139

Pięć rzeczy w OS X, które wyprowadzają mnie z równowagi

Gdy prawie dwa tygodnie temu napisałem wpis dotyczący dziesięciu rzeczy w OS X, za które uwielbiam ten system, obiecałem w komentarzach, że będąc w miarę obiektywnym, wymienię największe bolączki w użytkowaniu tego systemu, które potrafią wyprowadzić mnie z równowagi. Ostatni miesiąc był bardzo ciekawym okresem w moim życiu. Koniec szkoły, matury, zakup wymarzonego laptopa – wszystko rozwija […]

Gdy prawie dwa tygodnie temu napisałem wpis dotyczący dziesięciu rzeczy w OS X, za które uwielbiam ten system, obiecałem w komentarzach, że będąc w miarę obiektywnym, wymienię największe bolączki w użytkowaniu tego systemu, które potrafią wyprowadzić mnie z równowagi.

Ostatni miesiąc był bardzo ciekawym okresem w moim życiu. Koniec szkoły, matury, zakup wymarzonego laptopa – wszystko rozwija się w dobrym kierunku. Z OS X Mavericks korzystam już od miesiąca i muszę przyznać, że ten system jest niemal idealnym systemem, który da się poprawić, choć z drugiej strony, jego braki, błędy oraz niespełnione oczekiwania da się zaakceptować, czekając tym samym na rozsławione w sieci wydanie OS X 10.10 Sarah, które prawdopodobnie zmieni kolorystykę i wygląd systemu Apple.

Zaznaczanie tekstu

Pierwszą, bardzo irytującą rzeczą w OS X jest zaznaczanie tekstu i ikonek za pomocą trackpada. Sam gładzik w Macbooku to jedno z najwygodniejszych rozwiązań do codziennego użytkowania w sieci jak i specjalistycznych programach, co ułatwiają między innymi gesty, jednak zaznaczanie wielu rzeczy zostało tu po prostu źle zaplanowane.

W Windowsie i Ubuntu, zaznaczanie było rozwiązane podobnie, jednak gdy dojeżdżaliśmy do krawędzi touchpada, kursor jechał dalej automatycznie, co mi się niezwykle podobało – tutaj, zaznaczenie dużej przestrzeni wymaga od nas umiejętności błyskawicznie szybkiego zamieniania dłoni na trackpadzie, jednocześnie wykonując gest bez przerwania go. Naturalnie, bardzo możliwe, że jest ku temu rozwiązanie, jednak to powinno działać w standardzie, tak chociaż sądzę.

macbookpro-32

Powyższe bolączki są jednak tylko kwestią przyzwyczajeń, a prawdziwym błędem lub niedociągnięciem systemu (podkreślić właściwe) jest to, co dzieje się po zaznaczeniu tekstu. Dajmy przykład – piszę artykuł, usuwam zdanie, które mi nie pasuje (zaznaczam, wciskam „delete”), a raz na jakiś czasu, system automatycznie zaznacza taką samą ilość tekstu do przodu, co powoduje, że gdy szybko chce wprowadzić nowe zdanie na miejsce starego, okazuje się, że usunąłem taką samą ilość słów do przodu – po prostu cudownie. Czasami zdarzy się też, że usunę jakiś kawałek tekstu, zacznę pisać, a tekst, który wpisuje, jest automatycznie kasowany do czasu, aż kliknę kursorem w miejsce, w którym zamierzam wpisywać – to musi być niedociągnięcie.

Chcesz opublikować zdjęcie lub post na Facebooku? Zamarzniesz!

Nie wiem dlaczego, ale akurat na moim Macbooku występuje problem, którego nie zaznał nikt z moich znajomych, posiadających Maka, choć w sieci użytkownicy wspominają o nim dosyć często. Mianowicie, gdy pragnę udostępnić obrazek na łamach Facebooka za pomocą menu kontekstowego Findera, zdjęcie zostaje wrzucone, jednak sam komunikat zamarza na ekranie, a jedyną drogą, aby się go pozbyć, jest restart Findera. Nie występuje to za każdym razem, jednak przy wrzuceniu dziesięciu zdjęć dziennie, dwa potrafią spowodować, że okno udostępniania nie zamknie się automatycznie.

Zrzut ekranu 2014-05-29 o 19.58.11

Co ciekawe, identyczny problem występuje również w Safari, gdzie rozwiązanie wygląda dokładnie tak samo -wystarczy uruchomić ponownie przeglądarkę. Co ciekawe, gdy okienka „zamarzną”, możemy je przemieszczać, jednak nie mamy możliwości ich zamknięcia, zminimalizowania, ani „osadzenia” ich na spodzie biurka.

Mamy dowód, że jednym z twórców OS X był sam Max Payne

Pamiętacie Max Payne? Ta legendarna gra wyprodukowana przez Rockstar Games, wprowadziła do rozgrywki, bardzo ciekawy i przydatny element, jakim było chwilowe spowalnianie czasu.

Taki sam efekt, prawdopodobnie przypadkowo, da się osiągnąć w OS X, gdy chcemy szybko wrzucić jakiś obrazek na tablicę którejś z naszych sieci społecznościowych. Gdy zdecydujemy się na napisanie postu lub udostępnienie grafiki najpierw na Twittera, potem na Facebooka, za którąś publikacją, zobaczymy, że animacja towarzysząca przywołaniu tworzenia treści, którą chcemy udostępnić, jest znacznie spowolniona, gdy reszta interfejsu systemu działa jak gdyby nigdy nic.

Dobrze komputerze, czas iść spać. Nie, nie usnę!

Mój laptop ładuje się średnio raz do dwóch razy dziennie, przy czym wyłączam go jedynie na noc – w ciągu dnia, gdy nie korzystam z Macbooka, ten po prostu jest usypiany. Przychodzi jednak czas, gdy po prostu wyłączam mój komputer, a ten jak uparty, ze wszystkich sił próbuje się sprzeciwić mojej ostatecznej decyzji.

Najeżdżam kursorem na jabłuszko, wybieram zamknij i potwierdzam to klikając ponownie wyłącz. System zamyka aplikacje, takie jak Twitter, Skype, Reeder, Pocket, Evernote i nagle z niewiadomych przyczyn, zamykanie systemu zostaje przerwane. Po odczekaniu około minuty, system informuje mnie o tym, że aplikacja „Mail” nie może zostać zamknięta, a ręczne próby zamknięcia programu po prostu nic nie dają. Rozwiązanie? Kombinacja klawiszy, wywołująca okno podobne do tego, które oglądacie po wciśnięciu Windowsowego trio: „Ctrl + Alt +Delete”.

Zrzut ekranu 2014-05-29 o 19.59.54

Gdy wymuszę zamknięcie domyślnego klienta pocztowego w OS X, system poprawnie kontynuuje wyłączanie komputera – występuje to bardzo często i prawdopodobnie jest to błędem samej aplikacji „Mail” – tak, na chwilę obecną nie znalazłem lepszego klienta poczty dla siebie.

Zawiodłem się na EXPOSÉ

Korzystając z Ubuntu, bardzo często korzystałem z kombinacji klawiszy Super + W, co przywoływało efekt Exposé, pokazujący mi wszystkie okna uruchomionych w tej chwili aplikacji, co znacznie upraszczało mi pracę na wielu oknach, a bardzo fajnym dodatkiem do poszukiwania właściwego okna była możliwość wpisania nazwy poszukiwanego programu – w OS X działa to kompletnie inaczej.

Jak się okazuje, pierwowzór Exposé, użyty po raz pierwszy w OS X, pozwala w Mavericks tylko na wyświetlanie uruchomionych aplikacji, które nie są zminimalizowane, co moim zdaniem, jest strzałem w stopę.

Zrzut ekranu 2014-05-29 o 20.00.38

Znacznie wygodniej korzysta się z wielu aplikacji jednocześnie, gdy mamy możliwość zminimalizowania wszystkich niepotrzebnych w tej chwili okien i wybrania za pomocą Exposé tego, które w danej chwili nas interesuje. Aby w OS X wybrać np. drugie, zminimalizowane okienko z przeglądarką Firefox, musimy najpierw kliknąć na docku w ikonkę Firefoksa, co przywoła pierwsze „główne” okno programu, a następnie za pomocą gestu przesunięcia w dół czterech palców, przywołujemy możliwość wyboru, które okno chcemy przywołać – jest to praktyczne i przydatne, jednak moim zdaniem, Canonical zrobiło to lepiej.

Jak więc widzicie, OS X nie jest systemem pozbawionym wad, jednak w moich oczach jest w tej chwili najlepszym systemem operacyjnym z jakiego przyszło mi korzystać i jestem pewien, że szybko go nie odstąpię. Możecie mi wierzyć albo i nie, jednak mogę w stu procentach potwierdzić słowa Steve Jobsa, mówiące, że „OS X to najbardziej zaawansowany system operacyjny na świecie”, a zmiany, które przyniesie Sarah, najpewniej poprawią tę garstkę błędów, która w porównaniu z codziennymi zmaganiami z Windowsem 7 (8 jest bardzo stabilny) i Ubuntu (nie skonfigurowanym tak, jak należy) jest jedynie rysą na szkle, którą równa się z kraterem na księżycu.

Grafiki: Arstechnica;