Moje przemyślenia

Piraci łapani z przypadku - gdzie jest sens tego typu działań?

SB
Szymon Barczak
46

Niedawno czytałem w sieci o historii najbardziej pechowego pirata, który został oskarżony o nielegalne posiadanie i dystrybuowanie treści w sieci, bo znalazł się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Jego historia daje wiele do myślenia. Każdy z nas mógłby znaleźć się w podobnej sytuacji i g...

Niedawno czytałem w sieci o historii najbardziej pechowego pirata, który został oskarżony o nielegalne posiadanie i dystrybuowanie treści w sieci, bo znalazł się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Jego historia daje wiele do myślenia. Każdy z nas mógłby znaleźć się w podobnej sytuacji i gdyby doszło do kontroli zawartości pamięci urządzeń elektronicznych, mogłoby być krucho. Zdecydowanie większość internautów piraci, a w przypadku działania organizacji antypirackich może zostać oskarżona nawet osoba łamiąca prawo nieświadomie np. słuchając piosenki na YouTube, która przecież tymczasowo zapisuje się na dysku. Wszystkie te sytuacje to jedna wielka paranoja wynikająca jedynie z walki z wiatrakami przez wielkie koncerny, które nie potrafią dostrzec zmian i dostosować się do nowego rynku, o czym już pisałem. Historia Martina ze Szwecji jest przykładem kompromitacji obecnych działań antypirackich.

Jako część śledztwa antypirackiego, namierzono jeden z domów w Szwecji, z którego nielegalnie rozprzestrzeniano dane w sieciach p2p. Pewnego dnia policja zapukała do drzwi namierzonego domu, które otworzył główny bohater - Martin, który opiekował się domem pod nieobecność właściciela. Policja wyjaśniła, w jakiej sprawie się pojawiła, po czym odłączyła linię internetową oraz skonfiskowała urządzenia komputerowe w mieszkaniu, w tym laptopa Martina, który po prostu znalazł się tam przez przypadek. Po zapoznaniu się z danymi na skonfiskowanych komputerach, okazało się, że Martin, który wcale nie był podejrzewany o piractwo komputerowe, posiada na dysku twardym swojego laptopa około 200 pirackich filmów. Pomimo tego, że nie został wcześniej namierzony, nie był o nic podejrzewany, został pozwany, o czym poinformował Frederick Ingblad, prokurator zaangażowany w większość tego typu spraw w Szwecji. Martin stał się w ten sposób najbardziej pechowym użytkownikiem sieci p2p.

W serwisie TorrentFreak rozgorzała dyskusja na temat tego zdarzenia. Wielu użytkowników radziło stosowanie szyfrowania dysków twardych, twierdząc, że w dobie dzisiejszych komputerów takie rozwiązanie nie powoduje wcale aż tak dużego spadku wydajności:

With the path our collective governments are taking, as well as the increasing incidents of computer theft, encryption just makes good sense these days. Personally I like TrueCrypt, which I use to encrypt ALL my drives. Just make sure you have a good backup solution and understand the dangers should you do something dumb. As always, the user is the weakest link when it comes to security, which is why I made a bootable version of Windows on CD (Linux works too) that allows me to mount my drives should I ever need to decrypt anything or access my external backups.

Naturally there is a performance hit to using encryption, but I've found that it isn't really noticeable with newer PC's, especially once I switched to an SSD for my Windows partition. The new Sandy Bridge CPU's have hardware instructions for accelrating AES operations too, which have been benchmarking really well, and I believe encryption is well on its way to becoming a standard option on future drives.

Istnieje ogrom oprogramowania szyfrującego, warto udać się chociażby na Wikipedię by zapoznać się z liczbą tego typu aplikacji. Śmieszne wydaje mi się jednak to, że w dzisiejszych czasach użytkownicy muszą rozważać szyfrowanie dysku twardego w celu ochrony przed przypadkowym pozwem, a jak donoszą statystyki, wcale nie jest ich tak mało. Wiele razy zdarzało się, że o dystrybucję treści objętych prawem autorskim były pozywane niewłaściwe osoby, u których w istocie znajdowano potem pirackie treści, ale nie te, o które zostali oskarżeni. Taki obrót spraw spowodowany jest głównie tym, że wielu śledczych nie rozumie, że adres IP nie identyfikuje konkretnej osoby. Przecież adresy IP u wielu dostawców internetowych są zmienne, poza tym jeden adres IP zewnętrzny może odpowiadać ogromnej liczbie adresów IP w sieci wewnętrznej dzięki mechanizmom takim jak NAT czy publiczny hotspot. Odnoszę jednak wrażenie, że pozwy lecą od tak, bo organizacje antypirackie mają świadomość, że i tak podczas rewizji u dużej liczby pozwanych znajdą się "piraty". A nawet jeśli takiego oprogramowania się nie znajdzie, pozew można wystosować za użycie oprogramowania otwartoźródłowego (tak, były już takie przypadki!).

Jaki jest sens takich działań? Ludzie i tak będą piracić, ot chociażby dlatego, że wolą cyfrową formę dystrybucji treści. A koncerny zamiast to zrozumieć i zmienić model biznesowy, próbują wystosowywać pozwy na oślep, a nuż trafi na jakiegoś pirata, którego się oskarży i wyciągnie tantiem.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

piractwo komputerowe