1

Z takim flagowcem poradzą sobie na polskim rynku. Oppo Reno 10x Zoom to naprawdę udany smartfon

Moim zdaniem w tym roku na rynku smartfonów "pozamiatał" OnePlus 7 Pro. Ale jak wypadł inny mocny chiński flagowiec? Sprawdzamy Oppo Reno 10x Zoom.

Oppo Reno 10x Zoom to jeden z ładniejszych telefonów tego roku

Wizualnie konstrukcja Reno 10x Zoom nie różni się specjalnie od tańszego, słabszego Oppo Reno. W moim przypadku ponownie dostałem bardzo ładny, niebieski wariant kolorystyczny – na dobrą sprawę różnice widać w umieszczonych centralnie na górze tylnej obudowy aparatach. Świetnie wyglądające matowe szkło, szczególnie w tym ciekawym kolorze, fajny pasek z logo Oppo, do tego z małym wystającym detalem. Naoglądałem się ostatnio identycznych Huawei-ów i Honorów, takie wykonanie jest więc dla mnie pewnym powiewem świeżości i aż skoda wkładać ten smartfon do etui. Ale w razie czego znajdziecie takie w pudełku i sprawia wrażenie solidnego. Jest jednak dość grube, przez co Oppo Reno 10x Zoom staje się w nim prawdziwą cegłą. Generalnie sam smartfon jest dość ciężki, a 210 g daje się we znaki i to niestety czuć.

Na prawej ściance znalazło się miejsce dla przycisku uruchamiania, na którym umieszczono dodatkowy kolor – niby drobiazg, ale cieszy oko. Na lewej ściance natomiast dobrze osadzone przyciski głośności, na dole tacka na karty SIM i kartę pamięci (hybrydowy DualSim) oraz port ładowania USB-C. Smartfon nie posiada złącza słuchawkowego.

Konstrukcja jest dobrze spasowana, krawędzie przyjemnie zaokrąglone i jako całość sprawia bardzo dobre wrażenie. Gdyby tylko nie ten ciężar…

Gdzie podział się notch?

Ekran nie ma wcięcia, ma za to smukłe ramki i to smartfon, o którym można z czystym sumieniem powiedzieć, że jest bezramkowcem. Dostaliśmy tu mierzącego 6,6 cala AMOLED-a o rozdzielczości 1080 na 2340 pikseli przy 387 ppi i proporcjach 19.5:9. Przykrywa go natomiast szkło Gorilla Glass 6. W takim panelu nie ma prawa nic nie dograć – kolory super, kontrast super, widoczność nawet na dworze jak najbardziej poprawna. Ekran jest więc świetny, ale nie rewelacyjny. I tu patrzę w stronę OnePlusa 7 Pro gdzie wyższe odświeżanie robiło piorunujące wrażenie i naprawdę trudno mi będzie o nim nie wspominać przy okazji testów jakiegokolwiek innego flagowca. Oppo Reno 10x Zoom nie ma się czego wstydzić jeśli chodzi o wyświetlacz, ale OP7 Pro to jednak jeden poziom wyżej.

Zachwyca natomiast brak wcięcia oraz to, jak ekran łączy się z obudową. Od mniej więcej roku jestem użytkownikiem smartfona z notchem i nie ukrywam, że się do tego rozwiązania przyzwyczaiłem – najzwyczajniej w świecie mi nie przeszkadza. I choć wcięcie jest przecież dość małe, to jednak jego brak – szczególnie przy tak dużym ekranie – daje się we znaki mocniej niż się spodziewałem. Taka pełna płaszczyzna obrazu to przyszłość smartfonów i Oppo Reno 10x Zoom jest tego kolejnym doskonałym przykładem.

Oppo Reno 10x zoom ma czytnik linii papilarnych pod ekranem i podobnie jak w zwykłym Oppo Reno działa on naprawdę sprawnie. Oczywiście nie tak dobrze, jak fizyczne skanery, ale nie sprawiał mi problemów. Wydaje się jednak trochę wolniejszy i bardziej omylny niż ten w OnePlus 7 Pro. W przeciwieństwie jednak do Samsunga Galaxy A50 i A70 nie miałem ochoty przesiadać się na pin, więc wszystko jest jak najbardziej ok.

Wydajność Oppo Reno 10x Zoom

Snapdragon 855, Adreno 640, 8GB pamięci RAM i 256GB pamięci na dane (którą rozbudujecie kartami pamięci). Czego chcieć więcej? Oppo Reno 10x Zoom działa jak rakieta, choć ponownie wspomnę o odświeżaniu OnePlusa 7 Pro, przez który wrażenia prędkości były jednak lepsze. Reno trudno jednak cokolwiek zarzucić – działa pod kontrolą Androida 9 z autorską, lekką nakładką ColorOS. Proponuję jednak nie skreślać jej na starcie – jest przyjemna i intuicyjna, ładna i czytelna. Podobnie jednak jak przy testach zwykłego Oppo Reno, znów miałem problemy z przesłaniem plików na Dysk Google.

