2

Podejdź no do płota, czyli kilka dekad z dobrą komedią

Za oknami złota polska jesień (mam nadzieję, że jest), a u nas kolejna odsłona kalendarium. Przyznam, że trudno jest dobrać odpowiedni zestaw informacji do tych wpisów, bo zawsze coś trzeba pominąć i ciężko się zdecydować, co odpadnie. Mam przy tym nadzieję, że za rok cykl będzie jeszcze funkcjonował i pojawi się okazja, by napisać o […]

Za oknami złota polska jesień (mam nadzieję, że jest), a u nas kolejna odsłona kalendarium. Przyznam, że trudno jest dobrać odpowiedni zestaw informacji do tych wpisów, bo zawsze coś trzeba pominąć i ciężko się zdecydować, co odpadnie. Mam przy tym nadzieję, że za rok cykl będzie jeszcze funkcjonował i pojawi się okazja, by napisać o rzeczach, które teraz są traktowane po macoszemu. Do tego worka musiałem dzisiaj wrzucić dwóch wielkich konstruktorów samolotów. Ale znalazło się miejsce dla szychy z rynku motoryzacyjnego. Zaczynamy!

X2 bije rekord

Ile wynosi rekord prędkości śmigłowca? Przyznam, że nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale wiedza sama do mnie przyszła. Okazuje się, iż 15 września 2010 roku ustalono nowy (choć nieoficjalny) rekord. Wynosi obecnie 460 km/h, a ustanowiono go na eksperymentalnej maszynie Sikorsky X2. Helikopter wygląda intrygująco – odbiega pod względem konstrukcji od maszyn, które znam (głównie z filmów). Najciekawsze jest to, że nie mamy do czynienia z docelowym projektem korporacji Sikorsky Aircraft. Firma jedynie bada nowe technologie, by wykorzystać je przy tworzeniu maszyny S-97 Raider. Ta ostatnia miała trafić do amerykańskiej armii (nowy śmigłowiec rozpoznawczy), ale pojawiły się pewne problemy (jak to zwykle bywa, sprawa rozbiła się na kwestiach finansowych). Prace trwają nadal, ale nie wiadomo, jaki będzie ich finał.

Ettore i Veyron

Przed momentem o rekordzie prędkości śmigłowca, teraz trochę o najszybszym samochodzie. Jest nim Bugatti Veyron (przynajmniej w kategorii samochodów dopuszczonych do ruchu ulicznego). Tej maszynie również udało się przekroczyć granicę 400 km/h. Wspominam o tym dzisiaj, ponieważ 15 września 1881 roku w Mediolanie urodził się Ettore Bugatti – człowiek, który już we wczesnej młodości fascynował się motoryzacją, a szerzej techniką. Fabrykę samochodów założył w pierwszej dekadzie XX wieku we Francji. Poważnie przyczynił się do rozwoju motoryzacji i to zarówno jako konstruktor (sporo zawdzięczają mu wyścigi samochodowe), jak i designer. Wywodził się z rodziny projektantów, sam miał na tym polu spore zdolności. Projektował maszyny przyjemne dla oka, firma kontynuuje tę ścieżkę rozwoju. Jest moc zamknięta w pięknym opakowaniu.

Murray Gell-Mann – cudowne dziecko i Nobel

W liceum w ramach lekcji z fizyki miałem z kolegami przygotować referat o kwarkach. Nie będę ukrywał, że praca szła opornie, bo żaden z nas asem z tego przedmiotu nie był. Z referatu niewiele pamiętam, ale od tego czasu kwark funkcjonuje w moim umyśle jako coś niewyobrażalnie drobnego. Mało fachowe stwierdzenie, lecz fachowcem nie jestem. Za tego uchodzi Murray Gell-Mann. Fizyk teoretyk, który sporo zrobił dla nauk ścisłych. I nie uszło to uwadze świata – pod koniec lat 60. XX wieku otrzymał Nagrodę Nobla za wkład jaki wniósł w kwestię rozwijania wiedzy o cząstkach elementarnych:

Jego teoretyczne prace pomogły w zrozumieniu i sklasyfikowaniu odkrytych w latach późniejszych cząstek elementarnych, nazwanych kaonami i hiperonami. Sklasyfikowanie tych cząstek doprowadziło w konsekwencji do wysnucia pomysłu nowej liczby kwantowej, nazwanej dziwnością. Jednym z wielkich sukcesów Gell-Manna jest także formuła Gell-Manna-Nishijimy, która została zaproponowana na podstawie wyników doświadczalnych, a następnie potwierdzona i wyjaśniona po wprowadzeniu teorii kwarków. [źródło]

To zaledwie część dorobku naukowego Gell-Manna – zdecydowanie należy go uznać za naukowca o bardzo płodnym umyśle. Warto przy tym wziąć pod uwagę, że działa na polu naukowym od dawna: przyszedł na świat w roku 1929, a karierę naukową rozpoczął wcześnie (cudowne dziecko). Tym samym przez kilka dekad mógł wzbogacać fizykę o nowe teorie. I robił to.

Jak Pawlak z Kargulem

Na koniec wzmianka o najsłynniejszym podchodzeniu do płota w historii polskiej kinematografii. Albo w ogóle w polskiej historii. 15 września 1967 roku premierę miał film Sami swoi. Komedia Sylwestra Chęcińskiego to prawdziwy klasyk, nikomu nie trzeba jej przedstawiać. Kilka dni temu pisałem o serialu Alternatywy 4, który bawi nawet wtedy, gdy jest oglądany siódmy raz, z obrazem przedstawiającym spór dwóch rodzin z Kresów jest podobnie. Ta historia tak przypadła do gustu polskim widzom, ze doczekała się kontynuacji, potem zrobiła się z tego trylogia. Nic tylko się cieszyć i żałować, że dzisiaj nie robi się takich filmów.