Jeśli w Polsce początku lat dziewięćdziesiątych chciałeś zasmakować nowej rozrywki, która porywała coraz to szersze tabuny ludzi, czyli grania, miałeś kilka wyjść. Jeśli z pieniędzmi było krucho wybierałeś tanie rozwiązanie – ośmiobitowe Atari i Commodore i męczyłeś się wczytując gry z kaset magnetofonowych. Jeśli zmiana systemu politycznego nie zaszkodziła twojemu portfelowi mogłeś sobie pozwolić nawet […]

Jeśli w Polsce początku lat dziewięćdziesiątych chciałeś zasmakować nowej rozrywki, która porywała coraz to szersze tabuny ludzi, czyli grania, miałeś kilka wyjść. Jeśli z pieniędzmi było krucho wybierałeś tanie rozwiązanie – ośmiobitowe Atari i Commodore i męczyłeś się wczytując gry z kaset magnetofonowych. Jeśli zmiana systemu politycznego nie zaszkodziła twojemu portfelowi mogłeś sobie pozwolić nawet na Amigę wyposażoną w stację dyskietek. Natomiast jeśli znalazłeś się w sytuacji szczególnej desperacji, mogłeś ryzykując nie tylko pieniądze zapuścić się do tzw. „salonów gier”. Niemniej jeśli chciałeś z całą mocą zakosztować uroków grania niewątpliwie kupowałeś komputer, bo o konsolach z prawdziwego zdarzenia, mało kto jeszcze w naszym pięknym kraju słyszał. Czy coś przeoczyłem? Może coś, co przywędrowało do nas z Dalekiego (chińskiego) Wschodu i rozgościło się wygodnie na rynkach i bazarach, trafiając przez komisy i lombardy do sklepowego zaplecza?

To Pegasus, 8-bitowy klon Nintendo Entertainment System, czyli po prostu NESa, który w Japonii zadebiutował 15 lipca 1983 roku. Za jego sprawą byliśmy o całą dekadę w tyle za resztą świata, gdyż zawitał on do kraju nad Wisłą w 1993 roku. Dodatek do konsoli stanowiły niespotykane wcześniej w Polsce dwa pady (wszyscy grali wcześniej na dżojstikach), pistolet świetlny, zasilacz, kabel antenowy umożliwiający podłączenie do telewizora i oczywiście gwóźdź programu, piracki kartridż z grami – zestaw kilku tytułów startowych. Każdy marzył o zdobyciu tego najlepszego, który „poetycko” zwał się „168 w 1”. Liczba gier w nim zawartych, była jedynie niewybrednym chwytem marketingowym, bo faktycznie kartridż zawierał kilkadziesiąt produkcji, tyle że w różnych wariantach. Dziś osiąga on astronomiczne ceny na allegrowych aukcjach, głównie za sprawą Contry, jednej z najbardziej rozpoznawalnych gier „ery pegasusa”.

Popularność sprzętu rosła, a co za tym poszło zwiększała się liczba dostępnych produkcji. Za ich dystrybucję odpowiadali rosyjscy bazarowi handlarze, którzy mieli praktycznie wszystkie tytuły. A jak akurat czegoś nie było, to było za tydzień lub dwa. Niestety świadomy zakup odpowiadającego nam zestawu gier, made in China, był prawdziwą ruletką. Etykiety zdobiące plastikowe pudełka były zapisane dalekowschodnimi krzaczkami. Nie można było nawet mieć pewności czy nalepka, którą oklejone były kartridże rzeczywiście przedstawia grę, która została na niego wgrana czy jest tylko wytworem chałupniczej fantazji lub zwykłej niedokładności.

Mimo wszystkich tych utrudnień i niedoskonałości trudno było trafić na prawdziwego gniota. Większość produkcji, biorąc pod uwagę to, do czego byliśmy do tej pory przyzwyczajeni i rynką alternatywę, trzymała dość wysoki poziom. A w co grano na Pegasusie? Zapraszam na subiektywny przegląd najlepszych gier.

Conta (Konami 1987) - Chyba najbardziej znana pegasusowa gra polegająca  na bieganiu w prawo lub do góry i eksterminacji przeciwników. Później powstały także porty na ZX Spectrum i IBM PC

Contra (Konami 1987) – Chyba najbardziej znana pegasusowa gra, polegająca na bieganiu w prawo lub do góry i eksterminacji przeciwników. Później powstały także porty na ZX Spectrum i IBM PC

Super Mario Bros. (Nintendo 1985) - obecna na wielu składankach. Najbardziej klasyczna platfomówka z sympatycznym hydraulikiem w roli głównej. Gra dała początek całemu tabunowi naśladowców.

