Mobile

OnePlus Nord N20 - smartfon wygląda świetnie, ale w środku trochę bieda

KR
Krzysztof Rojek
1

OnePlus po przejęciu przez Oppo zalewa rynek smartfonami. Oto Nord N20 - jak wyglądają jego podzespoły?

OnePlus oficjalnie już został wchłonięty przez Oppo i jego strategia produktowa wyraźnie to odzwierciedla. Z firmy znanej z flagship killerów OnePlus stał się... zwykłą marką, produkującą średniaki i flagowce, a czasami zahaczającą także o budżetowe modele. Oczywiście, można się irytować, że przez to marka całkowicie zatraciła swoje DNA, jednak nie można jednocześnie odmówić, że taki ruch z pewnością sprawi, że OnePlusów sprzeda się znacznie więcej. Jeżeli ktoś nie wierzy, niech zobaczy opinię o serii Nord, która szturmem wzięła zestawienie najlepszych średniaków. Nie przeszkodziło jej nawet to, że część telefonów ma problemy z samozapłonem. Nie ma się co dziwić, że OnePlus chce kuć żelazo póki gorące i wypuszcza kolejny model z serii.

OnePlus Nord N20 - co o nim wiemy

Konia z rzędem temu, kto połapie się w strategii nazewnictwa średniopółkowych OnePlusów. Mamy Norda 1 i 2, Norda CE a także modele N10 i N100 oraz N200. Naturalnie, że w tym gronie brakuje N20, ale jak użytkownik po nazwie ma wywnioskować, z jaką półką cenową ma do czynienia - nie pytajcie mnie, bo nie mam pojęcia. Faktem jest jednak, że nowy telefon wygląda naprawdę elegancko. Brak mu modnej ostatnio wyspy na aparaty, a szlif krawędzi przywodzi na myśl droższe modele.

Niestety, im dalej w las tym więcej drzew i im dalej w specyfikacje Norda N20 tym bardziej widać, że jeżeli telefon o coś ma zawalczyć na rynku, to raczej nie o tytuł króla swojej półki cenowej. Przede wszystkim, mamy tu ekran AMOLED, co oczywiście jest bardzo przyjemne, jednak jego częstotliwość odświeżania to nie 90 czy 120 jak u konkurencji, a 60 Hz. Do procesora nie można mieć zastrzeżeń - to Snapdragon 695, a więc ta sama jednostka co we wszystkich tegorocznych średniopółkowcach - Redmi Note  11 Pro, realme 9 Pro czy Motorola G71 5G. Do tego 5 bądź 8 GB pamięci RAM. Nieco biedniej natomiast robi się gdy chodzi o aparaty. Oczywiście, sama rozdzielczość nic nam nie mówi, ale według przecieków nowy smartfon ma mieć zestaw 48+8+2 bądź 50+2+2. Nie zdziwiłbym się, gdyby producent skusił się na tę drugą opcję, ponieważ taka właśnie konfiguracja znajduje się w wypuszczonym niedawno realme c35, a jak wiaodmo - recykling dobra rzecz. Przyzwoite jest natomiast ładowanie - 33 W i bateria - 5000 mAh.

Pojawia się jednak problem, ponieważ telefon za 300 dolarów (czyli ok 1500 zł)  musiałby konkurować ze wspomnianym już chociażby Redmi Note 11 Pro, które w tej cenie oferuje Super AMOLED 120 Hz, aparat 108 Mpix, ładownie 67 W, głośniki stereo czy IP53, nie mówiąc już o szklanym wykończeniu. Konkurencja w tej półce cenowej jest ogromna i o ile Nord N20 wygląda bardzo elegancko, to nie da się nie zauważyć, że pod względem parametrów jest mniej więcej rok za konkurencją. Przynajmniej, według przecieków, smartfon ma zadebiutować z OxygenOS, który, choć wiadomo, że nie jest już tak czystą nakładką jak kiedyś, wciąż unika połączenia się z ColorOS.

Zawsze to jakiś pozytyw.

 

 

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu