Android kontra iPhone
307

Pięć rzeczy, przez które nie chcę zrezygnować z iPhone’a

Nie uważam się za fanboya. Dostrzegam plusy i minusy każdej z konkurencyjnych platform, nie wybielam ich. Jak każdy z Was mam jednak swoje przekonania i oczekiwania, a w codziennym zapędzie lepiej radzi sobie u mnie iPhone. Po prostu. A decydują drobne rzeczy.

W roli drugiego urządzenia zawsze występuje u mnie smartfon z Androidem – czy to Nexus 5X, czy 6p czy LG G6. Staram się być na bieżąco z rozwojem obydwu systemów, a od premiery Androida 5 Lollipop platformę Googlerów uznaję za wreszcie godną uwagi i prawdziwą konkurencję dla iOS-a. O czym zresztą pisałem – takie Google to ja lubię.

Nie zamknąłem się w rezerwacie Apple. Wciąż stawiam Gmaila, OneDrive’a, Zdjęcia Google i inne usługi wielu różnych firm. Irytują mnie niektóre ograniczenia iOS-a, ale w ogólnym rozrachunku korzysta mi się z niego łatwiej, szybciej, wygodniej i pewniej. Bez obaw zabieram go ze sobą na konferencję, gdzie będę musiał w błyskawicznym tempie robić zdjęcia, odpisywać na wiadomości i coś notować. W zbyt wielu sytuacjach Android mnie zawiódł (np. na IFA na Nexusie 6p, gdy nie zdążyłem zrobić fotki), bym mógł na nim polegać. Do tej pory jednak nie rozumiem kilku decyzji, a jako pierwsza przychodzi mi do głowy kwestia aplikacji Telefonu. Dlaczego Apple nie pozwoli deweloperom firm trzecich stworzyć nakładki/alternatywnego dialera, skoro ten systemowy nie jest rozwijany od dość dawna. Wyszukiwanie kontaktu przy wpisywaniu kolejnych cyfr lub liter na klawiaturze numerycznej nie istnieje, a to bywa bardzo pomocne. Przykłady można mnożyć, wiem – iOS nie jest idealny.

Ale poniższe 5 przykładów funkcji, z których korzystam niezliczoną ilość razy w ciągu dnia, przeważa szalę. Już po kilku minutach spędzonych ze smartfonem z Androidem zaczyna mi ich brakować, a niestety nie sposób zastąpić rozwiązań z iOS-a w Androidzie za pomocą aplikacji.

Szybkie wyciszanie

W tę funkcję producenci smartfonów z Androidem mogliby wyposażyć swoje urządzenia, gdyby tylko zapragnęli. Niestety, nikt nie decyduje się na umieszczenie przełącznika wyciszania na obudowie, co zmusza do wyciągnięcia telefonu z kieszeni czy torby i wyłączenia dźwięków w inny sposób. Najczęściej po odblokowaniu ekranu. W iPhonie, dzięki przełącznikowi, zrobię to bezwzrokowo, nie przerywając na przykład rozmowy twarzą w twarz. Przełącznik obecny jest od pierwszego modelu iPhone’a.

Nawigacja kursorem, dzięki 3D Touch

To nie jest tak, że byłem sceptycznie nastawiony do 3D Touch. Nie dostrzegałem po prostu większych korzyści płynących z dodania funkcji rozpoznawania siły nacisku w ekranie smartfona. Zmieniłem zdanie przez zaledwie jedną funkcję. Szybszy dostęp do niektórych funkcji aplikacji poprzez menu kontekstowe z ikon nie zrobi na nikim wrażenia – Android już to ma, a do ustawień dostawaliśmy się dzięki quick toggles. Przemieszczanie kursora wewnatrz tekstu za pomocą 3D Touch jest natomiast wy-śmie-ni-te. Po silniejszym naciśnięciu na klawiaturę cała jej przestrzeń staje się gładzikiem, więc kursorem nawigujemy niczym na laptopie. Powrót do zwykłego przeciągania kursora w Androidzie bywa bolesny.

Cofanie gestem

Zniknięcie w iOS 7 przycisku pozwalającego powrotu do poprzedniego ekranu przyjąłem z otwartymi ramionami. A to dlatego, że zaproponowana przez Apple alternatywa okazała się strzałem w dziesiątkę. Zamiast dotykać przycisk wstecz po prostu przeciągamy palec od lewej krawędzi ku środkowi. Podczas obsługi telefonu jedną ręką sprawdza się do znakomicie, gdyż nie trzeba precyzyjnie wycelować palcem w konkretny obszar, lecz na dowolnej wysokości rozpocząć wykonywanie gestu. Bardzo ważne jest to, że większość aplikacji na iOS podchwyciło ten trend, dlatego można być pewnym, że w programach będzie on obsługiwany. Swipe’owanie od lewej do prawej staje się codziennością. Co ciekawe, część deweloperów przeniosła tę funkcję do Androida na własną rękę (Telegram).

Podwójne tapnięcie = menu kontekstowe podczas edycji tekstu

Drobnostka, detal, szczegół. Jeszcze mniejszy, niż niektóre z poruszanych w tym wpisie. Przy notorycznym kopiowaniu i wklejaniu tekstu na telefonie można jednak się delikatnie zirytować od ciągłego przytrzymywania palca na ekranie w celu wywołania menu kontekstowego na Androidzie. W przypadku iOS-a wystarczy podwójnie tapnąć, a efekt ten sam. Nawet jeśli zaoszczędzam 0,1 sekundy, to wolę dwa razy stuknąć, niż trzymać palec.

Stuknięcie w pasek statusu = przewijanie do góry

Nie potrafię uwierzyć w to, że Googlerzy nie stworzyli dla tego rozwiązania zamiennika lub nie zgapili od Apple tak cudownej funkcji. Nieistotne, czy przeglądam dłuższy dokument w Dokumentach Google, przewijam strumienie na Facebooku lub Twitterze albo edytuję notatkę. Gdy zechcę wrócić na samą górę, pojedyncze tapnięcie w pasek statusu załatwia sprawę. Proste, a takie skuteczne.

To są szczegóły

Ale definiujące codzienność ze smartfonem, z którego korzystam nagminnie (choć staram się coraz rzadziej), a najczęściej w celu wykonywania przeróżnych obowiązków. Dużo pracuję z tekstem, dlatego aż trzy opisane powyżej funkcje dotyczą właśnie edycji dokumentów i wpisów. Bez wspomnianych przeze mnie ficzerów można żyć, zupełnie to rozumiem. Nie potrafię jednak z nich zrezygnować, gdyż sięgając po smartfon z Androidem za każdym razem przekonuję się o tym, jakie te drobiazgi i niuanse mają ogromne znaczenie.