7

Plastelinowy Android: co można ulepić z ciasta Google?

Android to nie tylko smartfony i tablety. Producenci z pewną dozą nieśmiałości zaczynają wykorzystywać system Google przy produkcji całej gamy urządzeń absolutnie niezwiązanych z rynkiem telekomunikacyjnym czy komputerowym. Celują w obszary, gdzie gadżety – choć zbędne – pozwalają na zwiększenie produktywności, osiągów sportowych lub po prostu ułatwiają codzienne czynności. Znajdą się zatem wśród nich zegarki, […]

Android to nie tylko smartfony i tablety. Producenci z pewną dozą nieśmiałości zaczynają wykorzystywać system Google przy produkcji całej gamy urządzeń absolutnie niezwiązanych z rynkiem telekomunikacyjnym czy komputerowym. Celują w obszary, gdzie gadżety – choć zbędne – pozwalają na zwiększenie produktywności, osiągów sportowych lub po prostu ułatwiają codzienne czynności. Znajdą się zatem wśród nich zegarki, mikro-platformy, liczniki rowerowe ale także komputery pokładowe.

Jeszcze do wczoraj amerykańskie serwisy huczały o plotkach na temat tajnych planów Motoroli i nazwy KORE. Odnoszono się w tym kontekście do rebrandingu smartfonów, nowego tabletu i innych tajemniczych produktów. Tak to już bywa, gdy w przeciekach pojawi się zupełnie nowa nazwa, nie sugerująca niczego konkretnego. Wszelkie wątpliwości rozwiał wniosek o rejestrację znaku towarowego. KORE to urządzenie monitorujące ćwiczenia fizyczne, a dokładnie:

„ELECTRONIC NON MEDICAL PORTABLE PHYSICAL ACTIVITY MONITOR AND FITNESS DEVICE FOR MEASURING MOVEMENTS, INDIVIDUAL’S ENERGY EXPENDITURE AND PHYSICAL ACTIVITY LEVEL AND ACCESSORIES THEREFORE, NAMELY, HEADPHONES; SOFTWARE FOR DEVELOPING AND MONITORING PERSONAL ACTIVITY AND EXERCISE PLANS, TRAINING PLANS, TRAINING GOALS AND GIVING FEEDBACK ON THE ACHIEVED RESULTS”.

Choć specyfikacja nowego pomysłu w dalszym ciągu pozostaje w sferze spekulacji, wiadomo, że KORE będzie korzystać z Androida. Czy to innowacja ze strony Moto? W żadnym wypadku. Podobnych produktów już w samym roku bieżącym pojawiło się kilka.

W marcu podczas targów Geneva Motor Show 2011 Saab zaprezentował system iQon, przeznaczony dla komputerów pokładowych stosowany w produktach tej firmy. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, ze bazuje właśnie na Androidzie. Samo urządzenie, jeszcze w fazach prototypu, wykorzystywane jest przede wszystkim jako moduł informacyjno-rozrywkowy. W przeciwieństwie do analogicznych produktów jak np. MyLink General Motors czy Entune Toyoty, iQon korzysta z własnego modemu i wykorzystywanej z nim karty SIM, a nie powiązanego z nim telefonu. Dodatkowo OS umożliwia również na zdalne przeglądy serwisowe przez dilerów. Jak zaznaczali w marcu przedstawiciele Saaba, pozwala także na wprowadzanie nowych opcji i funkcji dla samochodu. Firma planuje udostępnić API swojego produktu developerom, przez co dostaną oni dostęp do tworzenia aplikacji wykorzystujących 500 różnych czujników pojazdu. Aplikacje dostępne będą jednak do pobrania dopiero po przejściu przez testy w laboratoriach. Zakładana premiera w 2012 wraz z Saabem 9-3.

Skoro samochód, to czemu i nie rower? Tą niszą chciałby zaopiekować się Pioneer, częściej kojarzony jest z systemem kina domowego lub car audio. To, co japoński producent planuje zaoferować ciężko nazwać licznikiem. Znacznie bezpieczniej byłoby użyć określenia komputer rowerowy. Profesjonalni cykliści cenią sobie statystyki dotyczące prędkości, kadencji, tętna, mocy oraz czasu treningu, a właśnie te dane odczytuje i przetwarza opracowywany przez nich produkt. Świetnym dodatkiem do tego kompletu staje się także nawigacja GPS. Komputer wykorzystuje protokół ANT+ funkcjonujący w bezprzewodowych systemach liczników rowerowych, mierników mocy oraz pulsometrów. Opracowane przez producenta sensory mocowane są na elementach układu napędowego, w tym korbie tuż przy suporcie. To pozwala nie tylko na pomiar kadencji, ale również rozdzielenia odczytu pracy obu nóg. Pioneer planuje dalszy rozwój urządzenia, w tym wprowadzenia wodoodpornej obudowy oraz możliwości korzystania z innych niż fabrycznie zainstalowane aplikacje.

