19

Chcę być jak PewDiePie i piąć się po drabinie sukcesu sieciowego wideo. Wciągnąłem się w PewDiePie’s Tuber Simulator

Felix Arvid Ulf Kjellberg, znany w sieci jako PewDiePie to fenomen internetu. YouTuber ma już na swoim kanale 48,5 miliona subskrybentów. Gwiazda serwisu doczekała się właśnie drugiej gry, tym razem już nie platformówki, ale symulatora…youtubera. A wspominam o niej dlatego, że się wciągnąłem.

PewDiePie’s Tuber Simulator pojawił się niedawno w mobilnych sklepach Apple oraz Androida i w zasadzie z miejsca stał się hitem. Na chwilę obecną w GooglePlay znalazłem informację o 5 milionach pobrań. Oczywiście wpływ na to mają dwa czynniki – popularność youtubera oraz darmowość gry. Bo ta, choć napakowana mikrotransakcjami, dostępna jest w obu sklepach za darmo.

Być jak PewDiePie

Jak sama nazwa wskazuje, to symulator youtubera. Autorzy w żartobliwy sposób omijają jednak nazwy wszelkich serwisów, takich właśnie jak YouTube czy Facebook. Opowieść jest prosta – wcielamy się w rolę początkującego youtubera, który chce na swoim hobby zarobić pieniądze i dostać się do czołówki autorów sieciowego wideo. Filmy nagramy w 10 różnych kategoriach – gry, sport, natura, komedia, zwierzęta, muzyka, lifestyle, nauka, ciemne oraz moda. Każdy z filmów zaliczany jest do dwóch kategorii, a specjalne okno informujące o aktualnych trendach pozwoli nam uzyskiwać więcej wyświetleń – jeśli oczywiście zastosujemy się do sugestii.

Wyświetlenia to wirtualna waluta, dzięki której będziemy mogli kupić nowe wyposażenie do naszego pokoju. Kupując jakiś gadżet jest spora szansa, że zainteresujemy nim widza, dzięki czemu dostaniemy więcej wyświetleń i subskrypcji. Droższy zakup to lepszy efekt, ale i więcej wyświetleń które musimy na niego przeznaczyć oraz dłuższy czas dostawy. Zdobywając wyświetlenia, suby oraz kręcąc kolejne filmy zdobywamy kolejne poziomy doświadczenia oraz punkty wiedzy, które wykorzystywane są do rozwoju postaci. Im więcej elementów drzewka rozwoju odblokujemy, tym lepsze wyniki naszej pracy osiągniemy. Proste. Są jeszcze dolary, które zarabiamy dość ślamazarnie, ale problemów ze znalezieniem miejsca na ich wydanie nie będzie.

Całość okraszona jest specyficznym humorem, który docenią przede wszystkim fani PewDiePie – choć nie znajdziemy tu przekleństw. Żarty są raczej wyważone i nie powinny nikogo urazić, nadają jednak grze trochę zabawnego charakteru, co ostatecznie nieźle się sprawdza. Podobnie jak piskselowa grafika przypominająca, że pomysł na grę nie jest nowy i podobnych produkcji – zarówno pod względem rozgrywki jak i wyglądu – na mobile było już sporo.

Wspomniałem o mikrotransakcjach, które nie są może specjalnie irytujące – bardziej wkurza zamknięcie niektórych opcji za ścianą oglądania reklam. W grze znajdziecie sporo mnożników (chociażby wyświetleń), których odblokowanie oznacza konieczność obejrzenia reklamy, najczęściej jakiejś gry mobilnej. Psuje to trochę płynność zabawy, choć oczywiście można z tej funkcji nie korzystać. Warto jednak pamiętać o tym, że poszczególne czynności swoje trwają – co ma oczywiście zachęcać albo do oglądania reklam, albo wydania prawdziwych pieniędzy celem zakupu pakietów dolarów czy wyświetleń. Takie chociażby zielone banknoty mogą sprawić, że przesyłka, która będzie iść do nas na przykład 30 minut, pojawi się pod drzwiami od razu. Celem jej przyspieszenia możemy też zagrać w zabawną minigierkę, co szczerze polecam.

Wciąga

Nie jestem jakimś maniakiem gier mobilnych i większość produkcji wyłączam po kilkunastu minutach. Ale są gry, które wciągają mnie na dłużej – wątpię oczywiście bym grał w PewDiePie’s Tuber Simulator miesiącami, ale produkcja ma to coś, co przypomina, że gdzieś tam w smartfonie jest tytuł, który warto kilka razy dziennie włączyć i sprawdzić, czy w sumie proste działania sprawią, że osiągnę coś w wirtualnym świecie równie wirtualnego YouTuba. Jeśli więc szukaliście prostej i przyjemnej produkcji, rzućcie okiem na najnowszą grę o Feliksie.