31

Parawan, skarpety i sandały – czyli samobiczowanie po polsku

Polska to piękny kraj, a Polacy to świetni ludzie. Na temat naszej nacji mam jak najlepsze zdanie – wbrew wszelkim opiniom wcale nie jesteśmy liderami w piciu – w dalszym ciągu pokutujemy za czasy, kiedy społeczeństwo rozpite równało się społeczeństwu uległemu. Nasza historia obfituje w wiele opisów szlacheckich hulanek, a przynależność do Słowian ponoć zobowiązuje. […]

Polska to piękny kraj, a Polacy to świetni ludzie. Na temat naszej nacji mam jak najlepsze zdanie – wbrew wszelkim opiniom wcale nie jesteśmy liderami w piciu – w dalszym ciągu pokutujemy za czasy, kiedy społeczeństwo rozpite równało się społeczeństwu uległemu. Nasza historia obfituje w wiele opisów szlacheckich hulanek, a przynależność do Słowian ponoć zobowiązuje. Ten i jeszcze kilka stereotypów powiela się… gdzie? W Polsce właśnie.

Cebula

Osobiście nie lubię cebuli – chyba, że została uprzednio ugotowana, czy podsmażona. Poza walorami smakowymi – nic do niej nie mam. Cebula ostatnio stała się symbolem polskości. Polaków natomiast zwykło się nazywać „cebulakami”, zwłaszcza w Internecie. Dotarliśmy tu, pojawiły się parawany, były skarpety i sandały. Janusze żenią się z Grażynami i płodzą Sebków oraz Karyny.

„Parawaning” zrodził się w okresie wakacyjnym, bo widocznie nie było dobrego tematu na ten okres. Nie było problemu z sinicami, nie było spektakularnych wydarzeń na polskim wybrzeżu. Trzeba było znaleźć dobrego kozła ofiarnego – a najlepiej takiego, który nie będzie się bronił. Ba, jeszcze w całym tym szaleństwie dorzuci swoje trzy (a nawet cztery) grosze. Padło na biednego Polaka – Cebulaka, który przywłaszcza sobie kawałki plaż i rozstawia parawany. Jeszcze chwila i wystawi tam swoją flagę (w godle cebula?) i ogłosi niepodległość – bo tak. Parawany stały się narzędziem w rękach samych Polaków – takim, które przedstawi krajana w negatywnym świetle. Hej, ale parawanów używa się od dawien dawna i wielkich różnic w tym nie widzę. Chronią przed wiatrem i przed „ciekawskimi”. Oczywiście, są ludzie, którzy przesadzają i grodzą się na potęgę. Ale serio, widzieliście, by było to praktyką na tyle powszechną, by z tego powodu stawiać osądy o Polakach?

janusz

Internet wrzasnął, że wyłazi z nas „polaczkowanie” (nienawidzę tego określenia), że mimo ponad dwóch dekad w „w miarę” cywilizowanym kraju dalej słoma nam z butów wyłazi. Że te stereotypy, o których mówi się za granicą wcale nie są wyssane z palca. Fanpage’e uginały się pod wypowiedziami „znawców” tematu, którzy na polskim wybrzeżu nie byli. Ale są pewni.

Dostało się wszystkim Januszom, którzy zostali utożsamieni z „buractwem” (w pewnej paście: „Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w kamizelce BOMBER” – „mój stary jest fanatykiem wędkarstwa…„). Dostało się żonom Januszów – Grażynom. Oberwało się Sebkom i Karynom. Komuś oberwać się musiało.

Spójrzcie teraz wokół siebie – w Internecie cały czas mówią o tych „Januszach”. Ktoś ciągle okazuje się być burakiem. Serio jest tak źle? W mojej rodzinnej miejscowości, o której pamiętał PRL, a III RP nagle zapomniała na palcach zliczyć można smakoszy tanich napitków. Gdzieniegdzie znajdzie się taki „typowy Janusz”. Ale na miłość Boską, nie stanowią oni tak obszernego zjawiska, jak się mówi. Panowie dbają o siebie na tyle, na ile mogą – nawet ci, którzy o 5 rano idą w pole, a wracają gdy słońce dzielone jest na pół przez horyzont. Młodzieńcy schludnie ubrani, wysportowani i wcale nie tacy nieuprzejmi. Nikt nie nosi skarpet do sandałów. W pobliskim barze oprócz „zmęczonych życiem” mniej szczęśliwych obywateli, amatorów libacji nie uświadczysz. Podobnie jest i w Rzeszowie, Warszawie, Szczecinie – gdziekolwiek. Legenda głosi, że nawet Radom i Sosnowiec nie są takie złe. (ale wiecie, jak to jest z legendami… ;) – złapaliście żart, prawda? )

car-414439_1280

Bat nie zawadzi

Problem leży nie w tym, że się śmiejemy z siebie samych. To, co powinno zwrócić naszą uwagę, to poziom tego żartu. Ten w czasach nie tak bardzo odległego nam (chociaż ja go nie mogę pamiętać) komunizmu musiał być inteligentny – tak, aby wszyscy zrozumieli i tak cwany, by cenzura go „przepuściła”. Stąd mieliśmy wysyp naprawdę dobrych komedii w czasach, gdy wcale nie było wesoło, ale i tak śmialiśmy się do rozpuku. Bo raz, że było z czego, a dwa, że tylko tyle nam zostawało w marazmie, jakim przykryły nas czasy PRL. Trudność osadzenia żartu w kulturze wyraźnie windowała poziom żartu.

A dziś? Z poziomem żartu zaczynamy staczać się po równi pochyłej. Piętnujemy głupotę, która w skali całego narodu nie jest zjawiskiem powszechnym. Wbrew pozorom jesteśmy świetnie wykształceni i na tle innych nacji nie mamy się czego wstydzić. Dobrze znamy język angielski, mamy bogatą wiedzę ogólną. Więcej jest w nas kompleksów, niż rzeczywistych wad – a zakompleksiamy się, bo wpadamy w spiralę stereotypów, napędzanych zresztą przez nas samych.

Poczuć się lepiej

Nie oszukujmy się, jeżeli sąsiadowi, którego nie lubimy ktoś popieści gwoździem nowe „passerati”, w duchu cieszymy się, że tego bałwana ktoś doprowadził do białej gorączki. Z drugiej strony wiemy, że tak być nie powinno i nie jest to żaden powód do osobistej uciechy. Podobnie działa mechanizm samobiczowania się w Internecie przez Polaków. Oglądamy zdjęcia naszych krajanów w skarpetach i sandałach, widzimy parawany na plażach i wrzeszczymy w środku: „ALE WIEŚ!”. My byśmy tak nie zrobili. My jesteśmy bardziej cywilizowani. Czujemy się lepsi, bardziej dowartościowani – bo inni są głupsi. Zawsze znajdą się głupsi – będą także i mądrzejsi.

business-651925_1280 (1)

Bo czy z innych powodów powstały takie produkcje, jak „Chłopaki do wzięcia”? Tam zbierze się kilku samotnych facetów, da im się parę stówek, a oni powiedzą wszystko to, co każe im producent programu, a nawet więcej. Gawiedź ma show – nie interesują ich podboje przedstawianych tam osób. Widzą ludzi zacofanych, pasujących (nawet w nadmiarze) do stereotypu. I co? Gawiedź ucieszona. Jest chleb i są igrzyska.

Stąd też taka popularność „Pamiętników z wakacji”, „Trudnych Spraw”, „Ukrytych prawd” i reszty produkcji tego pokroju. Dlatego właśnie takie fanpage’e jak „Polska – kraj kwitnącej cebuli”, strona AleCebula.pl, czy memy dotyczące „polskich stereotypów” są takie popularne. Bo o ile jesteśmy dumni z naszej historii (i być powinniśmy!), to jednak lubimy wsadzać sobie szpilę – miesza nam się narodowa duma z wstydem z tego powodu, że jesteśmy Polakami. Powinniśmy się wstydzić? Oczywiście, że nie. Bo nie ma czego.

Grafika: 1, 2, 3, 4