91

Opóźnienia (gotowych) filmów to bzdura. Oni naprawdę wierzą, że będziecie oglądać je w kinach?!

Niemalże wszystkie premiery największych filmowych hitów tego i następnego roku zostały znacząco przesunięte. Żyłem nadzieją, że zobaczę je w kinie, lecz sytuacja na to nie pozwala i jako ogromny kinomaniak muszę napisać, że takie zwlekanie może przynieść więcej szkody, niż pożytku.

Filmy Marvela, Nowy Bond, a także „Diuna” i „The Batman” – premiery przesunięte

Ostatnie dni to seria spływających do nas informacji o kolejnych przesunięciach premier nadchodzących hitów kinowych. Do filmów Marvela oraz najnowszego Bonda „Nie czas umierać” dołączyły teraz filmy Warner Bros. i DC, w tym „Diuna”, „Flashpoint”, „Shazam 2” oraz „The Batman”, na którego zaczekamy aż do 2022 roku. Branża kinowa nie ma lekko po powrocie do działalności w reżimie sanitarnym, co widać jak na dłoni, ponieważ w weekend wyciekły wieści o planach zamknięcia kin na terenie USA i Wielkiej Brytanii przez Cineworld (właściciela Cinema City w Polsce).

Mroczny zwiastun nowego The Batman! Zobacz wszystkie nowości od DC!

Oznacza to, że na przestrzeni najbliższych kilku miesięcy kina nie będą miały w zanadrzu tak zwanych pewniaków – filmów gromadzących na salach nawet tych widzów, którzy wybierają się tam, by obejrzeć jak najwcześniej nowy film. Nie są to osoby, które w pierwszej kolejności decydują się na wizytę w kinie, a dopiero później wybierają jeden z seansów w repertuarze. To przede wszystkim one pojawiały się w multipleksach w ostatnim czasie, choć oczywiście nie tylko, bo wyniki niektórych produkcji w polskich kinach wcale z tego nie wynikały.

Polskie kina bronią się polskimi filmami

Frekwencja z poprzednich tygodni napawa optymizmem włodarzy Multikina, którzy podzielili się wynikami i swoim komentarzem pod koniec września. Rekordowy weekend zgromadził na salach 300 tysięcy widzów, a największe role odegrały następujące tytuły: „25
lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”, „Mulan” oraz „Pętla”. Na liście zabrakło „Tenet”, który pojawił się wcześniej, ale film Christophera Nolana nie okazał się tak silnym magnesem, jakiego się spodziewano. „Pętla” po trzech weekendach dobiła do prawie 500 tysięcy widzów, co raczej biorąc pod uwagę okoliczności jest pewnym sukcesem.

„Pętla” – recenzja. Dlaczego takie filmy ogląda tak wiele ludzi?

I następne miesiące upłyną w kinach raczej pod znakiem polskich filmów oraz mniejszych produkcji zagranicznych, bo typowych blockbusterów się nie doczekamy. Czy to właściwa decyzja dystrybutorów, którzy blokują debiut filmu na dużym ekranie i nie decydują się na wprowadzenie ich do VOD? Moja pasja do kina jest na tyle duża, że gdy tylko można był zasiąść w fotelu przed dużym ekranem, od razu to uczyniłem i każdą dużą (oraz mniejsze) premiery oglądałbym właśnie w takich warunkach.

Filmy najpierw na VOD – to może być nasza nowa rzeczywistość

Trzeba jednak stanąć twarzą w twarz z faktami, a te pokazują, że widzowie odzwyczaili się od kina i duża część z nich wcale za nim nie tęskni. Netflix i spółka każdego tygodnia oferują minimum kilkanaście nowych premier, a całkiem nieźle sprawdziły się eksperymenty z „Trollami 2” i „Mulan”, które kosztowały około 30 dolarów za seans online w USA. W przychodach nie spodziewano się uzyskać kwoty na poziomie tej, którą wygenerowałyby kina, ale pewna zmiana nastąpiła i gdyby do takich premier dochodziło częściej, to może by się coraz bardziej upowszechniały?

Druga największa sieć na świecie zamyka swoje kina

Na pewno nie podoba mi się sytuacja, w której mogą nas postawić studia w przyszłym roku czy za dwa lata, gdy repertuary będą wypchane nowościami, gdyż grafik premier nie będzie w stanie pomieścić kolejnych produkcji. Odkładanie w (nie)skończoność premiery filmu może mu solidnie zaszkodzić (spadek zainteresowania i zaangażowania widzów przy okazji „Tenet”, którego debiut wielokrotnie przesuwano) i chyba nikt nie powinien liczyć na to, że po powrocie do względnej normalności, widzowie będą odwiedzać kina w każdy weekend z okazji dużej premiery. Wybiorą jedną, maksymalnie dwie, co odbije się na wpływach z biletów. Przykład „Tenet” pokazał, że w obecnych okolicznościach nawet tytuł, reżyser, plejada gwiazd i ogromna kampania mogą nie dać wymarzonych efektów.

Czy kina przetrwają? Jak będzie wyglądać nowy porządek?

Wprowadzenie takich filmów do ofert serwisów VOD za dodatkową opłatą albo w ramach abonamentu nie jest rozwiązaniem idealnym. Wytwórnie będą musiały pogodzić się z mniejszym zarobkiem, a część widzów będzie tęsknić nie tyle za możliwością obejrzenia, co  doświadczenia filmu w kinie. Być może w takich warunkach wykształci się i zdobędzie popularność nowy model dystrybucji, w którym to kina staną się pośrednikiem drugiej linii, za Internetem czy nośnikami fizycznymi. Ale może tylko tak wygląda szansa na utrzymanie rynku na powierzchni i zabezpieczenie się na kolejne trudne miesiące i lata.

Sam od kilku dni zadaję sobie pytanie, czy gdyby „Diuna” lub „Nie czas umierać” pojawiły się na VOD z perspektywą wejścia do kin za kilka miesięcy, wybrałbym seans na kanapie nie mogąc doczekać się wizyty w kinie? Czy nie żałowałbym zaprzepaszczenia szansy na zobaczenie ich w kinowych warunkach?  Obawiam się, że za rok czy dwa kina mogą być pojedynczymi kropkami na mapie każdego kraju i co nam wtedy po takich widowiskach jak Bond, „Diuna” lub „The Batman”?