Oppo Reno 10x Zoom to na tyle wydajny i sprawnie działający smartfon, że możecie śmiało brać się za wszystkie growe nowości bez obawy, że cokolwiek będzie tu mulić lub przycinać. Podobnie jak OnePlus, Oppo pokazuje, że potrafi zrobić smartfony działające sprawniej niż Huawei i Samsung.

W pudełku znajdziecie przewodowe słuchawki USB-C, co jest bardzo miłą niespodzianką. Półtora do dwóch dni na jednym ładowaniu da się osiągnąć dzięki baterii o pojemności 4065 mAh. Nie sposób również nie wspomnieć o superszybkim ładowaniu, które w około 20 minut zaopatrzy Was w 50% baterii. Kiedy już przyzwyczaicie się do takiej prędkości, nie ma już powrotu do klasycznych rozwiązań. O przydatności szybkiego łqdowania można pisać i pisać – generalnie podpinacie sprzęt do ładowarki z zestawu, idziecie się spakować, po chwili macie naładowany smartfon. Rewelacja. Aha, Reno 10x Zoom posiada NFC.

Aparaty Oppo Reno 10x Zoom

Z tyłu dostaliśmy trzy aparaty. 48Mpix ze światłem f/1.7, szeroki kąt z 8 Mpix ze światłem f/2.2 oraz peryskopowy 13 Mpix z f/3.0. Zarówno w dzień, jak i przede wszystkim w nocy nie jest to aż tak wysoki poziom jak w Huawei P30 Pro czy nawet nowych Galaxy S10, ale jednak do czołówki naprawdę niewiele brakuje i na dobrą sprawę (poza nocą i P30 Pro) normalny użytkownik nie poczuje różnicy.

Zdjęcia nie są przekolorowane, algorytmy nie bombardują ich milionem niepotrzebnych ulepszeń. Generalnie taki zestaw aparatów jest w zupełności wystarczający by nikomu niczego nie brakowało. Ja jak zwykle lubiłem szeroki kąt, choć szkoda że ten aparat nie posiada stabilizacji optycznej.

Podobnie jak w zwykłym Reno, dostaliśmy tu przedni aparat z mechanizmem wysuwanej…płetwy rekina? Nie jest to zbyt oryginalne określenie, ale jednak takie właśnie wzbudza pierwsze skojarzenia. Mechanizm działa sprawnie, kto się boi jego uszkodzenia, ten będzie się bał przez cały czas. Tak naprawdę dopiero długoterminowe testy takiego rozwiązania pozwolą jednoznacznie określić czy jest trwałem, czy raczej niekoniecznie. Dostaliśmy tu matrycę 16 Mpix oraz światło f/2.0. Zdjęcia wychodzą niezłe, ale jak to mówią – niczego nie urywają.

A jak ten dziesięciokrotny zoom?

Tak naprawdę optyka kończy się przy sześciokrotnym powiększeniu, dziesiątka to hybryda. Podejście do przybliżeń jest zupełnie inne jeśli korzystaliście na przykład z Huawei P30 Pro, czy widzicie takie rozwiązania pierwszy raz. Jedno jest jednak pewne – to świetna zabawa i spore “wow”, szczególnie kiedy porównacie zdjęcia wykonane szerokim kątem i 10-krotnym zoomem.




Trzeba jednak pamiętać o jednym – przy dziesięciokrotnym zoomie potrzebujecie naprawdę stabilnej ręki. Owszem, stabilizacja jest, ale często nie uratuje trzęsącej się dłoni, a przy takim przybliżeniu jeden mały ruch przekłada się często na dużą zmianę kadru, a przy okazji rozmazane ujęcie.

Oppo Reno 10x Zoom wyceniono na 3499 złotych. To nie jest mało jeśli patrzeć przez pryzmat chińskich, niezbyt znanych jeszcze w Polsce smartfonów. W tej półce cenowej jest w czym wybierać i gdybym to ja miał teraz wydać taką kwotę, celowałbym w trochę tańszego OnePlusa 7 Pro. Muszę bowiem szczerze powiedzieć, że OP7 Pro zrobił na mnie większe wrażenie i wydaje mi się bardziej innowacyjny, a zarazem ciekawszy niż nowe Oppo. Z drugiej strony Reno 10x Zoom to udany, bardzo dobry smartfon, którego zakup będzie również dobrym wyborem.