Recenzja

Onyx Boox Nova Air - czy warto kupić czytnik e-booków za 1500 zł?

Krzysztof Kurdyła
33

Jako nałogowy czytelnik książek długo rozważałem kupno czytnika. Nie był to zakup pierwszej potrzeby, wolę czytać „w papierze”, a większości książek które kupuje i tak nie ma w formie elektronicznej. Dlaczego ostatecznie zdecydowałem się na dość drogiego Onyxa i czy było warto?

Słowem wstępu...

Czytniki e-ink nie są generalnie drogimi urządzeniami, najbardziej popularne modele Kindle od Amazona można dostać w cenach oscylujących wokół 500 - 600 zł. Problemem dla mnie nie była nigdy cena, ale ich jakość, wygoda i użyteczność. Biorąc do ręki większość z nich człowiek czuje, jakby obcował z tanim urządzeniem z lat 90-tych poprzedniego wieku.

Kiepskie plastiki, paskudne przyciski, toporne UI/UX powolnego systemu. Ich design też najczęściej wygląda tak, jakby do ich projektowania zsyłano tych, którzy nie sprawdzili się gdzie indziej. Najgorsze były jednak ekrany. Nie chodzi mi tu o ghosting czy odświeżanie, traktuję je jako cechę tej technologii i cenę, którą trzeba zapłacić za komfort dla oczu. Problemem była dla mnie zawsze ich wielkość, a raczej małość.

Na czytnikach z 6-calowymi ekranami nie jestem w stanie czytać nawet prostych książek, nie mogę skupić się na lekturze. Nie potrafię powiedzieć, co dokładnie powoduje to zjawisko, ale kilka prób z małymi czytnikami od różnych producentów dało ten sam rezultat, odrzucenie.

Kolejna sprawa, o ile wśród nowych a interesujących mnie książek tylko niewielki procent jest dostępny cyfrowo, to mam ogromną „biblioteczkę” książek starszych, zarchiwizowanych przez biblioteki cyfrowe do formatów DjVu i PDF. Dodatkowo w tym ostatnim formacie mam jeszcze większą ilość artykułów z różnych repozytoriów naukowych.

Czytanie takich tekstów na małych ekranach już w ogóle mija się z celem. A że większość czytników jest wyposażona w słabe procesory, to pojawiają się dodatkowo problemy z wydajnością przy takich niezoptymalizowanych formatach. O ile w ogóle je odczyta, z niezrozumiałych dla mnie przyczyn kultowy Kindle książek w DjVu w ogóle nie obsługuje.

To po co Ci czytnik?

Mój wymarzony czytnik e-booków powinien naśladować prawdziwą książkę, mieć duży, składany na pół kolorowy ekran, piórko o notowania i szybkie „bebechy”. Taka konstrukcja niestety wciąż się nie pojawiła, mimo że kilka firm tchnęło ostatnimi czasy w ten rynek trochę świeżości. Nie mniej, gdyby chodziło wyłącznie o mnie, czytnika raczej wciąż bym nie kupił.

Co w takim razie spowodowało, że na moim biurku znalazł się czytnik Onyx Boox Nova Air, jedno z droższych urządzeń tego typu? Najważniejszym powodem było to, że czytnika potrzebowała... żona. Ze względu na pojawienie się małego dziecka, wieczorem musi u nas panować „zaciemnienie” i czytnik z własnym podświetleniem jest jedyną opcją pozwalającą jej wykorzystanie tego czasu na czytanie. To był czynnik przeważający szalę.

Szybko okazało się, że podobnie jak w moim przypadku żona nie potrafi czytać na 6-calowym ekranie. W związku z tym i tak zaczęliśmy się obracać wśród produktów kosztujących minimum 900 zł, a przy takiej inwestycji także także część z moich wymagań trafiła do puli, które urządzenie musiało spełnić. Ostatecznie po testach, reaserchu i godzinach medytacji padło na Onyx Booxa Nova Air.

Onyx Boox Nova Air - wygląd

W przeciwieństwie do większości konkurentów Onyxa jest wykonany po prostu świetnie. Rzekłbym, że to taki iPad wśród czytników. Nic nie trzeszczy, spasowanie elementów obudowy jest idealne, materiały są bardzo wysokiej jakości i miłe w dotyku. Także do designu nie można się przyczepić. Jasnoszara, srebrnawa obudowa z metalowymi wstawkami jest po prostu bardzo ładna, ciekawie wygląda też „nakrapiany” tył.

W komplecie otrzymujemy bardzo użyteczne piórko, opracowane we współpracy z Wacomem i przypinane magnetycznie do boku czytnika. Kupując go przed świętami, załapałem się na darmowe etui w formie koperty. Onyx przygotował też dla niego magnetycznie przypinaną okładkę smart z fizycznymi przyciskam, ale nie zdecydowałem się jej dokupić.

Podsumowując, czytnik jest poręczny, wygodny, bardzo dobrze wykonany i budzący zaufanie. Z urządzeń tego typu jakie miałem w swoich rękach żaden nawet nie zbliżył się pod tym względem do jego poziomu. Myślę że określenie go czytnikiem klasy premium nie będzie przesadą.

Onyx Boox Nova Air - ekran

Nova Air ma ekran typu e-ink Carta o przekątnej 7,8" cala i rozdzielczości 300 dpi. Podświetlenie ma możliwość pełnej regulacji, osobno zimnych i ciepłych diód wraz możliwością ich miksowania. Podświetlenie jest bardzo równomierne, nie zauważyłem żadnych rozpraszających plam czy wycieków. Ekran pokryty został przygotowaną przez Wacom warstwą przypominającą papier, co powoduje, że używanie rysika jest bardzo przyjemne.

Poza kolorem, mamy tu więc chyba wszystko, co na dziś świat czytników może zaoferować najlepszego i sprawuje się to bardzo dobrze. Wielkość ekranu dla żony jest OK, dla mnie to minimum, z którego mogę wygodnie korzystać. Gdyby dostępna była jeszcze druga taka sama połówka, ale rozkładana, byłoby pewnie idealnie :)

Onyx Boox Nova Air - specyfikacja

To, co zdecydowanie wyróżnia ten czytnik, to znacznie szybsze od konkurencji „bebechy” oraz fakt, że pracuje pod kontrolą Androida 10. Jego sercem jest 8-rdzeniowy Snapdragon 636 wspomagany przez 3 GB pamięci RAM i 32 GB pamięci eMMC.

Czytnik ma na pokładzie WiFi i Bluetooth 5 z możliwością podpięcia bezprzewodowych głośników. To ostatnie może się bardzo przydać jeśli chcecie na nim słuchać audiobooków lub podcastów, niestety producent „zapomniał” o klasycznym porcie słuchawkowym. Onyx ma też wbudowane głośniki.

Czytnik ładujemy przez umieszczony na dole urządzenia port USB-C, ale niestety ładowarkę będziemy musieli sobie skombinować sami, producent za bardzo wziął sobie do serca naśladownictwo klasy „premium” i wzorem Apple nie dał jej w zestawie.

Wbudowana i niewymienna bateria ma pojemność 2000 mAh i wystarcza na bardzo długo. Tablet ładuję raz na 3 - 5 tygodni, zależnie od częstotliwości i stylu użytkowania, nieużywany dłużej praktycznie prądu nie traci.

Onyx Boox Nova Air - system

Jak już wspomniałem, to co wyróżnia ten czytnik to praca pod kontrolą Androida 10, oczywiście z autorską, czytnikocentryczną nakładką zaprojektowaną przez Onyxa. Co jednak dziwne, po wyjęciu z pudełka urządzenie nie miało dostępu do sklepu Play.

Trzeba było tę opcję włączyć w Ustawieniach oraz ręcznie autoryzować urządzenie w Google. Z tym ostatnim był niestety problem i jak się na forum użytkowników okazało dotknął nie tylko mnie. Niektórym pomagały forumowe sztuczki z resetowaniem poszczególnych serwisów Google, innym, w tym autorowi recenzji, niestety nie.

Na szczęście po dwudniowej walce pojawiła się duża aktualizacja systemu, która problem rozwiązała. Nie mniej przy takiej cenie, jaką żąda za swój sprzęt Onyx, takie coś nie powinno mieć miejsca. Pochwalić mogę za to fakt, że system czytnika jest regularnie aktualizowany, od świąt były już dostępne dwie lub trzy „łatki”.

Przejdźmy teraz do interfejsu użytkownika, oceniam tylko jego ostatnią wersję, wprowadzoną po wspomnianej aktualizacji. Moim zdaniem jest dobrze zaprojektowana pod zadania, do jakich ten czytnik ma służyć. Mamy więc „wiodące” boczne menu, z sześcioma głównymi funkcjami:

  • Biblioteka, wiadomo, tam zarządzamy posiadanymi książkami.
  • Sklep - czyli natywna księgarnia. W Polsce trochę bezużyteczna, chyba że kupujecie książki w obcych językach.
  • Notatki - to tutaj możecie poszaleć z dołączonym piórkiem
  • Pamięć - uproszczony i ograniczony manager plików
  • Aplikacje - jak sama nazwa wskazuje. Tutaj znajdziecie też sklep Play
  • Ustawienia - tu zarządzacie i aktualizujecie sytem.

Onyx Boox Nova Air - ergonomia

Ergonomia nakładki systemowej stoi na wysokim poziomie. Nawigowanie jest intuicyjne, pływające menu podręczne przydatne, z górnej belki możemy „wyciągnąć” menu szybkich ustawień oraz managera ściąganych plików. System pozwala na skonfigurowanie obsługi gestami.

Przede wszystkim jednak większość rzeczy działa szybko i sprawnie. Wrażenie powolności, jeśli się pojawia, wywołuje odświeżanie ekranu, ale to już cecha ekranów e-ink. Podobnie jak ghosting, który tutaj też istnieje, ale możemy nim zarządzać. System pozwala ustawić „siłę” odświeżania, można też wymusić je ręcznie z menu podręcznego.

System jest spolszczony, ale uczciwie trzeba przyznać, że tłumaczenia nie są kompletne, a niektóre są nie najwyższych lotów. Od bardziej doświadczonych użytkowników wiem jednak, że wraz z kolejnymi aktualizacjami ich jakość powoli, ale się poprawia.

Onyx Boox Nova Air - książki

Aplikacja do czytania książek ma spore możliwości spersonalizowania tego, jak ma działać. Jest tak jak cały czytnik bardzo szybka, nawet ciężkie pliki PDF czy DjVu nie zacinają się. Funkcji dodatkowych jest w niej tak dużo, że niektórzy mogą się pogubić. Mi bardzo odpowiada.

Jak wygląda sprawa z literaturą polskojęzyczną? W sklepie Onyxa jej nie znajdziemy. W natywnym sklepie z aplikacjami próżno szukać serwisów nadwiślańskich serwisów, takich jak Legimi czy EmpikGo. Na ratunek przybywa nam sklep Play, w którym znajdziemy wszystko to, co na każdym smartfonie i tablecie z Androidem. Trzeba się jednak liczyć z tym, że niektóre aplikacje nie będą zoptymalizowane dla naszego czytnika, szczególnie kolorystycznie. Dotrzeć do książek jednak się daje, a później przestaje to mieć znaczenie.

Onyx Boox Nova Air - piórko

Ponieważ Onyx jest nie tylko czytnikiem, ale też cyfrowym notatnikiem w pełnym tego słowa znaczeniu, parę słów trzeba poświęcić tej funkcjonalności i piórku. U mnie sprawdza się fantastycznie, gdy pomagam dzieciom przy lekcjach np. chemii, gdzie mogę sobie na szybko rysować modele cząsteczek, schematy itp.

Piórko ułatwia też ogólnie obsługę dotykową czytnika, jest precyzyjniejsze i szybsze od palców. Warto też dodać, że jeśli do czytania książek korzystamy z natywnej aplikacji, możemy sobie tam do woli podkreślać różne rzeczy, robić notatki na marginesach itd.

Jeśli z czymś są problemy, to niestety z rozpoznawaniem języka polskiego, które praktycznie nie działa. Czy poprawi się to w przyszłości? Nie mam pojęcia, ale byłoby to bardzo pożądanym dodatkiem, dla wszystkich tych, którzy wolą pisać tradycyjnie, a nie na klawiaturze. Na dziś w naszym kraju jest to tylko ciekawostka.

Czytnik jako tablet

Onyx Boox, dzięki Androidowi pozwala korzystać z niego jak z tabletu o bardzo długim czasie działania na bateriach. Możemy uzyskać na nim dostęp do aplikacji chmurowych, poczta i przeglądarki synchronizują się tu tak samo jak na telefonie. Całkiem przydatna opcja na wakacje i nie tylko. Z klawiaturą BT od biedy da się go używać nawet jak małego komputera. Do większych modeli Onyx sprzedaje zresztą klawiaturę zmieniającą jego czytniki w e-inkowe laptopy.

Znów jednak muszę zrobić tu zastrzeżenie, część aplikacji, choć będzie działać, może na ekranie e-INK być słabo czytelna. Jeśli ktoś z Was miałby konkretny plan jak chciałby Onyxa używać, lepiej sprawdzić jak wyglądają niezbędne do jego realizacji aplikacje przed zakupem.

Podsumowanie

Ocena tego czytnika nie jest łatwa. Z jednej strony, wśród urządzeń tej wielkości, nie ma chyba nic, co zbliżyłoby się jakością, ergonomią i wszechstronnością w pobliże Novy Air. Dbałość o detale, szczególnie jeśli chodzi o sprzętową stronę jest fantastyczna. Z drugiej strony... 1500 zł to cena, na którą wiele osób, nawet lekką ręką wydających po 5000 zł i więcej na smartfony kręci nosem.

Nie jest to z pewnością urządzenie dla każdego. Jeśli czytacie tylko beletrystykę w formatach ePub czy mobi pewnie wystarczy wam jakiś tańszy PocketBook. Jeśli nie przeszkadzają Wam małe ekrany to Wasz wybór w ogóle ogromny i nie potrzebujecie płacić tak dużo. Jeśli jednak macie specyficzne potrzeby, czytacie sporo PDF-ów, korzystacie z DjVu, lubicie nie być tak bardzo związani tym, na co wam dany producent pozwala, Onyx powinien sprawić Wam wiele radości.

Czy kupiłbym go jeszcze raz? Tak, ale w ostatnio zaprezentowanej kolorowej wersji. Nie żeby Onyx i e-ink dokonały tam jakiegoś przełomu, tu raczej znów wychodzą moje specyficzne potrzeby. W książkach z dziedziny historii wojskowości często trzeba korzystać z różnego rodzaju map. Dla nich wyblakłe kolory dzisiejszych ekranów e-ink są jak najbardziej wystarczające. Szkoda tylko, że kolorowa wersja kosztuje aż 2000 zł.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu