156

Netflix cały czas wprowadza nowości w usłudze, a aplikacja HBO GO to wciąż koszmar

Wróciłem do HBO GO by obejrzeć Czarnobyl i zabrać się wreszcie za Grę o Tron. I niestety, aplikacje tej usługi to koszmar, co w obliczu ciągłych nowości i usprawnień od Netfliksa wygląda jak smutny żart.

Jeśli czytacie moje artykuły na Antywebie, na pewno zauważyliście, że regularnie używam dwóch usług abonamentowych. Spotify do muzyki i Netflix do oglądania filmów i seriali. O ile tej pierwszej ciężko coś zarzucić jeśli chodzi o bibliotekę i absolutnie nie mam potrzeby szukania czegoś innego czy uzupełniania oferty inną, to przy Netfliksie jest to ten jeden jedyny problem. U konkurencji pojawia się sporo świetnych treści, które zwyczajnie chcę obejrzeć – dlatego też korzystam z każdej okazji, by je nadrobić. Tu z przysługą przyszedł swego czasu abonament w Play, dzięki któremu zrecenzowałem dzieła Patryka Vegi i obejrzałem świetny Rojst na Showmax, nadrobiłem też trochę zaległości (Wataha) na HBO GO. Jestem jedną z tych osób, która dostając coś za darmo stara się nie krytykować, dlatego przymykałem oko. Postanowiłem jednak wyłożyć pieniądze (małe, ale jednak) na HBO GO, obejrzeć zachwalany Czarnobyl i zabrać się wreszcie za Grę o Tron. W myśl zasady – kurz opadł, można spokojnie nadrobić. I wiecie co? W porównaniu z aplikacjami Netfliksa, te od HBO GO to jest jakiś dramat.

Kilka dni temu pisałem, że pracownicy Netflix zaprojektowali system wibracji do mobilnej aplikacji. Miałoby to działać tak, że do filmu lub serialu dodawana byłaby ścieżka drgań, które odpowiednio zaprojektowane umilałyby seans. Ciekawy pomysł, choć to tylko wewnętrzny projekt, który nie został zapowiedziany jako coś do wdrożenia. Tymczasem wieść gminna niesie, że Netflix testuje wprowadzenie do przeglądarkowego odtwarzacza mały player, czy jak wolicie coś na kształt picture-in-picture. Przydatność tego rozwiązania ocenimy kiedy faktycznie pojawi się w usłudze, warto zwrócić jednak uwagę, że firma walczy o klienta nie tylko nowymi treściami (co nie zawsze się udaje przez licencje czy brak możliwości wrzucenia do siebie produkcji innych producentów), ale również ulepszaniem aplikacji i usługi jako takiej. Oczywiście Netflix nie jest idealny, jednak korzystanie z tej usługi to czysta przyjemność. Działająca często prawie idealnie synchronizacja między usługami, dzięki czemu nie ma problemu z kontynuowaniem seansu na innym urządzeniu. Szybkość działania, lekkość, intuicyjny interfejs na każdej z platform. W zasadzie jedynym problemem jaki mam z appką Netfliksa jest sporadyczna utrata kolorów w programie dla Android TV. dzieje się to tylko czasem i tylko przy treściach z HDR-em. Na ogół pomaga wyłączenie telewizora i choć czasem wkurza, to nie jest bardzo irytujące.

Niedawno zdecydowałem się wreszcie wykupić drugą usługę streamingu wideo i nadrobić trochę zaległości. Na HBO GO wisi świetny Czarnobyl, dodatkowo podjąłem ważną życiową decyzję by obejrzeć wreszcie Grę o Tron, którą przez to całe zamieszanie w sieci starałem się dotychczas omijać szerokim łukiem. Mam przed sobą kompletną opowieść, nie muszę czekać na kolejne odcinki. Dodatkowo nawet jeśli nacinałem się na spoilery, to w związku z brakiem zainteresowania serialem, nawet nie pamiętam czego dotyczyły. Niestety kiedy siadam do HBO GO mam łzy w oczach i dopiero teraz rozumiem dlaczego jeśli chodzi o kwestie techniczne na usługę wylewa się od dawna tyle jadu.

Jak nie robić aplikacji do streamingu wideo?

