Apple

Przymierzyłem Apple Watcha i…

24

...wiem, że jeszcze przez kilka, może kilkanaście miesięcy swojej decyzji nie zmienię. Nie jest to urządzenie, które potrafiło przekonać mnie do siebie swoją specyfikacją, funkcjami czy wyglądem. Jednak pozostawała ta niewielka nuta niepewności co do wrażenia, które zrobi na mnie przy pierwszym spot...

...wiem, że jeszcze przez kilka, może kilkanaście miesięcy swojej decyzji nie zmienię. Nie jest to urządzenie, które potrafiło przekonać mnie do siebie swoją specyfikacją, funkcjami czy wyglądem. Jednak pozostawała ta niewielka nuta niepewności co do wrażenia, które zrobi na mnie przy pierwszym spotkaniu.

Korzystając z kilkudniowego pobytu w Berlinie postanowiłem odwiedzić tamtejszy Apple Store przy Kurfürstendamm. Do tej pory nie miałem jeszcze możliwości obcowania z Apple Watch, poznając jego możliwości, wady i zalety z drugiej ręki. Po kilkudziesięciu minutach spędzonych z zegarkiem nie napiszę oczywiście jego recenzji, nie wypowiem się na temat wielu aspektów codziennego użytku, ale z całą pewnością w ciągu tego czasu zdołałem utwierdzić się w kilku przekonaniach i dać się zaskoczyć w kilku innych kwestiach.

Do Apple Store dotarłem niecałą godzinę przed 20:00, czyli porą zamknięcia. Wielkie stoły pełniące role gablot wypełnionych zegarkami Apple znajdują się najbliżej wejścia, co nie jest żadnym zaskoczeniem. Znajdujące się za szybą zegarki nie sposób obejrzeć z każdej strony, dlatego dostępne są także stoiska, na których możemy dotknąć urządzenia i sprawdzić jego podstawowe funkcje. Są to jednak jedne z tańszych wersji i do tego wszystkie są dokładnie takie same.

Jeżeli zapragnęlibyśmy przymierzyć konkretną wersję Apple Watch musimy zgłosić się do jednego z pracowników, który wpisze nas na listę oczekujących, do czego potrzebny jest nasz Apple ID oraz imię i nazwisko. Miałem sporo szczęścia, bo przede mną nie było już nikogo, więc w chwilę po wypełnieniu formularza maszerowaliśmy w kierunku jednego ze stołów. Tam wskazałem, jaki dokładnie zestaw chciałbym przymierzyć. Wybrałem Apple Watch 42 mm ze skórzanym paskiem w kolorze Bright Blue i magnetycznym zapięciem. Po odblokowaniu szuflady, pracownik Apple Store wyjął interesującą mnie wersję i umieścił na nadgarstku.

Nałóż jeden, korzystaj z drugiego

Wtedy pojawił się pierwszy zgrzyt, wręcz niewybaczalny, choć w pewnym stopniu zrozumiały. Na mojej ręce znalazło się demo Apple Watcha, co oznaczało, że nie istniała szansa interakcję z gadżetem. Było to jednak możliwe dzięki jednemu z tych na stałe przytwierdzonych do blatu stołu egzemplarzy. Bez problemu mogłem więc wyczuć masę zegarka i ogólne poczucie tego, jak zachowuje się na nadgarstku, ale nieosiągalne stało się ocenienie tego, jak korzystałoby się z Apple Watch w naturalnych warunkach.

Będąc nachylonym i opierając się o blat stołu poznawałem kolejne najważniejsze funkcje i cechy zegarka, które omawiał pracownik. Wszystko to wyglądało tak, a nie inaczej, zapewne z bardzo prozaicznego powodu - zapewnienia bezpieczeństwa. Nie mojego, lecz zegarka. Wartość sprzętu, który mogłem przymierzyć liczona była w tysiącach euro, a więc brak pełni możliwości skutecznie zniechęcał potencjalnych złodziei do popełnienia przestępstwa. Nawiasem mówiąc - moją teorię może potwierdzić fakt, który zaobserwowałem: żaden z ochroniarzy nie wyglądał na takiego, który byłby w stanie dogonić sprawnego rabusia.

Zegarek, a zegarek

Wróćmy jednak do Apple Watch. Chciałbym rozpocząć od obaw, które niemal w zupełności się potwiedziły. W mojej ocenie, na ręce Apple Watch nie prezentuje się najlepiej. I nie mówię o materiałach, które wykorzystano do jego produkcji, bo te robią niemałe wrażenie, a o samym kształcie, budowie, rysach. Nazywając swój nowy gadżet Apple dało wprost do zrozumienia z czym mamy do czynienia, a niedługo później ustami Ive'a stwierdziło, że nie jest to urządzenie konkurujące z typowymi zegarkami. Wersja 38 mm jest na moje oko wręcz mikroskopijna, jednoznacznie kojarzona przeze mnie z kobiecymi nadgarstkami, zaś wersję 42 mm przy pierwszym spotkaniu uznałem właśnie za tę mniejszą.

Sam ekran wydaje się niewielki, na którego tle obudowa, która jest po prostu gruba, wygląda niesamowicie masywnie. Nie jest to sprzęt niekomfortowy, kilka minut wystarczyło, żebym się do jego obecności przyzwyczaił, ale prezencja zegarka zupełnie do mnie nie przemawia. Ogromne i niebywale pozytywne wrażenie zrobiło na mnie magnetyczne zapięcie, które zapewnia wysoki komfort noszenia zegarka. Dowolność zacisku i miły w dotyku materiał spodobały mi się na tyle, że jest to pierwsza z cech, które chciałbym "zaimportować" do swojego zegarka. Jeszcze ciekawiej zrobiło się chwilę później, bo do moich rąk trafiła wersja Sport - znacznie, znacznie lżejsza z gumowaną opaską. Chciałbym, by mój LG G Watch R był równie lekki.

Miła niespodzianka

Osobny akapit chciałbym poświęcić cyfrowej koronie, która była i nadal jest przyrównywana do poprzednich rewolucyjncyh rozwiązań autorstwa Apple: myszy, Clickwheela z iPodów i ekranów multitouch. Nie ukrywałem, że od samego początku byłem niezwykle negatywnie nastawiony do tego pomysłu. Teraz mój pogląd jest już nieco inny. Nie zupełnie odmienny od tego, co uważałem po premierze Apple Watcha, ale zdołałem dostrzec pewne pozytywy w obecności czegoś takiego jak cyfrowa korona. Dotyczy to jednak tylko i wyłącznie urządzenia i platformy Apple - w tym przypadku faktycznie niewielkie, ale szalenie precyzyjne pokrętło odgrywa bardzo istotną rolę i czyni korzystnie z zegarka niezwykle przyjemnym. Nie mówię oczywiście o przeglądaniu zdjęć na tak małym ekranie, ale o mapach czy po prostu przydługiej liście wiadomości, z czym nie radzi sobie teraz platforma Google i korzystające z niej smartwatche. Na ekranie Apple Watch zazwyczaj znajduje się więcej treści, aniżeli w zegarkach z Android Wear, stąd obecność korony ma znaczenie i jest w pełni uzasadniona.

Pieśń przyszłości

Żaden ze smartwatchy na rynku nie jest idealny. Każdy z nich uważany jest w dalszym ciągu za gadżet, określany jest mianem zbędnego bajeru, który może, choć wcale nie musi doczekać się swojego "momentu". Moim zdaniem smartwatche, w takiej czy innej postaci staną się kiedyś równie powszechnymi urządzeniami co smarfony, do czego bez wątpienia przyczyni się zmiana pokoleniowa. Pomimo mojej historii z wieloma modelami iPhone'a na przestrzeni kilku lat i dokładnie dwóch cech Apple Watch, które okazały się niezwykle miłymi niespodziankami (pasek i cyfrowa korona), jak na razie pozostaję po drugiej stronie barykady i stawiam na Android Wear.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu