Felietony

Igrzyska Olimpijskie to dzisiaj zmagania sportowców oraz inżynierów. Ciekawe, kiedy ci drudzy staną się ważniejsi?

MS
Maciej Sikorski
23

Zastanawiałem się kiedyś, jak będą wyglądały Igrzyska Olimpijskie czy Mundiale przyszłości. Może tak, jak w słynnej reklamie towarzyszącej Mistrzostwom Świata w Brazylii, w której ludzie zmagają się z robotami? Podejrzewam, że już niebawem zaczną być organizowane imprezy "sportowe", w ktorych dominować będą właśnie maszyny: latające, pływające, walczące, uprawiające sporty zespołowe. Człowiek pozostanie konstruktorem, wsparciem technicznym, może trenerem. Nawet jeśli od tego scenariusza dzieli nas sporo, to nie ulega wątpliwości, że w niektórych dyscyplinach technologie już teraz odgrywają istotną rolę.

Igrzyska olimpijskie w Rio powoli dobiegają końca. Naszej kadrze idzie raczej mizernie, więc tym bardziej trzeba pogratulować tym, którzy zdobyli medale i zajęli miejsca w okolicach podium. Przyznam, że w przeciwieństwie do Jakuba, który imprezie poświęca niewiele czasu, staram się obserwować to, co dzieje się w Brazylii. Zaznaczę przy tym, że znawca ze mnie żaden, nie ma dyscypliny, o której mógłbym powiedzieć, że sporo o niej wiem. Ale oglądam, nawet, gdy nie występują Polacy. I staram się dowiedzieć czegoś o danym sporcie, czasem zaczynam od zera. Śledząc poczynania sportowców, doszedłem do wniosku, że technologie już teraz mogą odgrywać istotną rolę w tych zmaganiach.

Buty, maty, skarpetki, kaski...

Największe wrażenie zrobiły na mnie doniesienia z toru kolarskiego, gdy omawiano kwestie sprzętu, prac nad nim, cen oraz wpływu poszczególnych komponentów na wyniki kolarzy. Okazało się, że Brytyjczycy zdobywają medale nie tylko dlatego, że dobrze jeżdżą na rowerach - wygrywają, bo wyprzedzili innych na polu technologicznym. Gdy jedni zawodnicy golą nogi, by zmniejszyć opór powietrza, Brytyjczycy ubierają specjalne skarpetki, w których wcześniej trenują w tunelach aerodynamicznych (z którymi Polacy zetknęli się dopiero niedawno). Istotne są buty, kaski, kombinezony, bo każde zakrzywienie czy wybrzuszenie może mieć wpływ na wynik. To nie przelewki - różnicę robią tu setne części sekundy. O rowerze nawet nie wspominam - zapewne zdajecie sobie sprawę z tego, że wyścig zbrojeń trwa i na tym polu. Niby nie ma hamulców, przerzutek, bajerów, a pojazd kosztuje wielkie pieniądze i ciągle jest dopracowywany. Bez dominacji technologicznej nie ma mowy o dominacji sportowej.

Możliwe, że kolarstwo, zwłaszcza torowe, jest przypadkiem skrajnym, ale podobnie wygląda to pewnie w innych dyscyplinach. Pamiętacie słynne skóry rekina, czyli stroje pływackie, które kilka lat temu robiły furorę na ważnych imprezach sportowych? Podobnie sprawa wygląda przecież z obuwiem biegaczy - ma zwiększać ich prędkość, sprawiać, by "środowisko" stawało się bardziej przyjazne. Prace w tym kierunku wymagają zespołów specjalistów, długich badań i wielu testów, a efekt nie jest zauważalny dla przeciętnego śmiertelnika. Jeśli z duchem postępu nie idą sportowcy i ich ekipy, mogą to robić organizatorzy imprez - część zmagań gimnastyków dzisiaj wygląda ponoć inaczej niż w przeszłości, bo np. podrasowano matę, dzięki czemu jest bardziej sprężysta i pozwala na ciekawsze ewolucje. Sportowcom ma się skakać lepiej i wyżej, by nam milej było patrzeć.

Zakładam, że zmiany objęły swym zasięgiem wioślarstwo, kajakarstwo, łucznictwo - sprzęt, z którego korzystają sportowcy mocno się rozwinął. Ale dotyczy to także kwestii pomiarów wyników. Wątpliwości jest coraz mniej, bo rezultaty są dobrze rejestrowane i mierzone z wielką precyzją. Co nie oznacza, że Igrzyska Olimpijskie są dzisiaj wolne od kontrowersji...

Igrzyska Olimpijskie inżynierów

Z jednej strony ten rozwój technologiczny w sporcie powinien mnie cieszyć. Bo jest coraz szybciej, dalej, wyżej, emocje rosną. Ale z drugiej strony zastanawiam się, ile pozostaje w tym człowieka, sportowca, a jaką rolę zaczynają odgrywać sztab specjalistów, nie tylko trenerów oraz budżet kadry czy konkretnej drużyny? Czy byłoby lepiej, gdyby na wspomnianym torze rowerowym wszyscy startowali korzystając z takiego samego sprzętu? Niczym na pomoście u ciężarowców - każdy podnosi ten sam gryf z obciążeniem. A może to szukanie dziury w całym i próba unifikacji, która przyniosłaby więcej szkód niż pożytku?

Jednocześnie pojawia się pytanie o to, co będzie dalej? Powstają nowe materiały, nowe rozwiązania, z których w pierwszej kolejności i prawdopodobnie z lepszym rezultatem korzystać będą ci bogatsi, lepiej rozwinięci - różnice mogą rosnąć i nie będzie to wynikało z gorszego treningu czy gorszych warunków fizycznych. Świetny sportowiec przegra, bo rywal ucieknie mu na polu technologii. Niemożliwe? Słuchając niektórych komentatorów odnosiłem czasem wrażenie, że to już ma miejsce. A co będzie, gdy zaczną się zabawy z ludzkim ciałem? Wspomaganie nie musi oznaczać jedynie szprycowania się niedozwolonymi środkami (a i tu technologie odgrywają sporą rolę). Nanotechnologie i bioinżynieria mogą z czasem odmienić Igrzyska Olimpijskie lub każdą inną imprezę sportową. Możliwe jednak, że wszyscy machną na to ręką, bo chcemy wyżej, dalej, szybciej...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu