniu), dopóty Electronic Arts będzie je produkować i wysyłać do sklepów. Logika logiką, ale jest powodów, dla którego duży producenci gier mogą zechcieć w pełni przerzucić się na dystrybucję cyfrową.

Jak już wspomniałem, każdy ze sposobów dystrybucji gier ma swoje wady i zalety. Gry kupowane w cyfrowych sklepach, takich jak: Google Play, App Store czy Steam, mają ten plus, że możemy w nie zagrać w ciągu kilku lub kilkunastu minut od wykonania przelewu. Czas, w jakim pojawią się one na naszym dysku zależy wyłącznie od przepustowości kabla, którym jesteśmy wpięci do Internetu. Dodatkowo po gry z Sieci nie trzeba stać w kolejce, są one zawsze dostępne i nie sposób jest je uszkodzić lub zgubić.

Z drugiej strony potrafią one kosztować tyle samo, co ich zapakowane w plastik lub karton odpowiedniki. Warto też pamiętać, że nie każdy dysponuje w domu szybkim łączem, oraz, że wyeliminowanie „oldskulowego” sposobu dystrybucji gier i skupienie się na cyfrowym spowoduje, że ich producenci zyskają pełnię władzy nad swoimi produktami. Oznaczałoby to zniknięcie z portali aukcyjnych ofert sprzedaży gier używanych, zaś te już zakupione mogłyby być dowolnie w każdym momencie (załóżmy, że nie wypinamy komputera ani Plejki z Sieci) modyfikowane przez ich zuchwałych twórców.

Wyobrażacie sobie wydanie m.in. „Wiedźmina” bez tych wszystkich cieszących oko fantów?

Z grami w pudełkach mam podobnie, jak z książkami – lubię kolekcjonować te najciekawsze i nie żal mi na nie pieniędzy. Wkurzyłbym się, gdyby po ściągnięciu elektronicznego wydania „Brudnopisu” Siergieja Łukjanienki ktoś postanowił zmienić jego zakończenie tylko dlatego, że wpadł na pomysł wydania kontynuacji.

Ciekaw jestem, jak Wy to widzicie.