265

Protest kobiet trwa. Gdzie teraz są marki, które tak chwalą się swoją „filozofią”? Schowały głowy w piach

Kiedy jest to bezpieczne - wiele marek głośno krzyczy o tym, że u ich podstaw leżą wartości, które nie pozwalają przejść im obojętnie obok problemów osób homoseksualnych czy czarnoskórych. Kiedy jednak kobiety w całej Polsce wychodzą na ulicę w obronie swoich fundamentalnych praw - nagle wszystkie firmy odwracają głowę.

Ludzie, pomimo pandemii, pomimo obostrzeń, ryzykując zarażenie się, wyszli na ulice. Spontaniczne manifestacje przetaczają się przez kraj. Po jednej stronie tej wojny stoją środowiska narodowe i katolickie, których przekonania stają się obowiązującym prawem. Z drugiej strony mamy kobiety, które wyszły na ulice w poczuciu bezsilności i z przeświadczeniem, że oto zabiera im się możliwość podejmowania decyzji, zmusza się je do tego, by rodziły dzieci kalekie, skazane na cierpienie i śmierć. Jeżeli ktoś chce zobaczyć, o jakim stopniu cierpienia mówimy, polecam zajrzeć do tego artykułu i odblokować sobie obrazki.

Dziś jednak nie o tym będę pisał, bo i tu nie ma za bardzo o czego dodawać. Chciałbym skupić się na czymś nieco innym, a mianowicie – jak na protest kobiet reagują te firmy, które najgłośniej krzyczą o tym, że u podstawy ich działania leży „filozofia” marki.

Jak jest miło, to jest tęczowo. Kiedy pojawia się realny problem – to nie nasza sprawa

Wszyscy pamiętamy, co działo się w czerwcu. Jako, że wtedy nałożyły się na siebie Pride Month (miesiąc w którym wspiera się osoby homoseksualne) i ruch Black Lives Matter, marki miały pełne ręce roboty. Szczodrość i słowa wsparcia wręcz wylewały się z social mediów. Kuriozum często goniło przy tym kuriozum. Ale jak to mówią, czego się nie zrobi dla sprzedaży. To, że marki/firmy wypowiadają się dziś na tematy polityczne czy światopoglądowe jest już dziś tak powszechne, że tak naprawdę nikogo nie dziwi. Nawet ja zdążyłem do tego przywyknąć. Tego, czego jednak nie mogę znieść i co irytuje mnie ponad wszystko w tym temacie, to hipokryzja i absolutny brak konsekwencji.

Bo dobrze jest wspierać sobie jakiś Black Lives Matter, kiedy Polska jest jednym z najbardziej jednolitych etnicznie krajów i to nie u nas demoluje się całe przecznice. Łatwo się też wywiesza tęczowe flagi w sklepach i social mediach, kiedy nic za to nie grozi, podczas gdy osoby homoseksualne są zabijane za swoją orientacje na Bliskim Wschodzie. To wszystko robi się bardzo łatwo. Jednak teraz przyszedł moment, w którym każdy wyraz wsparcia faktycznie może się kobietom przydać. Właśnie teraz, kiedy w majestacie prawa ktoś podejmuje najtrudniejszą decyzje za nie, właśnie teraz wszystkie marki, które na lewo i prawo trąbią o swojej filozofii, powinny te filozofię pokazać w praktyce.

Ale nie, bo teraz jest trudno. Teraz sprawa jest „skomplikowana”. Teraz za pokazanie poparcia dla sprawy (bądź sprzeciwu, tego oczywiście nie wykluczam) grożą realne konsekwencje. I gwarantuje wam, że teraz, kiedy ma to faktycznie jakąkolwiek wartość, w protest kobiet nie zaangażuje się żadna duża marka. Prześledźcie sobie profile wszystkich tych korporacji, które w czerwcu zmieniały zdjęcia na tęczowe i które deklarowały, że u podstaw ich działalności leżą wyznawane przez nie wartości. Gdzie te wartości teraz, kiedy faktycznie można je pokazać i udowodnić, że są cokolwiek warte?

Możemy w końcu przestać wierzyć w jakiekolwiek deklaracje marek?

Marki, nawet te najgłośniejsze, będą siedzieć cicho. Bo każda z nich może więcej stracić niż zyskać popierając taki protest. Zimna kalkulacja biznesowa sprawia, że żaden „Marketing Account Executive” nie zatwierdzi działania popierającego protestujących. Jest to groteskowe, patrząc na skalę protestów i to, że przebiegają one raczej pokojowo. Tym samym markom nie przeszkadzało to, że wspierały akcje w ramach której Minneapolis dosłownie stanęło w ogniu. To tylko pokazuje, jak bardzo wszystko jest kwestią zimnej kalkulacji. Bardzo przyjemnie patrzy się jak niektóre co bardziej „światopoglądowe” marki zdają się obecnie zakrywać uszy i patrzeć w zupełnie inną stronę, udając że Polski nie ogarnął jeden z największych spontanicznych zrywów ostatnich lat i że nie jesteśmy właśnie w środku ogromnej wojny ideologicznej, której wynik zaważy na tym, w którą stronę pójdzie nasz kraj w najbliższych latach.

Nie będę tu oczywiście wymieniał nazw, bo nie chodzi o to by kogokolwiek tu stygmatyzować. Z resztą – każdy kto to czyta, pomyślał już zapewne o jakich markach i firmach mówie. Mam szczerą nadzieję, że jeżeli za chwilę te same przedsiębiorstwa będą próbowały przekonać nas, że oto wspierają kolejną „bezpieczną” akcję pokroju BLM, ludzie zorientują się, że to wszystko jest jedynie wykalkulowanym rachunkiem zysków i strat.

Przykro mi, drogie firmy. Gówno macie, a nie „filozofię marki”.

Materiały wideo pochodzą z kanału Maćka Margasa Poland On Air.