53

Panie Mistewicz, Pan się po prostu nie zna i dziwię się, że Forbes drukuje taki popis ignorancji

Pan Mistewicz to postać barwna i dość charakterystyczna, twórca popularności Twittera w Polsce, serwisu który w naszym kraju popularny nie jest. Doradca polityczny i jednocześnie specjalista od marketingu. Można powiedzieć człowiek-orkiestra, bo nawet o startupach pisze, no ale opinie może mieć każdy… Osobiście do Pana Mistewicza nic nie mam, mam natomiast problem z jego poglądem […]

Pan Mistewicz to postać barwna i dość charakterystyczna, twórca popularności Twittera w Polsce, serwisu który w naszym kraju popularny nie jest. Doradca polityczny i jednocześnie specjalista od marketingu. Można powiedzieć człowiek-orkiestra, bo nawet o startupach pisze, no ale opinie może mieć każdy…

Osobiście do Pana Mistewicza nic nie mam, mam natomiast problem z jego poglądem wygłoszonym w ramach portalu Forbes.pl, a wcześniej na Twitterze czy Google Plus. Mam wrażenie, że to taka forma marketingu „krytycznego” z tym, że nie reklamuje się tutaj nic oprócz własnego JA i własnej opinii, którą jak wiemy może mieć każdy.

Ponieważ na Forbes.pl nikt nie komentuje artykułów (przybyło teraz kilka komentarzy), dlatego pozwolę sobie przedstawić tutaj moją dość krytyczną opinę co do twórczości naszego polskiego ninja od Twittera:

Panie Mistewicz, pomimo iż tłumaczono Panu w dyskusji na Google Plus ideę Startup Weekendu (i miałem wrażenie, że Pan zrozumiał) to jednak na potrzeby artykułu i po to, by uzasadnić dość wątpliwy merytorycznie wywód cały czas kreuje Pan swoją własną rzeczywistość.

Przypomnę więc Panu jeszcze raz – Startup Weekend to coś na kształt szkoły dla młodych ludzi, takie pierwsze zajęcia „w terenie”, praktyki. W tego typu imprezach nagradza się kreatywność, zdolność do współpracy i zaangażowanie. Doradza się młodym ludziom jakich błędów nie popełniać, pokazuje przykłady i liczy się na to, że za kilka lat będą oni mogli efektywnie działać biznesowo.

Częścią tej imprezy jest wybór najciekawszego pomysłu/realizacji jaka powstała podczas kilkudziesięciu godzin pracy. Może napiszę to jeszcze raz KILKUDZIESIĘCIU GODZIN PRACY. Wiem, że w to trudno uwierzyć ale tak, ludzie przychodzą z niczym, formowane są zespoły które później wspólnie opracowują zamysł biznesowy i starają się go choćby w małej części zrealizować

Pan jednak tam nie był, Pan się nie interesował, Pan też po prostu nie zrozumiał. Nie wiem czy ta moda na opisywanie wydarzeń, na których się nie było jest jakaś zaraźliwa?

W artykule w Forbes pisze Pan o tym, że zwycięzka aplikacja utrudnia życie, ponieważ nie można szybko zadzwonić w przypadku gdy jest taka potrzeba. No i to jest nieprawda – ale Pan o tym nie wie, bo Pana tam nie było. Wytłumaczę więc – w opisywanym przez Pana programie, którego nie widział Pan chyba na oczy jest opcja do natychmiastowego odblokowania telefonu bez konieczności odpowiadania na pytania.

Pisze Pan też o mentorach jako o osobach absolutnie bez kompetencji, które nie potrafią zrobić dobrego researchu i wskazują kiepskiego merytorycznie zwycięzcę. Polecam serdecznie przejrzeć krytykowane nazwiska, zaręczam że znajdzie Pan wśród nich osoby, które o wiele więcej zrobił dla branży internetowej niż Pan dla polityki czy marketingu. No, ale miało nie być personalnie więc od dalszych wywodów w tym kierunku się powstrzymam.

Pisze Pan o braku pomysłów, braku kreatywności i żenadzie. Ocenia Pan kilkudniową pracę po stronie internetowej, nie rozumiejąc niestety co tak naprawdę się dzieje. To również Panu wyjaśnię, bo Pan nie był i nie rozumie.

Otóż Startup Weekend to jak wspomniałem nauka, praktyka i ćwiczenia. Nie ma jednak projektów, które powstają w 3 dni i są w pełni funkcjonalne i sprawne. Dlatego też trudno jest na początku skupiać się na obecności w internecie. Wystarczy prosta strona informacyjna i prośba o pozostawienie maila. Tak się po prostu robi, to jest dobra praktyka. Pozyskuje się w ten sposób zainteresowane osoby, które później mogą być nie tylko testerami naszego produktu, ale również jego pierwszymi użytkownikami.

Jak na polityka przystało, wrzuca Pan w swoim artykule wszystko do jednego worka. Dotacje unijne, następnego Steva Jobsa, startupy i zwycięzcę Startup Weekendu. Zabrakło w tym kociołku jeszcze katastrofy Smoleńskiej i afery w PZPN, które swoją drogą wierzę, że mógłby Pan równie fachowo opisać.

Gdyby się Pan interesował i nie pisał jedynie po to aby napisać, wiedziałby Pan, że idea stojąca za Startup Weekendem jest z goła inna niż proponowana przez PARP i działanie 8.1. Wiedziałby Pan, że większość mentorów starała się wpoić młodym przedsiębiorcom dobre podstawy i praktyki biznesowe, w których nie ma miejsca na naciąganie na pieniądze, gdzie przede wszystkim kultywowana jest ciężka praca a nie Pańskie unijne dotacje.

Najgorsze jest jednak to, że tego typu krytyczne głosy naprawdę nikomu nie pomagają. To, że nie będzie u nas Steva Jobsa może być prawdą, możliwe też, że nie powstanie u nas kolejny Facebook. Czy jednak to jest powód do krytycznej oceny młodych, początkujących przedsiębiorców. Czy jako nauczyciel w szkole będzie pan krytykował uczniów za to, że wypracowania nie są na poziomie dziennikarza z 3 roku? Czy nie wyróżni Pan ciekawego pomysłu i pracowitości tylko dlatego, że autor opowiadania nie prezentuje poziomu Noblisty?

Pisze Pan, że nie zna projektów, które można by zaprezentować kolegom z za granicy a które wspierane były przez fundusze unijne. I znowu wychodzi z Pana, niestety, ignorancja. I co ciekawe tekst ten pisany jest w momencie, kiedy właśnie jedna ze spółek wspartych kiedyś przez PARP pozyskała 2 miliony złotych, rozwija się na rynkach zagranicznych z dużą szansą na miejsce lidera w danej kategorii. Zresztą nie jest to jedyny przykład – jest ich więcej – o ile chce się dostrzec i odszukać, a nie tylko pisać pod swoją teorię. Jestem równie krytyczny co do działań 8.1 i rozdawania pieniędzy – najbardziej jednak nie lubię krytykanctwa i to takiego, które ma na celu jedynie promocję własnego zdania w sieci.

Podsumowując. Nie było Pana na opisywanej imprezie, nie zrozumiała Pan celu tej imprezy, nie widział Pan krytykowanego projektu, nie zrozumiał Pan zasad jego działania i na koniec wyciąga Pan z tego wszystkiego wnioski które są banalne.

Pytanie czy Forbes powinien drukować tego typu popisy Pańskiej ignorancji? Moim zdaniem nie.

Zakończę w Pana stylu

„Może lepiej byłoby, aby Pan Mistewicz wrócił do marketingu i popularyzacji Twittera”?