Lekki, niewielki i wygodny w obsłudze komputer - założenia wydają się proste, lecz z ich realizacją różnie do tej pory bywało. Doskonale pamiętamy przecież netbooki, które im dłużej były obecne na rynku, tym więcej ich wad stało się wyraźnie dostrzegalnych. Coraz popularniejsze są też Chromebooki, lecz jedna z ich zalet jest przez niektórych uważana za najważniejszą z przeszkód - nie każdy darzy sympatią przeglądarkę Chrome i pogodzi się z ograniczeniami Chrome OS. Microsoft dostrzegł w tym swoją szansę i wraz z Acerem przygotował Cloudbooka z Windows 10. Rozwiązanie idealne?

Testujemy „jedenastkę”, ale jest też „czternastka”

W ofercie tajwańskiego producenta dostępne są dwa modele Cloudbooka. Różnią się one przede wszystkim rozmiarem ekranu – pierwszy z nich posiada przekątną o długości 11,6 cala, zaś u drugiego wynosi ona 14 cali. Większy model dysponuje także dwukrotnie większą wbudowaną pamięcią oraz pojemniejszą baterią. Mnie zainteresował jednak “mniejszy” z braci, ponieważ kompaktowe rozmiary zdecydowanie lepiej wpasowują się w ideę mobilnego komputera, którego można (prawie) zawsze wrzucić do torby i mieć ze sobą.

2

O ile nie będzie on jedynym przedmiotem zabranym w drogę, obecności Cloudbooka 11 w plecaku czy torbie raczej nie odczujemy – jego masa to 1,15 kg, więc nieco więcej niż większość tabletów. Taki, a nie inny wynik Cloudbook zawdzięcza przede wszystkim plastikowej obudowie. Nie jest to zaskoczeniem w tego typu produkcie, dlatego miły dodatkiem jest sposób wykończenia powierzchni pokrywy i spodu – delikatne wyżłobienia nadają komputerowi poważniejszego wyglądu i pozwalają odrobinę pewniej chwycić go w jedną dłoń. Cloudbook nie pochwali się smukłością rodem z Ultrabooków, ale jest wystarczająco szczupły, by umieścić go w plecaku w miejsce jednego z notesów.

Mobilność

Zgodnie z oczekiwaniami zestaw portów i złącz nie będzie zbyt obfity, ale proszę pamiętać, że mamy do czynienia z dosyć smukłą konstrukcją. Cloudbook dysponuje dwoma złączami USB umieszczonymi na przeciwległych krawędziach bocznych i na całe szczęście jedno z nich oferuje standard 3.0. Oprócz nich wykorzystać można pełnowymiarowe złącze HDMI, słuchawkowe oraz port kart SD. Będzie ono przydatne, ponieważ właśnie w ten sposób najlepiej rozszerzyć niezbyt pojemną powierzchnię pamięci wbudowanej – 32 GB pamięci typu flash to raczej niewiele, tym bardziej że tak naprawdę do naszej dyspozycji pozostanie lekko ponad 20 GB. U spodzie komputera umieszczono dwa głośniki stereo, których możliwości nie wykraczają poza spodziewane normy, co nie powinno nikogo specjalnie dziwić. Dźwięki systemowe, z gier lub okazjonalne obejrzenie filmu to maksimum na co je stać, dlatego w miarę możliwości wskazane jest wykorzystanie zestawu słuchawkowego, bądź zewnętrznego nagłośnienia.

7

8

Po otworzeniu pokrywy naszym oczom ukaże się 11-calowy ekran o rozdzielczości 1366 na 768 pikseli. Do wykonywania większości czynności jego możliwości będą wystarczające. Czujne oko może dopatrzeć się delikatnie zaniżonego nasycenia kolorów, szczególnie gdy zestawimy ekra z tymi w większości nowszych smartfonów – jest to jednak matryca matowa, więc zawartość wyświetlacza jest naprawdę dobrze widoczna i czytelna nawet w przypadku bezpośredniego padania światła (naturalnego i sztucznego) na ekran. Najwyższy poziom jasności to zdecydowanie więcej niż potrzebuję, więc zazwyczaj pracuję przy około 25%. Ramka wokół ekranu ma szerokość 16 mm po bokach, 20 mm u góry i około 25 mm u dołu – to całkiem sporo, lecz po pewnym nie zwraca się już na to uwagi. Nad ekranem znajduje się kamerka internetowa, lecz oferująca tylko rozdzielczość 640 na 480 pikseli – niewiele, o panoramicznym widoku na Skype zapomnimy, ale swoje zadanie wykona.

Jak się pisze? Jak się klika?

Spoglądając na proporcje zajmowanej przestrzeni przez klawiaturę i touchpada można odnieść wrażenie, że producent kosztem rozmiaru i rozkładu klawiszy zwiększył powierzchnię płytki touchpada. Niezwykle małe i niewyobrażalnie niewygodne w obsłudze touchpady netbooków to już przeszłość. Microsoft wprowadzając na rynek Windows 10 obiecywał użytkownikom nowy rozdział w historii touchpadów w komputerach z “okienkami”, szczególnie zwracając uwagę na nowość w postaci obsługi gestów. W rzeczywistości Cloudbook wypada o niebo lepiej od tego, co zapisało się w mojej pamięci z czasów netbooków – notujemy spory postęp.

1

Płytka o wymierach około 10 na 8 centymetrów pozwala na komfortowe nawigowanie kursorem. Jest także “klikalna”, co mnie do końca nie odpowiada, lecz zdaję sobie sprawę, że wielu użytkowników wciąż oczekuje pewnej reakcji ze strony urządzenia na nasze działania. Co najistotniejsze, touchpad obsługuje tak zwany “wielodotyk”, a więc przewijanie treści możliwe jest przy użyciu gestów przeciągnięcia dwóch palców, gesty pionowe trzema palcami aktywują podgląd miniaturek działających aplikacji lub minimalizują lub przywracają wszystkie okna, tapnięcie trzema otwiera panel wyszukiwania, a czterema wysuwa centrum akcji z powiadomieniami i szybkimi ustawieniami. Odnotowałem problemy z niezawodnością tylko ostatnich dwóch wymienionych gestów, pozostałe działają tak jak powinny.

3

Naprawdę chciałbym napisać wiele dobrego o klawiaturze w Cloudbooku Acera, tym bardziej że do tej pory chwaliłem sobie zdecydowaną większość klawiatur w urządzeniach tajwańskiego producenta, lecz tym razem kompromis okazał się zbyt drastyczny. Największym wyzwaniem okazała się współpraca z prawą cześcią klawiatury – tam, gdzie umieszczone są zagubione w gąszczu innych przycisków klawisze strzałek oraz miniaturowy wręcz shift. Nawet po kilku dniach trudno mi jest się przyzwyczaić do tego układu, lecz się nie poddaję. Oprócz tego mankamentu, na klawiaturze Cloudbooka pisze mi się wygodnie – przyciski mają wyczuwalny, wydający delikatny dźwięk skok i pokryte są z wierzchu miłym w dotyku tworzywem. Po obydwu stronach touchpada znajduje się odpowiednio dużo miejsca na nadgarstki, więc podczas testów nie zdarzyło mi się dobrnąć do momentu, w którym poczułbym dyskomfort nawet po dłuższym czasie użytkowania komputera.

Co z wydajnością?

Najczęściej powtarzanym zarzutem wobec netbooków była niska wydajność tych urządzeń. Czy Cloudbook z Windows 10 stanął na wysokości zadania? Odpowiedź na to pytanie nie będzie jednoznaczna, ponieważ komputer Acera zdaje się miewać “humorki”. Otwarcie kilku kart w przeglądarce, uruchomiony komunikator, mobilny OneNote oraz ciągłe odtwarzanie muzyki z aplikacji usługi streamingowej nie jest poza zasięgiem możliwości sprzętu, który na papierze mimo wszystko nie robi wrażenia. Intel Celeron i 2 GB pamięci RAM to specyfikacja z niższej półki, dlatego nie zdziwiłem się, gdy czas oczekiwania na pierwsze uruchomienie Firefoksa wyniósł około 4-5 sekund. Byłem jednak zdumiony, gdy komputer miał problemy z płynnym przewijaniem zawartości zaledwie jednej karty w przeglądarce, niezależnie od tego po którą sięgnąłem. Edge, Firefox, Chrome i Opera – z każdej z nich korzystałem naprzemiennie i problem ten powracał regularnie.

5

Jeśli jednak chodzi o aplikacje czy gry ze Sklepu Windows, to w tym przypadku do tego typu sytuacji nie dochodziło i z przyjemnością zagrywałem się w Hitmana Go czy pracowałem w programach Word i OneNote. Typowe, desktopowe aplikacje pakietu Office (2016) nie działają z taką samą płynnością, ale wydajność stała na zadowalającym poziomie i nie pojawiły się trudności z ich stabilnością. Sprawdziłem też funkcję streamowania rozgrywki z konsoli Xbox One – Cloudbook nie miał oczywiście żadnych problemów z obsługą kontrolera od konsoli, ani aplikacji Xbox. Ku mojemu zdziwieniu rozgrywka była zupełnie płynna przy połączeniu bezprzewodowym, występowało jedynie minimalne opóźnienie na moje działania na padzie. W Dirt3 oraz Fifie 16 były to jednak opóźnienia całkowicie akceptowalne, ponieważ nie wpływały na samą rozgrywkę.

Clooudbook może pracować w każdym trzech typowych dla Windwos trybów wydajności, pomiędzy którymi w większości okoliczności nie widać tak naprawdę różnicy. Zalecane jest więc sięgniecie po tryb zrównoważony lub oszczędzanie energii, gdy zależy Wam na jak najdłuższym czasie pracy komputera bez zewnętrznego zasilania. Jeśli chodzi o ten aspekt, to według zapewnień producenta powinniśmy pracować na Cloudbooku do 8 godzin bez zasilacza. Taki rezultat jest osiągalny, ale tylko w określonych warunkach – realnym wynikiem, w przypadku testowanego przeze mnie egzemplarza, jest 7 godzin pracy urządzenia przy 50% podświetlenia, łączności Wi-Fi i działającej bez przerw przeglądarce internetowej. Po zamknięciu pokrywy komputera domyślnie przechodzi on w tryb uśpienia, który naturalnie redukuje ilość energii, lecz nie w alarmującym tempie – bez większych obaw można w ten sposób przerywać i wznawiać pracę.

Podsumowanie

Jak najlepiej podsumować test pierwszej generacji Cloudbooka? Z przyjemnością pracowałbym na nim do momentu premiery drugiej wersji. Polska cena modelu z 11-calowym ekranem wynosi 1099 złotych, więc nie może to być przypadkowy i nieprzemyślany zakup – musimy świadomie pogodzić się z kilkoma kompromisami. Najbardziej odczuwalnym brakiem jest nieobecność modułu łączności 3G/LTE, bo przecież jest to komputer dedykowany działaniu w terenie. Poleganie na hotspotach czy dostępie do sieci poprzez smartfona to sytuacja, która nie powinna mieć tak naprawdę miejsca. Windows 10 w wersji Home i roczna subskrypcja Office 365 w cenie urządzenia to także istotne cechy tego komputera, mające w gruncie rzeczy przekonać klientów do zakupu. Jeżeli potrzebujecie urządzenia pokroju netbooka, lecz w zdecydowanie lepszym wydaniu to Cloudbook będzie dobrym wyborem. W pozostałych sytuacjach decyzja o zakupie musi być dobrze przemyślana.

Specyfikacja:

  • Windows 10 Home
  • Intel® Celeron® N3050 Dual-Core 1.6GHz
  • Ekran 11.6″ HD Widescreen ComfyView™ LED-backlit Display 1366 x 768
  • 2 GB pamięci RAM DDR3L
  • 32 GB pamięci eMMC
  • Czytnik kart SD
  • 2 porty USB: 2,0 oraz 3,0
  • łaczność Wi-Fi 802.11ac oraz Bluetooth 4.0
  • złącze słuchawkowe
  • złącze HDMI
  • Bateria 4200 mAh
  • kamerka internetowa VGA (640 na 480 pikseli)
  • Roczna subskrypcja Microsoft® Office 365 Personal