Jeśli postawimy aplikację Netfliksa jako wzór do naśladowania, appki HBO GO powinny stać na drugim końcu z transparentem „jak ich nie robić”. Jestem bardzo ciekawy na jakie problemy Wy trafiacie i czy pokrywają się z moimi. Pierwsza sprawa to stabilność. Nie ma znaczenia, czy oglądam film lub serial na telefonie z Androidem, iPad-zie czy Android TV, średnio co 2-3 odcinki seriali aplikacja się zamyka. Problem wydaje się nie mieć związku z żadnymi działaniami i występować losowo. Dodatkowo na Android TV mam dość dziwną przypadłość (znajomi na Twitterze wspominali o tym samym) gubienia połączenia z siecią. Telewizor widzi internet, podobnie jak YouTube czy Netflix – HBO GO usilnie natomiast twierdzi, że takiego połączenia nie ma. Najgorsze jest jednak to, że nie pomaga szybkie wyłączenie TV, nie pomaga również jego restart. Lekarstwem jest jedynie reinstalacja aplikacji, co wystarcza mniej więcej na kilka dni. Bardzo uciążliwa sprawa.

Kontynuowanie seansu w obrębie tej samej aplikacji działa, teoretycznie również między platformami. Niestety w praktyce często objawia się to jedynie paskiem stanu na miniaturce, bo po włączeniu często nie pojawia się opcja kontynuowania seansu i film lub serial uruchamia się od początku. A że nie da się go przewinąć z podglądem, trzeba robić to na ślepo. W związku z tym prawdopodobnie sam zaspoilerowałem sobie ósmy sezon Gry o Tron. Otóż zaliczyłem dopiero pierwszy zestaw odcinków, aplikacje HBO zdają się tego nie widzieć i za każdym razem po wejściu na Grę o Tron odsyłają mnie do ósmego. I zdarzyło się niestety, że kilka razy na szybko uruchomiłem właśnie ósmy sezon, obejrzałem kilka minut i zrozumiałem, że to jednak nie chybiony odcinek, a chybiony sezon. Super.

Jedną z najfajniejszych moim zdaniem funkcji Netfliksa jest możliwość pobrania treści do pamięci urządzenia, czyli Netflix offline. Dużo latam, samolot to dla mnie idealne meijsce na nadrobienie zaległości, podobnie jak wszelkie urlopy kiedy rodzina pójdzie już spać. I mimo próśb użytkowników taka opcja w HBO GO nie istnieje, co praktycznie uniemożliwia oglądanie treści na zagranicznych wyjazdach – szczególnie teraz, kiedy operatorzy przycięli dane w roamingu. O podróżach samolotem z serialem na HBO można więc zapomnieć.

4K i HDR robią różnicę jeśli chodzi o Netflix i moim zdaniem mając odpowiedni sprzęt warto przynajmniej spróbować wyższego pakietu. Jakość i HBO GO to dwa niezależne byty, które nigdy się nie spotkały. Jakiś czas temu Konrad Kozłowski wręcz odradzał oglądanie Gry o Tron w tej usłudze mówiąc, że szkoda psuć sobie przyjemność z seansu przez tak kiepską jakość materiałów. Od siebie dodam, że zdarzają się sytuacje, kiedy czas buforowania dłuży się w nieskończoność i przez kilka minut oglądam zlepek pikseli. Na ogół na początku seansu, ale zdarza się również w totalnie przypadkowych sytuacjach gdzieś w środku odcinka. Zrzuciłbym to na łącze, ale wtedy musiałbym powiedzieć, że to samo dzieje się w konkurencyjnych usługach – a to byłoby nieprawdą.

Nikt mi nie powie, że w streamingu liczy się tylko biblioteka treści

Licencje, produkcje na wyłączność – niestety (dla użytkownika) nie ma jednej usługi, w której można obejrzeć wszystko. To właśnie różni streaming wideo od streamingu audio. Kiedy jednak HBO kusi świetnymi serialami, w tym samym czasie zabija przyjemność z ich oglądania. Po kilku latach z Netflix i świetnie działającymi aplikacjami, korzystanie z niedopracowanych usług i programów to prawie katorga. I niestety obawiam się, że z uwagi na problemy z HBO GO nie nadrobię tej Gry o Tron, bo jeśli mam co miesiąc płacić za solidny pakiet frustracji, to wypada się zastanowić, czy nie szkoda czasem nerwów na takie przygody.