Felietony

Po co wymieniać ubiegłoroczene smartfony z najwyższej półki na nowe? Pomińmy jedną generację!

RK
Rafał Kurczyński

Fan mobilnych okienek, technologii internetowych o...

62

Coraz szybszy rozwój urządzeń mobilnych zadziwia, a sama bitwa na coraz mocniejsze podzespoły i funkcje w smartfonach sięga swoimi korzeniami aż do pierwszych komórek dostępnych dla poczciwego Kowalskiego czy Smitha. Tak, jak Samsung, Sony Ericsson i Nokia walczyli swojego czasu o coraz potężniej...

Coraz szybszy rozwój urządzeń mobilnych zadziwia, a sama bitwa na coraz mocniejsze podzespoły i funkcje w smartfonach sięga swoimi korzeniami aż do pierwszych komórek dostępnych dla poczciwego Kowalskiego czy Smitha.

Tak, jak Samsung, Sony Ericsson i Nokia walczyli swojego czasu o coraz potężniejsze obiektywy aparatów w telefonach komórkowych początku drugiego tysiąclecia, tak dzisiejsze smartfony produkowane przez czołówkę rynku z generacji na generację stają się sprzętem, którego nie opłaca się wymieniać z dniem premiery ich następców. Dzieje się tak głównie dlatego, że telefony w naszych kieszeniach coraz częściej posiadają CPU oparte na dwóch, czterech, a nawet ośmu rdzeniach ARM. Urządzenia te są prawdziwymi potworami w swojej kategorii, jednak nie możemy zapomnieć również o telefonach opartych o procesor Intel Atom (x86), jak i o smartfonach pracujących dzięki układom 64-bitowym.

Można powiedzieć, że jest to tylko bezpodstawne dodawanie mocy do urządzeń, którą i tak trudno będzie wykorzystać w stu procentach, a całe te rdzenie i gigaherce to tylko chwyt marketingowy - jest jednak troszkę logiki. Z racji, że smartfony zaczynają swoją specyfikacją dorównywać, a nawet prześcigać niektóre laptopy (np. Chromebooki od Google), zapotrzebowanie na wymianę urządzenia, które jeszcze rok temu było produktem flagowym znacznie się pomniejsza.

Dzieje się tak dlatego, że coraz częściej nowsza wersja naszego „kieszonkowego potworka” jest po prostu tylko lekko poprawioną wersją urządzenia sprzed roku, jak w przypadku niedawno zaprezentowanego Samsunga Galaxy S5.

Zapotrzebowanie na potężne smartfony zaczyna przygasać

Jako że dzisiejsze smartfony posiadają coraz potężniejsze podzespoły, analogicznym faktem jest, że pozwalają nam one na wiele więcej przez dłuższy czasu. Dwa gigabajty pamięci RAM, czterordzeniowy procesor i bardzo mocny układ graficzny – tak w skrócie można zademonstrować poprzednią generację urządzeń, w której skład wchodzą Samsung Galaxy S4, Sony Xperia Z1 czy HTC One. Są to telefony, które po rocznym użytkowaniu nadal działają tak, jak działały chwilę po ich premierze, dlatego też odnalezienie jakiejkolwiek gry, która nie pozwoli nam na wydajną rozgrywkę na tych smartfonach graniczy z cudem. W przypadku HTC One i Samsunga Galaxy S4 pierwszą z popularniejszych gier niepozwalających na płynną rozgrywkę na maksymalnych detalach stało się Grand Theft Auto: San Andreas – gra, która jeszcze parę lat temu była tytułem, w który na pełnych detalach grali jedynie posiadacze w miarę nowych komputerów.

Problem za bardzo wydajnych flagowych urządzeń nie dotyczy jednak tylko Androida. Lumie, telefony Blackberry czy niezwykle popularne iPhone również zdają się co jakiś czas rysować koło na nowo, dlatego też nowe urządzenia z systemami Windows Phone, Blackberry OS i iOS nie wprowadzają ze sobą tak wiele, aby panicznie szybko gnać do sklepu po nowy telefon swojego ulubionego producenta sprzętu.