W pełni plastyczny i konfigurowalny, Android zwrócił na siebie także uwagę dizajnerów. Włoscy specjaliści od projektowania przemysłowego stworzyli urządzenie, które śmiało można określić mianem multimedialnego zegarka. Stworzony przez Manuela Zanellę i Massimiliano Bertoliniego i’mWatch jest przedłużeniem smartfonu, jednocześnie pełniąc funkcję klasycznego czasomierza. Obsługuje nie tylko platformę Android, ale także iPhone 4, a w przyszłości twórcy planują poszerzenie zakresu współpracy o BlackBerry.

i’mWatch wykorzystuje do pracy specjalnie przystosowaną wersję Androida, wyposażoną w zestaw najpotrzebniejszych aplikacji. W zestawie tym znajdą się m.in. te, pozwalające na wykonywanie i odbieranie połączeń głosowych, tworzenie wiadomości tekstowych, e-maili, czytnik RSSów lub łączące się z serwisami typu Foursquare, Facebook lub Twitter. Obraz prezentowany jest na wyświetlaczu TFT o przekątnej 1,54″ (taki jak w iPod nano), rozdzielczość 240 x 240, 220 ppi. Jego sercem jest procesor Freescale ARM9 IMX233 CPU współpracujący z 64 MB RAMu i 4 GB pamięci wewnętrznej. Źródłem zasilania tego gadżetu jest bateria Li-Po o pojemności 600 mAh, pozwalająca na dwugodzinną rozmowę. W trybie czuwania producent określa wytrzymałość na 48 godzin. To gadżet raczej dla wyższych sfer, najtańszy model kosztuje 299 euro, najdroższy – 14999 euro. Premiera już we wrzesień.

Zegarek na rękę z Androidem to nie tylko Włosi, ale także Sony Ericsson i jego LiveView. Tymczasem amerykańska firma WIMM Labs pracuje nad czymś, co ma być samodzielnym, jednocalowym urządzeniem, spełniającym rolę zegarka, a jednocześnie urządzenia multimedialnego. WIMM Wearable Platform to urządzenie pozwalające na korzystanie z mikro-aplikacji. Według zamierzeń twórców ma on być także „ekranem pierwszego kontaktu”. Termin ten odnosi się do czterech podstawowych ekranów, z którymi mamy codziennie do czynienia: telewizor, komputer, tablet i smartfon. Dave Mooring – dyrektor generalny WIMM – zwraca uwagę na to, iż istnieje ścisła relacja między czasem spędzonym przy danym urządzeniu, a wielkością jego ekranu. Najwięcej czasu człowiek spędza przed telewizorem, ale kontakt z nim ma tylko kilka razy dziennie. Produkt, nad którym pracuje aktualnie jego firma miałby znaleźć się znaleźć się na drugim końcu tego zestawienia, tuż za smartfonami. Z niego mielibyśmy korzystać w ciągu dnia najczęściej, po kilka sekund na każdą sesję.

Mikro-aplikacje, obsługiwane przez WIMM są programami stworzonymi z myślą o konkretnej akcji np. zdalnej obsłudze kamery czy bezprzewodowych płatności (NFC). Istniejące już w tej chwili prototypy to konstrukcje z dotykowym ekranem 1″ x 1″ (160 x 160), modułem łączności WiFi, GPS, akcelerometrem oraz slot obsługujący karty microSD do 32 GB. Pracą zarządza procesor 667 MHz. Budowa wyświetlacza przypomina nieco Pixel Qi. Może on pracować zarówno w trybie transmisyjnym (jak najpopularniejsze ekrany ciekłokrystaliczne w zegarkach), jak i odbiciowym. W stanie spoczynku obraz to zwyczajny, typowy zegarek elektroniczny, ale z chwilą gdy uruchamiamy dowolna aplikację, przechodzi w stan reflective.