22

Moda na Pokemony uświadomiła mi, jak bardzo „stare” media są w tyle za „nowymi”

Kiedy wszyscy zagrywali się w Pokemony na komórkach, ja dalej bawiłem się Fallout Shelter i niekoniecznie na kieszonkowe stwory zwróciłem uwagę. Wręcz życzyłem sobie, by ta moda wreszcie się skończyła. Te stworki były fajne, jak byłem w podstawówce - teraz jakoś mnie nie porwały. Ale modę musiałem odnotować - z czystej przyzwoitości, bo branża tytułem się zachwycała.

Teraz nagłówki w mediach skupiają się na naturalnej kolei rzeczy – moda przemija. I tak, jak kiedyś dziewczyny chodziły w dzwonach, tak dzisiaj upatruje się w nich symbol przełomu milleniów. Coś jak Backstreet Boys – kiedyś było fajne, dzisiaj już nie bardzo. Z Pokemonami za kilka miesięcy będzie to samo. Kto miał w to zagrać, ten już zagrał i o szale już nie będzie mowy. Ba, ja już jestem w stanie stwierdzić, że najlepsze dla tej gry już dawno minęło.

Pokemon Go

Moda ma to do siebie, że przemija

Przeważnie bywa tak, że o czasie, po którym następuje jej rozpad decyduje to, jak mocno się rozpoczęła. W przypadku Pokemon Go, mieliśmy do czynienia z czymś kompletnie niespodziewanym, a chwyciło jak jasna cholera. Nikt tego nie przewidział, wszyscy nagle zaczęli latać po miastach i szukać kieszonkowych stworów. Niektórzy robią to do dzisiaj, ale już teraz obserwuje się znaczny odpływ zagorzałych graczy mobilnego tytułu i będzie gorzej, bo ta moda stacza się po równi pochyłej. Ale to nic – taką kolej rzeczy można było sobie w trakcie „dośpiewać”.

Mnie chodzi o co innego – jak już na dobre rozpoczęła się moda na mobilne, kieszonkowe stwory, Internet zareagował bardzo żywo. Po kilku dniach mieliśmy już sporo poradników – jak zacząć, jak łapać, jak być najlepszym. O co chodzi w najważniejszych dla gry pojęciach i co wypada w ogóle o Pokemonach wiedzieć. Nic dziwnego, gra miała naprawdę niezłe wzięcie i taka okazja nie mogła zostać przepuszczona przez wydawców. Nazbierało się klików, podniosło się zaangażowanie na stronach – wszyscy byli zadowoleni.

Weekend po chorobie spędziłem przed telewizorem. Oglądałem nawet najgłupsze rzeczy po to, żeby czymś zająć czas i nie myśleć o tym, że przeziębienie nie oddało jeszcze mojego głosu. Do niczego innego się nie nadawałem. Zaciekawiło mnie natomiast jedno – reklama bardzo poczytnego niegdyś czasopisma o grach. Nie będę wymieniał z nazwy – ale każdy będzie raczej wiedział, o jakie chodzi. No, takie, które ma dyskobola w logo. Standardowo – wydawca reklamuje nowy numer. Jakieś tam gry, mnóstwo treści i… wielgachny poradnik Pokemon Go. Tak, w momencie, w którym gra już się „kończy”. Miesięcznik ze względu na wydawniczą specyfikę „nie wyrobił się” z modą i udostępnia treść, która atrakcyjna była jeszcze kilka tygodni temu. Dzisiaj brzmi to nieco jak ten, nieco prześmiewczy i obecnie krzywdzący komiks:

Pokemon Go

Stare medium daleko w tyle za „nowymi”. Nie można mieć tego gazecie za złe. Ba, niegdyś byłem wielkim fanem czasopisma, dzisiaj muszę się przyznać, że nieco się do niego zdystansowałem. Głównie dlatego, że od bardzo dawna kręcą mnie wyłącznie media „nowe”, gdzie te nie tylko wykazały się przewagą informacyjną, ale również opiniotwórczą. W Internecie znajdę tak dużo opinii na jeden temat, że spokojnie mogę się pokusić o dywersyfikację opinii bez końca. Z gazetami tak dobrze nie ma, choć przyznam, że niektóre teksty „na papierze” to istny majstersztyk, w Internecie często idzie się w taśmową produkcję. Ale i to się zmienia – istnieją genialne serwisy opinii, gdzie nie mam wątpliwości, dlaczego ostatnią gazetę kupiłem… no, nie pamiętam kiedy.

Gazeta przegrywa z Internetem jeszcze w jednym aspekcie. Społeczność. Nawet, jeżeli istnieje ta wokół gazety, to jest niema. A w Internecie medium tworzy. Owszem, można się spierać, że przecież bez społeczności nie ma czytelników, a czytelnicy dla gazety to jak krew dla ciała. Mnie natomiast model internetowy odpowiada dużo bardziej. Czytelnik nie jest tylko czytelnikiem, ale również ma głos. Niejednokrotnie ciekawszy od samego autora.

Grafika: 1, 2