Zamiast dodawać do smartfona jedną funkcję i promować go jako super telefon, stwórz coś, od czego konkurencji opadnie szczęka

Jeszcze jakiś czas temu, producenci sprzętu mobilnego wprowadzali do swoich smartfonów tony innowacyjnych funkcji, podzespołów, jak i zapewniali nam unikatowy design, którego posiadacze innych urządzeń po prostu nie mogli poczuć na własnej skórze.

Było tak z HTC, Apple, Blackberry i wieloma innymi producentami tworzącymi urządzenia klasy premium w pełnym tego słowa znaczeniu– dzisiejsze smartfony stały się bardziej nudne, wręcz kopiują samych siebie, robiąc to lepiej lub gorzej. Naturalnie, pośród wielu wręcz identycznych smartfonów odnajdziemy parę perełek, takich jak HTC One, LG Flex, Blackberry Z10, Nokia Lumia 925, iPhone 5S czy Samsung Galaxy Note 3, które odróżniają się od  konkurencji bardzo wyraźnym, rozpoznawalnym dla tej serii urządzeń designem - wszystko dostosowane do tego, czego potrzebuje użytkownik, a ci nigdy nie są tacy sami.

Dawno już nie widziałem telefonu, który wnosił ze sobą tak potężny efekt wow, jak zrobił to iPhone 1G czy rosyjski YoyaPhone 2 – mam nadzieję, że wszystko to się zmieni, a to dlatego, że przy dzisiejszych „fenomenalnych” premierach nowych smartfonów brakuje tego czegoś -tej ikry i duszy zakodowanej w wyglądzie nakładki telefonu, jak i samego urządzenia. Decyzja zarobienia kroci na zmianie numeracji, dodania kilku funkcji do interfejsu użytkowanika czy też promowania urządzenia jako „rewolucyjny model dla firmy” jest idealną paszą dla ludzi, którzy kupią wszystko, co posiada na swojej tylniej ściance logo ukochanego producenta – i wcale nie mówię tu jedynie o Apple.

Myślę, że bardzo dobrą decyzją ze strony posiadaczy bardzo mocnych, flagowych smartfonów z 2013 będzie pominięcie aktualnej generacji na rzecz jego kolejnego wcielenia, które być może będzie naprawdę rewolucyjnym produktem, a nie efektem krótkotrwałej ewolucji telefonu.

Nie znaczy to naturalnie, że kupowanie nowszego telefonu każdego roku jest głupim pomysłem

Wśród naszych czytających znajdzie się zapewne wiele osób, które chętnie kupują każdą kolejną generację swojego ulubionego smartfona głównie dlatego, że ich na to stać. Patrząc na sprawę oczami użytkownika, który chce zakupić telefon pozwalający mu korzystać z niego przez okres przynajmniej dwóch lat (zwykle mając już od pół do pełnego roku za sobą), najbardziej opłacalną decyzją będzie kupno droższego telefonu, który pozwoli nam na więcej od urządzeń ze średniej półki z tego roku, a to dlatego, że nowa generacja oznacza skuteczną obniżkę cen dotychczasowego smartfona dla nielicznych – i koło kręci się dalej.

Moim zdaniem, zależnie od naszych finansów i upodobań, warto zapłacić więcej za używanego flagowca z ubiegłego roku, jak nabywać średni telefon, który po roku będzie urządzeniem bez żadnego wsparcia. Jeżeli jednak posiadacie fundusze na coroczne zmiany smartfonów i nie jesteście użytkownikami iPhone (wielkie przewiązanie do producenta), rozważcie przeczekanie świeżo wchodzącej generacji urządzenia. Taka decyzja może stać się oczywistą, jeżeli tak jak wielu użytkowników telefonów z najwyższej półki nie wykorzystujecie wszystkich atutów swojego obecnego telefonu – nie o ilość chodzi w tym wszystkim, a o jakość, która przy aktualnych podzespołach staje się ciekawą mieszanką, która spokojnie może przetrwać dwa lata będąc nadal konstrukcją pozwalającą nam na wszystko czego możemy zapragnąć.

Zmieniacie swoje urządzenia wraz z premierą ich nowszych wersji?

Grafika: [1] [2] [3]

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu