31

Pierwszy ognik rewolucji w szkolnictwie wyższym – nareszcie!

Rewolucyjną innowację wprowadził właśnie Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu. Dlaczego piszę o tym tutaj? Bo wielokrotnie już wspominałem o problemach polskiej edukacji, która nie nadąża za nowymi mediami – szczególnie w kontekście prób nauczania dziennikarstwa czy tworzenia gier. Wrocławski przykład może coś w tej materii zmienić. Pierwsze koty za płoty! Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu, jako pierwsza […]

Rewolucyjną innowację wprowadził właśnie Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu. Dlaczego piszę o tym tutaj? Bo wielokrotnie już wspominałem o problemach polskiej edukacji, która nie nadąża za nowymi mediami – szczególnie w kontekście prób nauczania dziennikarstwa czy tworzenia gier. Wrocławski przykład może coś w tej materii zmienić.

Pierwsze koty za płoty! Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu, jako pierwsza w Polsce szkoła publiczna, uruchamia procedurę umożliwiającą zaliczenie przedmiotów na podstawie trwałego dorobku zawodowego lub wynikającego z innych doświadczeń życiowych. Co to oznacza w praktyce? Nim odpowiem na to pytanie, rzućcie okiem na kilka przykładów.

Kiedy żółtodziób szkoliŁ specjalistę

W 1999 roku pewien dziennikarz i jednocześnie grafik DTP z 10-letnią praktyką i własną agencją reklamową postanowił dokonać legitymizacji swego doświadczenia poprzez ukończenie studiów dziennikarskich w pewnej renomowanej szkole wyższej. Szybko się zniechęcił. Po pierwsze, kazano mu chodzić na obowiązkowe zajęcia z podstaw… pracy na komputerze. Jak włączać, jak wyłączać blaszaka, jak pogrubiać tekst w Wordzie etc. Prośba o wpis w związku z tym, że był DTP-owcem z bogatym portfolio, nie dała absolutnie nic. Być może przebolałby ten jeden przedmiot, gdyby na drugim, dotyczącym mass mediów, nie zaczął go uczyć żółtodziób z dwukrotnie mniejszą praktyką w prasie. Student postanowił zakpić z nauczyciela i na zaliczenie oddał mu tekst, który opublikował wcześniej w prasie ogólnopolskiej. Wykładowca zapoznał się z materiałem, nie wiedząc, że ukazał się już drukiem, i stwierdził, że z łaski może dać tróję, ale tak napisanego artykułu nikt by nie wydrukował. Student rzucił uczelnię godzinę później…

Kiedy spotykałem fachowców…

I mnie zdarzyło się prowadzić zajęcia z przedmiotów związanych z nowymi mediami i tworzeniem gier. Kilkukrotnie pojawiali się w moich grupach młodzi ludzie z doświadczeniem równym mojemu lub nawet większym. Co w takim przypadku robiłem? Wpisywałem w indeks ocenę bardzo dobrą i zwalniałem z zajęć. Inna rzecz, że ludzie ci jednak w dalszym ciągu przychodzili, twierdząc, że chcą się czegoś nauczyć, co mile łechtało me ambicje. W efekcie uczyliśmy się od siebie nawzajem, bo nigdy nie twierdziłem, że będąc nauczycielem, z automatu jestem mądrzejszy od studentów.

Problem szkół prywatnych

Jednym z największych problemów jest to, że nauczycieli akademickich bierze się wprost z ulicy. Byle mieli chociaż magistra. W efekcie ludzie z dyplomami, dajmy na to, z agronomii prowadzą przedmiot dotyczący gatunków dziennikarskich, a doktorant filozofii próbuje sił jako spec od webdesignu. Jak sobie ci nauczyciele radzą? W najprostszy możliwy sposób – czerpiąc z… Wikipedii. Znany jest we Wrocławiu przykład osoby, której doświadczenie opierało się na składaniu do druku wizytówek, a która została zatrudniona jako nauczyciel grafiki 3D. Jak sobie poradziła? Doskonale (dodam, że to sarkazm) – nie mając zielonego pojęcia o obsłudze Blendera czy 3D Studnio Max, ściągała z polskich stron poświęconych tematowi tutoriale w pdfach i kazała je realizować na zajęciach. Komu udało się wymodelować dany obiekt, dostawał zaliczenie. Proste, prawda?

A Uniwersytet Ekonomiczny na to…

Wrocławska uczelnia jako pierwsza uczelnia publiczna w Polsce wprowadziła program uznawania efektów kształcenia zdobywanych w systemach pozaformalnych i nieformalnych.

Dla przykładu, dzięki takiemu rozwiązaniu osoba pracująca jako księgowy zaoszczędzi siły i czas niezbędne do studiowania podstaw rachunkowości, a posiadacz zagranicznej matury nie będzie musiał uczestniczyć w zajęciach z danego języka obcego. (…) Absolutnym novum jest tu uznawanie wiedzy i doświadczenia zawodowego zdobytych poza oficjalnym systemem kształcenia. W nadchodzącym roku akademickim 2014/2015 student Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu będzie mógł wnioskować o uznanie efektów kształcenia zdobytych w systemie nieformalnym i zaliczenie zajęć, jeżeli przedłoży stosowne dowody potwierdzające wiedzę i doświadczenie.

W grę wchodzą dokumenty wskazujące na zdobycie efektów kształcenia w następstwie doświadczeń życiowych i zawodowych, podczas wolontariatu i aktywności w organizacjach społecznych czy w trakcie prac badawczych, projektowych lub organizacyjnych. Szczegółowe zasady określa „Regulamin uznawalności efektów kształcenia w Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu zdobywanych w systemach pozaformalnych i nieformalnych” dostępny na stronie projektu – www.kuznia6.ue.wroc.pl.

Czy system ten nie będzie zarzewiem nadużyć? Takie pytanie zadał pewien mój zacny znajomy, wykładowca uniwersytecki z tytułem doktorskim. Przypuszczenie całkiem sensowne i logiczne. Na szczęście pomyślano o tym zawczasu, odpowiednio konstruując regulamin. Tym samym można odrzucić teorię o furtce dla oszustów. Oto kilka wyjątków z rzeczonego dokumentu:

Decyzję w sprawie uznawania efektów kształcenia zdobywanych w systemach pozaformalnym i nieformalnym podejmuje Dziekan. Ciałem doradczym Dziekana jest Wydziałowa Komisja ds. Uznawalności Efektów Kształcenia, którą powołuje odpowiednia Rada Wydziału na okres kadencji Dziekana. (…) Merytorycznej oceny efektów kształcenia dokonują grupy robocze ds. uznawalności. (…) W przypadku uzasadnionych wątpliwości w zakresie posiadanych przez wnioskodawcę efektów kształcenia, członkowie odpowiedniej grupy roboczej mogą przeprowadzić rozmowę z wnioskodawcą i zastosować dodatkowe narzędzia oceny efektów kształcenia. Po analizie złożonych dokumentów, przewodniczący Wydziałowej Komisji ds. Uznawalności Efektów Kształcenia może zarządzić przeprowadzenie egzaminu z zajęć, o których zaliczenie ubiega się wnioskodawca.

Reasumując, ewentualnych oszustów łatwo będzie zdemaskować, a przez regulaminowe sito przejść mogą tylko osoby, która faktycznie legitymują się danymi umiejętnościami i wiedzą.

Oby tak dalej!

Oczywiście opisywany system jest pionierskim programem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, więc dotyczy tylko studentów tej uczelni. Inicjatywa, opracowanie oraz wdrożenie systemu uznawalności to efekt prac Działu Obsługi Projektów Rozwojowych w projekcie Kuźnia Kadr 6 realizowanym ze wsparciem środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. Można jednak oczekiwać, że inne uczelnie – zwłaszcza prywatne, cierpiące na niedobór kadry, o czym pisałem wyżej – wezmą z Wrocławia przykład. Najwyższy czas, by zacząć doceniać doświadczenie studentów, którzy nie zawsze są laikami. Zwłaszcza na studiach zaocznych, gdzie uczęszczają osoby starsze i doświadczone, które chcą uzyskać legitymację swych umiejętności. Tym bardziej, że system taki sprawdził się już na Zachodzie.

– W ramach projektu pozyskaliśmy do współpracy uczelnię Alice Salomon Hochschule w Berlinie – mówi dr inż. Urszula Załuska z Działu Obsługi Projektów Rozwojowych. – Dzięki temu możemy skorzystać ze sprawdzonych rozwiązań i czerpać z doświadczeń niemieckiego partnera. Mamy nadzieję, że ta nowatorska w Polsce inicjatywa nie tylko wpłynie pozytywnie na jakość kształcenia i relacje na linii student-uczelnia, ale też stanie się wzorem dla innych uczelni.

PS. Aby nie kreować spiskowych teorii dziejów, informuję, że od lipca udzielam się skromnie przy siostrzanym projekcie Kuźnia Kadr 7 (dotyczącym jednak zupełnie innej kwestii). Inicjatywy spod znaku KK są jednak przedsięwzięciami niekomercyjnymi o profilu oświatowym i naukowym.