97

Oto dlaczego Apple powinien zabić telefony z 16 GB pamięci

Mówiąc o specyfikacji jakiegokolwiek smartfona na pierwszym planie stawia się to, co odpowiada za wydajność urządzenia. Gdzieś na końcu zwykło mawiać się o tym, ile gier, muzyki uda nam się zainstalować w urządzeniu. Nieco więcej uwagi przywiązuje się do faktu zastosowania w telefonie lub tablecie slotu na karty pamięci microSD. Przy czym obecność tego jest […]

Mówiąc o specyfikacji jakiegokolwiek smartfona na pierwszym planie stawia się to, co odpowiada za wydajność urządzenia. Gdzieś na końcu zwykło mawiać się o tym, ile gier, muzyki uda nam się zainstalować w urządzeniu. Nieco więcej uwagi przywiązuje się do faktu zastosowania w telefonie lub tablecie slotu na karty pamięci microSD. Przy czym obecność tego jest rzecz jasna faktem jak najbardziej pożądanym.

Na rynku są obecne jeszcze smartfony wyposażone w mikrą pamięć o pojemności 8 lub 16 GB pamięci. Obecnie są to albo starsze wersje flagowców, albo całkiem nowe propozycje budżetowe. Punkt widzenia zmienia się jednak wraz z punktem siedzenia. Niska ilość pamięci nie przeszkadzała mi w Lumii 1320, która oferowała bazowo 8 GB pamięci masowej. Ten telefon robił jednak po prostu beznadziejne zdjęcia – nie używałem go akurat w tym scenariuszu. Służył mi głównie do konsumowania treści – w tym sprawdzał się najlepiej. I jak na złość oferował rozszerzenie dostępnej pamięci dzięki slotowi na karty microSD.

Kilka telefonów później (szybciutko 1320 -> 830 -> 930) okazało się zgodnie z moimi przewidywaniami, że 8, 16 GB pamięci wewnętrznej to wartość stanowczo za duża. Umówmy się, 930 prezentuje się z naprawdę dobrej strony, jeżeli chodzi o jakość użytego w niej aparatu sprzężonego z nieźle skrojonym oprogramowaniem. Stąd robienie zdjęć to dla mnie po prostu przyjemność – rzadko zdarza się, by ta słuchawka mnie zawodziła przy robieniu jakichkolwiek zdjęć. Skończyło się całkiem ciekawie – gdy wiem, że czeka mnie robienie zdjęć (zwiedzanie, impreza, itd.) – nie biorę osobno aparatu. Wystarczy mi telefon. Wygoda jednak swoje kosztuje.

girl-with-smart-phone-1616794-1920x1280

W tym momencie, mimo okresowego zrzucania zdjęć do chmury, udało mi się zająć połowę dostępnego miejsca (16/32GB). W jeden weekend udało mi się nagrać filmy oraz zrobić zdjęcia „ważące” około 4 GB. To całkiem dużo, zwłaszcza, że nie jestem zapalonym fotografem, a zdjęcia robiłem głównie temu, czemu zrobić należało, albo mi się najzwyczajniej w świecie podobało. Nie latam jak oszalały z aparatem i nie ostrzeliwuję nim bzdetów.

Słowem kluczem w tych rozważaniach powinna być chmura – wybór na rynku jest naprawdę ogromny. Każdy ekosystem mobilny ponadto oferuje własną, najlepiej skrojoną pod daną platformę usługę przechowywania danych w chmurze. Można by było powiedzieć, że na dobrą sprawę niepotrzebne są ogromne ilości pamięci w smartfonach, czy tabletach. Ale… przecież nie zawsze jesteśmy podłączeni do Internetu – niech braknie zasięgu, albo akurat nie znajdziemy się w zasięgu sieci Wi-Fi. Niech zdarzy się tak, że jesteśmy za granicą, nie wykupiliśmy pakietu danych za granicą i nie zaopatrzyliśmy się w rodzimy starter z dostępem do mobilnego Internetu. I co? No, właśnie. Chmura nie może być podstawowym nośnikiem danych dla smartfona. Może być bardzo przyjemnym uzupełnieniem tego, co w urządzeniu jest zainstalowane.

Apple oferuje całkiem przyjemny mechanizm „opróżniania” telefonu, gdy skończy się podstawowa pamięć. W wypadku, gdy kończy nam się pamięć w urządzeniu, najstarsze pliki są przenoszone „całkiem” do chmury. W telefonie dostępna jest jedynie ich miniatura, natomiast całość danych dostępna jest tylko w iCloud. Tym samym po fakcie wyczerpania wszystkich zasobów w urządzeniu, już po chwili okazuje się, że dalej możemy robić zdjęcia. Rozwiązanie całkiem sensowne, zwłaszcza dla osób, które posiadają 16-gigabajtowe warianty tych urządzeń. Jest to jednak półśrodek – załóżmy, że akurat nie mamy dostępu do naszej chmury, a na gwałt musimy wykonać kilka ujęć. Co więcej, mocno społecznościowym charakter technologii mobilnych wymusza na nas posiadanie jak największej pamięci w telefonie. Tę wyczerpują nie tylko zdjęcia, ale i zainstalowane aplikacje, dokumenty, nagrane wideo oraz inne.

hand-apple-camera-field

I wydaje się, że Apple z tej wiedzy skorzysta. Według najnowszych doniesień, kolejna generacja urządzeń z Cupertino podąży drogą m. in. Samsunga Galaxy S6 i pierwszą, podstawową wersją tego urządzenia będzie ta wyposażona w 32 GB pamięci dla użytkownika. Przy założeniu, że iUrządzenia nie są wyposażane w slot na karty pamięci microSD, jest to wartość naprawdę sensowna.

Mimo, że poprzednie przecieki w sprawie nowych urządzeń od Apple potwierdziły istnienie mniejszego wariantu pojemnościowego, wszystko wskazuje na to, że mieliśmy do czynienia ze sprzętem testowym. Mimo, że coraz więcej naszej aktywności związanych jest z usługami streamingowymi, czy chmurami, jakość zdjęć oraz wideo cały czas jest ulepszana. A do tego przyda się nieco większa ilość pamięci. I jest to jak najbardziej dobra droga. A puchną nie tylko one – również aplikacje, gry są coraz większe, oferują coraz więcej i nie wygląda na to, by ten progres w najbliższym czasie miałby być zahamowany. Zmierzch 16-gigabajtowych iPhone’ów? Jak najbardziej.

Grafika: 1, 2, 3