76

Przenośne konsole nigdy nie odejdą w zapomnienie. Nie mają konkurencji

Konsole przenośne umierają już od lat, podobno pogrzebały je tablety i smartfony. I choć PlayStation Vita nie radzi sobie najlepiej, to 3DS od Nintendo na brak zainteresowania narzekać nie może. Moja dwuekranowa konsola nie jest może zbyt często użytkowana w domu, ale na wyjazdowych urlopach sprawdza się wręcz znakomicie.

Z zakupem własnego 3DS-a zwlekałem bardo długo, zdecydowałem się dopiero przy premierze nowej wersji konsoli. To nie jest oczywiście tak, że ze sprzętem nie miałem styczności, wręcz przeciwnie. Byłem na polskiej premierze debiutującej wtedy konsoli Nintendo, z racji recenzowania gier na serwisie im poświęconym miałem urządzenie w domu i ograłem większość najciekawszych tytułów. Nie wszystko mi w 3DS-ie pasowało – przede wszystkim kiepsko działający trzeci wymiar, który technicznie ogarnięto dopiero przy konsolach wersji New. Jednak jedna rzecz w sprzętach wielkiego N nigdy się nie zmieni – bogata biblioteka gier, których próżno szukać u konkurencji. A jeśli bierze się za nie sam japoński koncern, zawsze są to perełki.

Część z Was powie, że skoro granie jest częścią mojej pracy, na urlopie powinienem od gier odpocząć. Sęk w tym, ze to od ponad 25 lat moje hobby, które stawiam na równi z muzyką pochłanianą w ogromnych ilościach. Kiedy mam więc wolne – albo nadrabiam zaległości, albo przechodzę jeszcze raz produkcje, które zrobiły na mnie największe wrażenia. Zdarza mi się grać na smartfonie, choć od lat nie znalazłem tytułu, który przytrzymałby mnie przy ekranie na dłużej. Mamy więc urlop 2016, zagraniczny wyjazd, odcięcie od głównej platformy do grania (PS4), ekipa od Overwatch zostaje na miejscu – ja odcinam się od gier? W żadnym wypadku – w plecaku ląduje 3DS, który jak wspomniałem wyżej nie jest tak mocno eksploatowany w domu, jak stacjonarna konsola Sony.

Przygody, których próżno szukać na smartfonach

Nibblers, Candy Crush Saga i Crush Your Enemies były w stanie przytrzymać mnie przy ekranie smartfona na góra 20 minut. Szczególnie ta druga pozycja bywała irytująca – stawiający na mikrotransakcje hit co chwila przypominał mi, że muszę poczekać na następną kolejkę. A ja chciałem spędzić końcówkę wieczora grając, a nie czekając. Druga sprawa to bateria – mój S6 nie jest w tej kategorii długodystansowcem, a jeśli dodacie do tego roaming i wariującą hotelową WiFi, dwa powerbanki to minimum, które musiałem mieć gdzieś pod ręką.

Idź i spędź wakacje z rodziną, a nie przy grach” – celna uwaga i dokładnie to robiłem. Jestem jednak nocnym markiem i kiedy wszyscy szli już spać wycieńczeni słońcem, ja zabierałem się za swoje hobby. Choć nie ukrywam, że podobnie jak rok temu New Super Mario Bros. 2, tak w tym roku Super Mario 3D Land był dla mnie i dla mojego syna tą małą odskocznią od urlopowych szaleństw. Jeśli wydaje Wam się, że na 3DS-ie nie da się grać w dwie osoby, sprawdźcie któryś z tych tytułów – wspólne zaliczanie plansz z pociechą to świetna zabawa, która sprawia masę frajdy. Pamiętajcie jednak, że w dużym słońcu nici z grania – nie ma znaczenia, czy to 3DS, DS, Vita czy PSP – nie pomaga nawet cień, szczególnie gdy ekran wyświetla ciemniejsze lokacje.

Większość smartfonowych gier oferuje prostą, choć często wciągającą rozgrywkę. Doskonale rozumiem jednak, co przyciąga do takich produkcji tłumy. Po pierwsze – są za darmo, po drugie można się w nie świetnie bawić bez jakiegokolwiek zainteresowania klasycznymi grami. Ale te same rzeczy sprawiają, że „ten normalny gracz” nie znajdzie w nich tego, czego szuka w elektronicznej rozrywce. Nie ma pięknych światów do zwiedzania, historii do poznawania, bohaterów do lubienia.

Tu przenośne konsole mają ogromną przewagę – bo choć daleko im do stacjonarnych produkcji, potrafią doskonale przenieść kwintesencję gier na małe ekrany. W tym roku zatapiałem się ciepłymi nocami w Fire Emblem Fates, starając się wycisnąć z wydanej niedawno gry jeszcze więcej, rok temu to samo robiłem ze świetnym Xenoblade Chronicles. Oczywiście japońskie RPG trzeba lubić – ale to ten typ gier, który pochłania i pozwala na jakiś czas przenieść się do magicznych wirtualnych światów. 2 lata temu zabrałem Vitę i skończyłem wreszcie Persona 4 Golden, którą uważam za jedną z najlepszych gier, w jakie kiedykolwiek grałem.

60 milionów sprzedanych od premiery konsol. O takim wyniku 3DS-a mówiono w czerwcu tego roku. Taki wynik w okresie dominacji smartfonów i tabletów? Brawo, Nintendo. Vita od premiery sprzedała się w niecałych 15 milionach egzemplarzy, co doskonale pokazuje, że to nie możliwości sprzętu mają znaczenie, ale biblioteka gier. A tych nie ma co nawet porównywać – przykra sprawa, bo Vitę mam od premiery i po pierwszym zachwycie dużymi, wyglądającymi fenomenalnie grami mogę sobie na niej pograć wyłącznie w mniejsze produkcje, najczęściej indyki. 3DS radzi sobie fantastycznie, a ja co jakiś czas dokładam się do wyniku sprzedaży gier, bo biblioteka jest niesamowita i zanim ogram wszystkie warte sprawdzenia produkcje, pewnie miną lata. A już 26 sierpnia do katalogu Nintendo Selects trafią nowe produkcje, w tym świetne Luigi’s Mansion: Dark Moon za 89,90 zł. Nic tylko brać, szczególnie że będzie tam też najlepsza mobilna platformówka, która jest bohaterem tego tekstu – Super Mario 3D Land.

ps. po tych nocnych maratonach z 3DS-em mam okropną ochotę kupić Wii U i nadrobić wszystko to, co z uwagi na brak własnej konsoli mnie ominęło. Magia Nintendo? Na to wygląda.