Super Mario Bros. (Nintendo 1985) – Obecna na wielu składankach. Najbardziej klasyczna platfomówka z sympatycznym hydraulikiem w roli głównej. Gra dała początek całemu tabunowi naśladowców.

Battle City alias Tank 1990 (Namco 1985) - Jeden czołg gracza kontra dwadzieścia czołgów sterowanych przez komputer na arenie widzianej z lotu ptaka. Chodziło o to, aby obronić statuetkę orła umieszczona na dole ekranu i zniszczyć wrogów.

Battle City alias Tank 1990 (Namco 1985) – Czołg gracza kontra dwadzieścia czołgów sterowanych przez komputer na arenie widzianej z lotu ptaka. Chodziło o to, aby obronić statuetkę orła umieszczona na dole ekranu i zniszczyć wrogów.

Goal 3 alias Kunio no Nekketsu Socce League (Technos 1993) - najlepsza nesowa piłka kopana. Jak przystało na japońską produkcję: mangowa grafika, dziwna interpretacja przepisów futbolowych i praw fizyki.

Goal 3 alias Kunio no Nekketsu Socce League (Technos 1993) – najlepsza NESowa piłka kopana. Jak przystało na japońską produkcję: mangowa grafika, dziwna interpretacja przepisów futbolowych i praw fizyki.

3837-3-chip-n-dale-rescue-rangers-1-for-nes

Chip & Dale Rescue Rangers (Capcom 1990) – platformówka, która popularność zawdzięcza emitowanej w telewizji publicznej bajce z tymi samymi bohaterami w rolach głównych. W pamięć zapadły mi duże możliwości interakcji z otoczeniem, jak i satysfakcjonujący co-op.

Micro Machines (Codemasters 1991) - gra, którą wielu z was może kojarzyć również z innych platform. Polegała ona manewrowaniu miniaturowym samochodem w różnych domowych środowiskach, np. na stole czy w wannie.

Micro Machines (Codemasters 1991) – gra, którą wielu z was może kojarzyć również z innych platform. Polegała ona manewrowaniu miniaturowym samochodem lub motorówką w różnych domowych środowiskach, np. na stole czy w wannie. Tor wyścigowy z płatków śniadaniowych czy walka z wirem wodnym w wannie – czemu nie!

Przez wiele lat obecności Pegasusa na rynku, stworzonych zostało z myślą o nim multum gier i w żaden sposób nie można tych najlepszych przedstawić w jednym miejscu, bo po prostu było ich zbyt dużo. Dlatego zachęcam was do wpisywania w komentarzach, które gierki z tamtych czasów darzycie największą sympatią, z nostalgią wspominacie, albo nawet jeszcze teraz od czasu do czasu odpalacie jako remedium na współczesne więcej-szybciej-mocniej.

Gdy na Zachodzie triumfy święciły już 16-bitowce, w Polsce, dzięki zmyślnym chińskim majsterkowiczom i nieustraszonym handlarzom z Rosji wciąż odkrywaliśmy poprzednią generację sprzętu i wcale nie było nam z tym źle. To właśnie 8-bitowy Pegasus wprowadził nasz naród w kolorowy świat elektronicznej rozrywki.

My mieliśmy swojego „Pegaza”, ale i inne nacje „nie pozostawały w tyle”. Sąsiedzi ze wschodu na identyczną maszynę z takimi samymi kartridżami nazywali Dendy. I tak jak my, do dziś darzą ją sympatią, wspominając czas spędzony z padami, które podobno w Rosji padały jak muchy, nie wytrzymując trudów służby u postsowieckich graczy.

PolyStation

PolyStation

Pegasus wciąż żyje! Nawet teraz przechodząc po różnej maści bazarach można natrafić na jego wariacje. Na Allegro bez problemu znajdziecie oferty kupna za naprawdę symboliczne pieniądze. Co jednak najciekawsze chińscy inżynierowie ciągle próbuję sprzedać to samo, tyle że w nowej skórze. Jednym z przykładów takiej praktyki jest PolyStation, czyli „podróbka” sami-wiecie-czego.

Mimo prób wskrzeszania Pegasusa w nowych obudowach, magia ośmiobitowych hitów, raczej już nie wróci, chyba że tak jak teraz – we wspominkach o konsoli, która prawie dwie dekady temu, dała nam to co na Zachodzie było już wtedy przeżytkiem. Pokazała ona, że grać można nie tylko na komputerach i przygotowała na erę nowoczesnych konsol, które tym razem nie spóźniły się tak mocno w drodze do Polski. 

Foto 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8