11

Paweł, śmieszne reklamy też mają swoje granice

Paweł kilka godzin temu bronił pewnej reklamy. Może i nie jest grzeczna, ale śmieszna, więc wara od niej krytykom, bo w natłoku nudnych bloków reklamowych takie materiały reklamowe są prawdziwym skarbem. I chociaż nie stronię od dowcipów, poczucia humoru, które na salonach jest nie do przyjęcia czy nawet wulgarnych żartów, to w tym przypadku nie […]

Paweł kilka godzin temu bronił pewnej reklamy. Może i nie jest grzeczna, ale śmieszna, więc wara od niej krytykom, bo w natłoku nudnych bloków reklamowych takie materiały reklamowe są prawdziwym skarbem. I chociaż nie stronię od dowcipów, poczucia humoru, które na salonach jest nie do przyjęcia czy nawet wulgarnych żartów, to w tym przypadku nie mogę napisać „wara od misia”. On naprawdę nie powinien pojawić się w telewizji.

Reklama z pierdzącym misiem (tak, chodzi o pierdzącego misia) faktycznie zapadła mi w pamięć. Telewizora nie mam, ale natknąłem się na nią i podczas świąt u rodziny i w Sieci. Za pierwszym razem stwierdziłem, że to przesada, za drugim, trzecim i czwartym było podobnie. Skarg do nikogo nie pisałem, zwłaszcza do instytucji, która na dobrą sprawę niewiele może, ale powtarzałem, że tej cywilizacji nie spotka nic dobrego.

Niejednokrotnie w tekstach na AW krytykowaliśmy telewizję, treści, jakie serwuje, programy, które przygotowuje np. telewizja publiczna, spełniająca ponoć jakąś misję. Grzegorz pisał nawet dosadnie o telewizji dla idiotów. Trudno się nie zgodzić z takimi wnioskami – wystarczy włączyć telewizję śniadaniową albo konkurs skoków do wody z celebrytami w roli głównej i można szybko zrozumieć o co chodzi. Ostrzegam jednak, że to może wywołać trwałe uszkodzenia mózgu – lepiej nie ryzykować.

Z jednej strony mamy zatem telewizję, która irytuje nas swoimi programami, bo płytkie, bez polotu, dla półgłówków (przepraszam, nie chcę nikogo urazić), a z drugiej bronimy firmy, która popularność swojej oferty buduje na pierdzącym misiu? Coś tu nie gra. Może zatem telewizja słusznie tworzy g**** warte programy, bo ludzie lubią fekalne klimaty. Nie chcę wyjść na gbura, ale zastanawiam się, co może być po takim misiu? Przecież ktoś może spróbować to przebić, zrobić coś jeszcze bardziej „zwariowanego”. I śmiesznego rzecz jasna. W reklamie batoników czy czekolady pojawią się fekalia symbolizujące produkt konkurencji. Dlaczego nie? Skoro ludzi bawią bąki misia, to może i nieprzyjemny wafelek otrzyma brawa.

Napiszę jeszcze raz: ja też lubię się pośmiać i opowiedzieć świński kawał. Ale raczej nie rzuciłbym takim w telewizji. I nie chcę, by ktoś rzucał nim we mnie. Jeśli będę chciał oglądać niegrzeczne misie, to sobie ich poszukam w innym źródle, wybiorę się na film Ted. Pomijam już przy tym wątek podobieństwa do tamtego pluszaka – ta reklama nawet nie była oryginalnym pomysłem…

Chcemy chronić dzieciaki przed wulgaryzmami na YT, a jednocześnie nie mamy nic przeciw temu, by oglądały pierdzącego misia? Skoro mogą się nauczyć przekleństw od niegrzecznych jutuberów, to mogą też przejąć zachowania bohatera reklamy. Może nie w skali 1:1, ale jednak. Potem będą siedzieć przy stole i prześcigać się w takich „śmiesznych sytuacjach”, drwiąc jednocześnie z treści serwowanych przez telewizję. Tych głupich i prostackich. Chcemy tego? Ja nie. Dlatego misia bronił nie będę – to, co zrobili twórcy jest po prostu żenujące.